29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

*Artykuł ukazał się w styczniowym "Forbes"

Czy naprawdę na rynku pracy jest tak dobrze? A może tylko ulegamy złudzeniu mieszkając w dużych miastach, gdzie brakuje kasjerek przy kasach, kelnerów w restauracjach czy też pracowników poczty na poczcie? Bez wątpienia w dużych aglomeracjach bezrobocie jest już na poziomie naturalnego, czyli na poziomie przy którym bezrobotnymi są ci którzy nie szukają pracy, lub ci którzy ją właśnie zmieniają. Wciąż jednak bezrobocie w niektórych województwach przekracza znacznie 10%. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego że miejsca pracy powstają w usługach i sektorze przedsiębiorstw a te sytuują się zwykle w dużych miastach. W Polsce silne odczuwa się podziały geograficzne, edukacyjne i pokoleniowe. To, że praca jest w dużych miastach nie oznacza wcale, że mogą ją podjąć mieszkańcy daleko położonych miasteczek i wsi. Ze względu na odległość nie są w stanie przemieszczać się codziennie do pracy, a ze względu na brak dobrego wykształcenia nie mogą podjąć pracy umożliwiającej sfinansowanie wynajmu mieszkania. Pracodawcy niechętnie zatrudniają osoby po 50-tce, choćby ze względu na wciąż obowiązujące wcześniejsze emerytury. Z tych właśnie powodów bezrobocie w Polsce jest wciąż powyżej średniej europejskiej, która wynosi 8%.

Czy po okresie szybkiego spadku bezrobocia nie grozi nam znów jego eksplozja? Gwoli przypomnienia - w roku 1998 bezrobocie spadło poniżej 10%, ale już cztery lata później, osiągnęło poziom 20.6%. Nie sądzę by taki scenariusz miał się powtórzyć. Mimo pewnych podobieństw jest w gospodarce wiele fundamentalnych różnic. Pomiędzy rokiem 1997 a 2002 wzrost gospodarczy zwolnił z 7.1% do 1.4%, i ten spadek aktywności doprowadził do głębokiego spadku zatrudnienia. Drugim czynnikiem, który przyczynił się do tak znacznego wzrostu stopy bezrobocia było wchodzenie na rynek pracy roczników wyżu demograficznego. Obecnie na rynek pracy wchodzi rocznie 500-550 tys. osób, w latach 1997-2002 było to650-700 tysięcy. Co więcej w wyniku spowolnienia gospodarki w latach 1998 – 2003 w sektorze przedsiębiorstw zniknęło 800 tys. miejsc pracy.

Teraz prawdopodobieństwo tak głębokiego spowolnienia gospodarczego jest mało prawdopodobne. Na początku dekady oprócz spowolnienia wynikającego z cyklu koniunkturalnego mieliśmy do czynienia z kryzysem rosyjskim i związanym z tym spadkiem eksportu, a także z restrykcyjną polityką pieniężną i globalnym spowolnieniem gospodarczym. Dziś Polska jest zupełnie innym krajem pod względem gospodarczym niż 10 lat temu. Obecnie nasz eksport w 70 procentach powiązany jest ze strefą euro, restrykcyjność polityki pieniężnej jest nieporównywalna, a wzrost gospodarczy napędzany jest głównie popytem wewnętrznym. Dodatkowo jesteśmy członkiem UE, około 1 punktu procentowego wzrostu zawdzięczamy napływowi środków unijnych finansujących inwestycje infrastrukturalne. Nawet jeśli więc wzrost gospodarczy spowolni, to w czarnym scenariuszu do nie mniej niż 3 procent. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik związany z naszym członkostwem w UE – emigracja. Według danych GUS poza granicami Polski mieszka 1.9 miliona naszych rodaków z czego 900 tys przybyło po 1 maja 2004.

