29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 W Polsce mamy to szczęście, że większość skutków kryzysu dochodzi do nas z opóźnieniem. Obserwując, co wydarzyło w Stanach czy w Europie Zachodniej, możemy przygotować się na pewne zjawiska. Nie możemy zmarnować tej szansy. Musimy ziałać szybko.

Gdyby plan Paulsona wprowadzono trzy miesiące przed jego faktycznym przyjęciem, miałby szanse powodzenia. Lehman Brothers pewnie by nie upadł, na rynku finansowym nie powstałby klincz, a banki bardziej by sobie ufały.

Amerykanie byli prekursorami i jako pierwsi zderzyli się z całkiem nowym rodzajem kryzysu. Mieli prawo do błędów. My nie. Dziś jesteśmy mądrzejsi o te doświadczenie. Łatwiej jest też analizować ex post, co należało zrobić w przeszłości, a czego nie.

Wiemy np. o tym, że mimo niskiego oprocentowania kredytów Amerykanie nie są skłonni ani konsumować, ani inwestować. Wiemy, że dziś w USA, inaczej niż w okresie typowej recesji, większy problem z uzyskaniem kredytu mają większe, a nie mniejsze firmy, i to te większe wstrzymują inwestycje. Wiemy, że na Zachodzie marża kredytowa zarówno dla gospodarstw domowych, jak i dla firm wyraźnie wzrosła i nie chce spaść. Wiemy w końcu, że przedsiębiorstwa niepewne przyszłości tną inwestycje i koszty. Część z tych zjawisk już u nas występuje, część niedługo wystąpi.

Spowolnienia nie unikniemy. Ale możemy ograniczyć jego skalę. Ważne, by już teraz im przeciwdziałać. I tak na przykład jeszcze dwa miesiące temu wprowadzenie gwarancji dla pożyczek międzybankowych pomogłoby odkorkować rynek międzybankowy. Dziś już banki przyzwyczaiły się do sytuacji, w której sobie nie pożyczają i ograniczyły akcje kredytową. Firmy które dziś mają problemy z pozyskaniem kapitału na inwestycje, ograniczają swe plany inwestycyjne. Jeśli za kilka miesięcy rynek bankowy zostanie odblokowany, to znaczna część dzisiaj zgłaszanych projektów inwestycyjnych będzie nieaktualna, a firmy istotnie ograniczą zakres swoich planów inwestycyjnych. Podobnie wygląda sytuacja z projektami infrastrukturalnymi finansowanymi z UE. Ich przyspieszenie w roku 2010, a nie w przyszłym, doprowadzi do silniejszego spadku bezrobocia i konsumpcji, niż gdyby projekty te były na czas realizowane.

Dlatego też ważne jest, by rząd i parlament w trybie ekspresowym przyjęły ustawy zawarte w listopadowym programie kryzysowym. Chodzi przede wszystkim o szybkie dokapitalizowanie BGK, zwiększenie limitu gwarancji i poręczeń do 40 mld zł i zmiany ustawowe wprowadzające czasową ulgę inwestycyjną. Trzeba też uświadomić sobie, że niektóre pomysły działań sprzed kilku miesięcy mogą okazać się spóźnione, a przez to nieskuteczne. Sam Henry Paulson, sekretarz skarbu USA, przyznał kilka tygodni temu, że jego pierwotny zamysł wykupu tzw. toksycznych aktywów jest mniej efektywny niż przeznaczenie tych środków na dokapitalizowania banków.

Kolejną ważną sprawą jest odrodzenie akcji kredytowej. Nie można zmusić banków do pożyczania pieniędzy, ale można je do tego zachęcać odpowiednimi bodźcami finansowymi. Jednym z pomysłów rozważanych ostatnio przez Unię Europejską jest wprowadzenie Izby Rozliczeniowej w ramach EBC, gdzie banki mogłyby dokonywać transakcji pożyczek i depozytów między sobą na dłuższe terminy (z czym wciąż jest problem na rynku międzybankowym). Z kolei w Stanach FED, obniżywszy już stopy do niemal zera, próbuje pobudzić aktywność m.in. poprzez wykup obligacji korporacyjnych. To też pomysł warty rozważenia.

Świat na razie nie umie sobie poradzić z kryzysem, stąd coraz to nowe pomysły. Każdy z nich trzeba oddzielnie ocenić i przeanalizować, czy pasuje do warunków. Na przykład zapanowała ostatnio moda na tzw. impuls fiskalny, aby ratować wzrost gospodarczy. Ale nie ma jasności, na co konkretnie te pieniądze przeznaczyć, by był z tego pożytek. Samo zwiększanie wydatków niczemu nie zaradzi, a na pewno kosztuje.