Głęboka restrukturyzacja polskich przedsiębiorstw na początku tej dekady doprowadziła do tego, że przedsiębiorstwa które przetrwały dziś są bardziej konkurencyjne i elastyczne. Dlatego też dynamika przyrostu zatrudniania z jaką mamy do czynienia w tym roku (ostatnio na poziomie 5 proc. rocznie) jest najwyższą od 1995 roku. Wcześniej nie publikowano takich statystyk, ale taki wzrost zatrudnienia jest prawdopodobnie najwyższym w okresie całej polskiej transformacji. Dla porównania, na początku roku 1998 roku zatrudnienie najszybciej rosło w tempie 2.4 proc. (w 1997 najszybciej 1.2 proc.).

Podsumowując w roku 2008 nie należy spodziewać się odwrócenia pozytywnych trendów na rynku pracy. Co prawda po boomie inwestycyjnym w 2007 roku trudno spodziewać się aby inwestycje nadal rosły w tempie 20 proc. pociągając za sobą rekordowo szybki wzrost zatrudnienia. Ale wolniejsze tempo wzrostu inwestycji rzędu 12-15 proc. i wolniejszy wzrost zatrudnienia rzędu 3 proc. i tak będzie oznaczał dalszy spadek bezrobocia (prawdopodobnie poniżej 10 proc. na koniec przyszłego roku). Dalsza poprawa na rynku pracy oznaczać będzie, że rynek pracy będzie coraz bardziej stawał się rynkiem pracownika. Dlatego też silny wzrost płac w 2008 roku jest nieunikniony – można się spodziewać, że średnio płace będą rosły w tempie 12-13 proc. rocznie.

Główne pytanie obecnie dotyczy tego, czy wzrost płac szybszy od wzrostu wydajności nie doprowadzi do spadku konkurencyjności polskiej gospodarki. Gdyby tam miało się stać, jedynym krótkoterminowym rozwiązaniem, będzie otwarcie polskiego rynku pracy dla naszych wschodnich sąsiadów. Niezbędne reformy strukturalne, w tym rynku pracy, nie przynoszą bowiem zwykle efektów od razu. A tu mogą być potrzebne szybkie działania.

2008-01-16 13:11
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Podstawową zasadą przy prowadzeniu negocjacji jest posiadanie strategii negocjacyjnej. Przypomnienie tej banalnej prawdy jest bardzo aktualne dzisiaj, kiedy rząd prowadzi, chcąc czy nie chcąc, rozmowy ze związkami zawodowymi górników, lekarzy czy nauczycieli. A gospodarka to układ naczyń połączonych - podwyżki o 15% w Kompanii Węglowej rodzą podobne oczekiwania w pozostałych branżach. Pomimo tego, że rząd obiecał 10% podwyżki nauczycielom, rzeczywistość pokazuje, że oczekiwanie tej grupy zawodowej rosną . Podobnie jest w przypadku lekarzy. Podwyższanie wynagrodzeń bez zmian jakościowych w systemie opieki zdrowotnej czy edukacji jest drogą do nikąd. Za rok żądania będą podobne. Dlatego też potrzebna jest całościowa strategia gospodarcza rządu w ramach której wiadomo co i za ile, przy wprowadzeniu jakich mechanizmów, można zaoferować poszczególnym grupom społecznym. Potrzebna jest koordynacja zadań, prowadzona przez jeden ośrodek w ramach rządu. A wszystko to musi być powiązane spójnym programem gospodarczym gabinetu, którego wciąż nie ma...

Przy prowadzeniu negocjacji niezbędne jest podejście pakietowe, gdzie wraz z kwestiami płacowymi poruszane za trudne i niezbędne reformy. Przy okazji negocjacji płacowych należy wypracowywać porozumienia, w ramach których zostanie ustalony plan reform w danym sektorze. Dla przykładu, jeśli rozmawiamy z lekarzami o podwyżkach płac, trzeba również rozmawiać o całej koncepcji docelowego systemu opieki zdrowotnej i zgodzić się na przykład na to, aby wraz z podwyżką wynagrodzeń w ochronie zdrowia wprowadzić zasadę współpłacenia przez pacjentów za procedury medyczne. Podobnie w przypadku nauczycieli, rozmowy na temat podwyżek płac powinny być połączone ze zgodą związków zawodowych na likwidację przywilejów zawartych w karcie nauczyciela. Dzięki temu w ramach tej samej puli środków byłaby możliwość zrealizowania pokaźnych podwyżek wraz z bardziej efektywnym i probodźcowym systemem wynagradzania i motywowania nauczycieli.

Kontynuacja negocjacji według zasady gdzie związki zawodowe żądają od rządu pieniędzy, a rząd mówi że ich nie ma z gruntu jest skazany na niepowodzenie. Partnerzy społeczni powinni przyjmować i współodpowiadać za przeprowadzenie całościowych zmian w ochronie zdrowia, edukacji, emeryturach pomostowych. Cud irlandzki zdarzył się między innymi dlatego, że udało się uzyskać zgodę partnerów społecznych na przeprowadzenie trudnych i reform.

2008-01-10 12:39
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Tekst opublikowany został w najnowsyzm Nesweeku

Przed omówieniem sytuacji gospodarczej w Polsce trzeba poświecić trochę uwagi kryzysowi na rynku nieruchomości w USA i związanym z tym ryzykiem recesji w Stanach. Dziś konsensus prognoz na rok 2008 przewiduje wzrost gospodarczy w USA powyżej 1%, podczas gdy w Eurolandzie dynamika wzrostu gospodarczego prognozowana jest na poziomie ok. 2%. Gdyby taki scenariusz miał być zrealizowany oznaczałoby to, że gospodarka amerykańska wyszła obronną ręką z kryzysu na rynku kredytów hipotecznych. Niestety w przeszłości przed przyjściem recesji konsensus rynkowy zwykle nie przewidywał czarnego scenariusza. Zachowanie rynku finansowego wskazuje, że obawy o wystąpienie recesji są bardzo poważne. Rynek finansowy w USA przewiduje dalszy spadek stóp procentowych w USA do 3.75% w przyszłym roku z obecnego poziomu 4.25%. Rynek pokłada głęboką wiarę w uzdrowieńcze działanie FED, stąd pozytywne reakcje na każdą obniżkę stóp lub same zapowiedzi obniżek. Ale FED nie może ciągle obniżać stóp, gdyż ryzykowałby wzrostem inflacji, co przy zwalniającym wzroście oznaczałoby stagflację. Jak na razie też wciąż nie jest znana skala skutków kryzysu na rynku kredytów hipotecznych dla sektora finansowego. Wysokość strat spowodowana spadkiem wartości CDO (colaterised debt obligation) szacowana jest przez OECD nawet na USD300mld z czego tylko USD50mld zostało dotychczas zidentyfikowane. Ogłoszenie wyników banków za ostatni kwartał tego roku przybliży nas do właściwego szacunku skali tego problemu. Ryzyko upadku jednej z wielkich instytucji finansowych jest po raz pierwszy całkiem realne, a upadki kilku mniejszych pośredników finansowych pewne. W roku 2008 będziemy jeszcze przez jakiś czas odczuwali skutki kryzysu na rynku kredytów hipotecznych. W kontekście malejących stóp procentowych w USA i przy perspektywie wolniejszej dynamiki wzrostu amerykańskiej gospodarki w pierwszych miesiącach 2008 roku nie należy spodziewać znacznego umocnienie dolara. W wariancie bazowym przyjąć należy założenie, że uda się uniknąć recesji w USA, choć ryzyko takiego scenariusza jest wysokie.

 Kryzys finansowy w USA nie będzie miał bezpośredniego przełożenia na sytuację makroekonomiczną w Polsce. W Polsce bowiem nie udzielano kredytów typu subprime, polskie banki nie mają w swych portfelach instrumentów typu CDO. Jak na razie negatywnym efektem kryzysu kredytów hipotecznych jest wzrost oprocentowania na rynku pieniężnym z powodu wzrostu ryzyka pożyczania pieniądza. Efekt ten jest także odczuwalny w Polsce. Główne banki centralne próbują obniżyć to ryzyko poprzez wpompowywanie w globalny system bankowy setek miliardów dolarów, ale to nie rozwiąże głównego problemu jakim jest obecnie kwestia utraty zaufania. Niemniej główne ryzyko przełożenia się obecnego kryzysu na sytuację gospodarczą w Polsce może dokonać się kanałem pośrednim. Mianowicie recesja w USA i związane z tym dalsze osłabienie dolara oraz ryzyko zaburzenia globalnej równowagi opartej na dolarze może doprowadzi do osłabienia wzrostu gospodarczego w Azji i w Europie. Bank Światowy szacuje, że obniżenie tempa wzrostu w Stanach o 2 pp spowoduje wolniejszy o 1 pp wzrost w Azji. Zależność ta jest tak słaba, gdyż kraje azjatyckie eksportują do Europy dwa razy więcej towarów niż do USA. Jednak w wariancie amerykańskiej recesji i dalszego silnego umocnienia euro ryzyko spowolnienia gospodarki europejskiej i w konsekwencji polskiej istotnie wzrośnie.

 W wariancie bazowym, który nie zakłada recesji w USA, Polska gospodarka w roku przyszłym będzie rozwijała w tempie około 5.1%, przy popycie wewnętrznym na poziomie 5.6%. Rok 2008 będzie okresem kiedy wzrost gospodarczy nadal będzie napędzany popytem wewnętrznym, a rola eksportu w tworzeniu dochodu będzie malała. Niższej dynamiki wzrostu gospodarczego można spodziewać się w pierwszym kwartale, ze względu na wysoką bazę z roku poprzedniego. W 2008 będą roku kontynuowane tendencje obserwowane w kilku ostatnich kwartałach tego roku. Po pierwsze należy spodziewać się wysokiej, a nawet wyższej niż w 2007 roku, nominalnej dynamiki płac na poziomie 12-13%, zarówno jako skutek kontynuacji dotychczasowego trendu jak również efektu wysokich podwyżek obiecanych przez rząd m.in. nauczycielom. W Polsce wciąż większość podwyżek dokonywana jest w pierwszym kwartale danego roku, ten kwartał też zdeterminuje dynamikę płac w 2008 roku. Należy więc spodziewać się utrzymania wysokiej dynamiki konsumpcji prywatnej, ale niższej niż w 2007. Nieco wolniejsze będzie też tempo przyrostu zatrudnienia, szacowane obecnie na ok. 3% w porównaniu z dynamiką na poziomie 4.6% w 2007 roku. Wyhamuje też tempo przyrostu zadłużania gospodarstw domowych. O ile w 2007 roku średni przyrost kredytów wyniósł ponad 36%, o tyle w roku przyszłym spodziewać się można średniorocznej dynamiki rzędu 20-25%. Co do inwestycji, wzrost na poziomie ponad 20% rocznie z roku 2007 nie może być utrzymany w dłuższym okresie. Wysokie przyrosty, szczególnie w pierwszym półroczu roku 2007, były związane z niską bazą roku poprzedniego. Dodatkowym czynnikiem wspierającym, szczególnie w zakresie inwestycji budowlanych, była wyjątkowo ciepła zima sprzyjająca utrzymaniu wysokich wzrostów inwestycji. W roku 2008 można się spodziewać dwucyfrowej dynamiki inwestycji rzędu 12-15%, która będzie napędzana zarówno przed wydatki publiczne (rządowe i samorządowe) jak i finansowane przez przedsiębiorstwa.

 Czynnikiem, który będzie miał wpływ na sytuację gospodarczą w kraju będzie także polityka rządu. Większość zadań, które stoją przed nową koalicją będą miały wpływ na gospodarkę w perspektywie kilku lat. To na ile rząd Tuska będzie skłonny podejmować trudne decyzje gospodarcze dowiemy się dość szybko. W ciągu najbliższych kilku miesięcy rząd będzie musiał określić zakres przywilejów emerytalnych w nowym systemie. Pierwsze zapowiedzi przedstawicieli rządu wskazywały na chęć utrzymania znacznych przywilejów emerytalnych nauczycieli, co byłoby złe strukturalnie oraz drogie fiskalnie. Jestem natomiast optymistą w dwóch innych aspektach: przyspieszenia prywatyzacji i budowy dróg. Po dwuletnim zastoju przyspieszenie prywatyzacji wymaga jedynie woli politycznej. W przypadku budowy autostrad jest to kwestia uproszczenia procedur i priorytetowe potraktowanie realizacji projektów infrastrukturalnych. Najwięcej niewiadomych dotyczy kwestii wejścia do strefy euro. Z dotychczasowych deklaracji ministra finansów wynikało, że wejście do strefy euro nie jest przewidywane w okresie kadencji tego Sejmu. Z jego wypowiedzi można było wywnioskować, że minister obawia się wstrząsów, które mogłoby być problematyczne w okresie przebywania w ERM II. Domyślam się, że chodzi tu głównie o ryzyko niespełnienia kryterium inflacyjnego z Maastricht. Innym czynnikiem ryzyka może być też budżet na rok 2009, kiedy to mają zostać dokonane obniżki stawek PIT. W kwestii euro przydałoby się bardziej klarowne stanowisko rządu. Strategia wejścia do euro, choćby w roku 2012, narzuciłaby polityce makroekonomicznej rządu ramy dzięki którym jej prowadzenie byłoby bardziej skuteczne i wyznaczyłaby też ścieżkę niezbędnych reform.

Szybko rosnąca gospodarka pokaże w przyszłym roku też swoje gorsze strony. Przede wszystkim kontynuacja poprawy sytuacji na rynku pracy będzie sprzyjała utrzymaniu się presji płacowej przewyższającej wydajność pracy. To z kolei oznacza, ze koszt pracy w wytwarzaniu dóbr i usług będzie rósł i tym samym może doprowadzić do przerzucenia tych kosztów na wyższą inflację. Jak dotychczas wzrost inflacji był głównie spowodowany wzrostem globalnych cen żywności, w roku przyszłym należy spodziewać się spadków cen żywności po tegorocznych jej wzrostach, przy jednoczesnym wzroście inflacji spowodowanym właśnie przez wzrost płac. Dlatego też w przyszłym roku czeka nas wysoka inflacja, średniorocznie szacowana na poziomie 3.6-3.8%. Utrzymanie się inflacji na tak wysokim poziomie doprowadzi do kolejnych podwyżek stóp procentowych – wzrosną one w roku przyszłym do 5.50% (maksymalnie do 5.75%). Rada Polityki Pieniężnej będzie chciała poczekać na rozwój wydarzeń na rynku żywności. Jest wielce prawdopodobne, że znaczna część wzrostów cen żywności może za kilka miesięcy przerodzić się w spadki nie tylko ze względu na nowe zbiory ale także na możliwość korekt polityki celnej EU. Dlatego nie spodziewamy się większej skali podwyżek dlatego, że Polska nie jest samotną wyspą. Stabilny poziom stóp w Europie przy jednoczesnych podwyżkach w Polsce ponownie doprowadzi do wzrostu atrakcyjności polskiej waluty. Dlatego też trudno się spodziewać, aby Rada była szczęśliwa z różnicy oprocentowania pomiędzy Polską a strefą euro na poziomie 2 punktów procentowych. Tak wysoka różnica dla kroju który niedługo może znaleźć się w strefie euro jest zabójcza dla każdej waluty. Przy takiej różnicy oprocentowania nie można wykluczyć, że złoty w połowie przyszłego roku osiągnie poziom 3.40/EUR. W wariancie bardziej zrównoważonym, przy stopach w Polsce na poziomie 5.50%, przy gospodarce rosnącej ok. 5% i przy braku strategii wejścia do strefy euro złoty do koniec roku może wzmocnić się do poziomu 3.42/EUR. Czynnikiem hamującym umacnianie się złotego będzie też rosnący deficyt na rachunku obrotów bieżących z poziomu 4.1% pod koniec 2007 roku do ponad 5% na koniec roku 2008. Wzrost deficytu będzie wynikał głowie z szybszej dynamiki wzrostu importu w porównaniu z eksportem. Dla inwestorów ważny jest nie tyle sama wielkość deficytu ale proporcje w jakiej deficyt jest finansowany przez napływ inwestycji zagranicznych. Przy założeniu, że w przyszłym roku poziom inwestycji zagranicznych wyniesie około 15 mld euro, to 75-80% tego deficytu będzie finansowane właśnie napływem inwestycji zagranicznych, co jest wciąż przyzwoitą relacją.

Na rynku finansowym trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy na uspokojenie. Problem ze skalą kredytów subprime w portfelach banków inwestycyjnych i innych instytucji finansowych w pierwszym kwartale przyszłego roku będzie wciąż obecny. Jeśli do końca pierwszego kwartału 2008 nie pojawią się znacznie gorsze informacje od tych które już znamy, należałoby się spodziewać powrotu dobrych nastrojów na rynki globalne. Sytuacja ta będzie szczególnie ważna dla naszej giełdy, gdzie fundamentalne argumenty przemawiają za kupowaniem polskich akcji, szczególnie średnich i dużych spółek, gdyż ich wynik finansowe jako pochodna wzrostu gospodarczego maja w roku przyszłym dobre perspektywy. To powinien być w miarę dobry rok.

 

Rok 2008 powinien być całkiem dobry dla polskiej gospodarki. Ostatnio przyzwyczailiśmy się do tego że gospodarka na tylko pozytywnie zaskakuje. Ale taki stan nie mógł jednak trwać wiecznie, teraz wracamy do normalności. Rzadko zdaża się tak aby całe lato w Polsce było słoneczne. A taki był właśnie dla gospodarki rok 2007. W przyszłym roku przy szybko rosnącej gospodarce objawiać się będą również negatywne skutki szybkiego wzrostu. Tak więc rok 2008 będzie okresem wzrostu gospodarczego w pobliżu 5%, wysokiej dynamiki konsumpcji również około 5% oraz dwucyfrowej dynamiki inwestycji. Z drugiej strony będzie to okres narastania nierównowag: wzrost płac może przekroczyć 12%, będzie nam dokuczała wysoka inflacja, która średnio w przyszłym roku wyniesie 3.6% - 3.8%, zwiększy się również nierównowaga na rachunku obrotów bieżących do ponad 5% PKB za sprawą szybko rosnącego importu. Siłą rzeczy stopy procentowe będą wyższe niż dzisiaj i osiągną w szczytowej fazie co najmniej 5.5%. W sumie obraz gospodarki na rok przyszły rysuje się jednak w miarę optymistycznie, stąd oczekiwanie na dalsze umocnienie złotego z prognozą na koniec roku 2008 na poziomie 3.42/EUR. Jeśli świat wyjdzie obronną ręką z kryzysu hipotecznego w USA to fundamentalne argumenty przemówią za kupowaniem polskich akcji, szczególnie średnich i dużych spółek, gdyż ich wynik finansowe jako pochodna wzrostu gospodarczego mają w roku przyszłym dobre perspektywy.
2008-01-04 12:37
Polskie wpisy Komentarze (2)