Mamy mało czasu. Ale też szczęście bycia ostatnimi w łańcuchu kryzysowym. Możemy wybierać rozwiązania bardziej pasujące do naszej sytuacji i uczyć się na błędach innych. Ale działać musimy szybko, aby nie było tak jak ze spóźnionym planem Paulsona. 
 
2008-12-23 21:01
Polskie wpisy Komentarze (8)
 Oceń wpis
   

 Jak na razie realizuje czarny scenariusz kryzysu. Większość publikowanych danych jest rekordowo zła i chcąc czy nie chcąc najwięcej porównań odnosi się do Wielkiego Kryzysu lat 30-ych. Szczególnie znaczące były ostatnie dane z rynku amerykańskiego, gdzie w jednym miesiącu listopadzie gospodarka amerykańska straciła pół miliona miejsc pracy, a w ciągu ostatnich 6 miesięcy ponad 1.55 miliona. Nie chodzi o to aby straszyć, ale zwrócić uwagę na fakt, że przebieg kryzysu jest najgłębszy od 80 lat i jak na razie realizuje się czarny scenariusz rozwoju wypadków. Jest to silny argument aby przygotować się na czarny scenariusz w Polsce.

Najgorsze dopiero przed nami. W Polsce mamy to szczęście, że kryzys w gospodarce realnej dotrze do nas jako do ostatnich. Kryzys został wywołany w USA, potem uderzył w starą Europę, teraz uderzy w nas. W Polsce wciąż jeszcze żyjemy w starych przedkryzysowych czasach, gdzie utrzymująca się wciąż wysoka dynamika konsumpcji utrzymuje wielu z nas w przekonaniu, że wszystko jest po staremu. Wielu Polaków, ale niestety też i polityków sądzi, że obecny kryzys ma charketer wirtualny i dotyczy wyłącznie tak dalekich od nich spraw jak giełda i rynek walutowy. Tak oczywiście nie jest, szczególnie kryzys na rynku pożyczek międzybankowych może mieć najsilniejszy negatywny wpływ na polską gospodarkę. A gospodarka reaguje z opóźnieniem. Przyszły rok dopiero pokaże nam prawdziwe oblicze kryzysu. Nie należy się jednak spodziewać nagłego krachu, podobnego do załamania kursów na giełdzie. Gospodarka będzie reagowała stopniowo. Już widzimy głębokie spowolnienie w produkcji przemysłowej, wyhamowują ostro inwestycje, eksport. Za chwilę przełoży się to wszystko na rynek pracy, a wzrost bezrobocia ograniczy konsumpcję ludności. To jak głębokie będzie spowolnienie gospodarcze zależy od tego jak silnie wyhamuje konsumpcja, a to z kolei zależy od skali w jakiej zostanie zredukowana dynamika inwestycji.

A na to pewien wpływ może mieć rząd. O ile nie ma dobrych pomysłów jak ratować przed wyhamowaniem polski eksport, jak ograniczyć spadek produkcji przemysłowej - tak w przypadku inwestycji jest pewne pole do działania. Kluczową kwestią jest uświadomienie sobie tego, że działania opóźnione są nieskuteczne. Dzisiej wiemy, że Amerykanie zbyt późno zorientowali się, że dla zminimalizowania efektów kryzysu potrzebne jest dokapitalizowanie upadających banków i przejęcie części tzw. toksycznych aktywów. Gdyby działania te zostały podjęte kilka miesięcy wcześniej można byłoby uniknąć zapaści na rynku kredytowym. Usprawiedliwia ich fakt, że byli pierwszymi którzy musieli zmagać się z kryzysem. My za to już wiemy co nasz czeka – wystarczy zobaczyć co się dzieje i naszych sąsiadów zza Odry. Polska gospodarka w sposób nieco odmienny zareaguje na kryzys niż gospodarka niemiecka, ale pewne podobieństwa są nieuniknione. Dlatego też rząd powinienien skupić swe działania na szybkim i skutecznym odblokowaniu kanału bankowego zwiększając dostępność kredytu w gospodarce i jednocześnie przyspieszyć inwestycje infrastrukturalne. Jesli działania te nie zostaną przeprowadzone szybko – później nie będą skuteczne. Brak dostępności do kredytu bankowego ograniczy plany inwestycjne przedsiębiorstw. Za niedługi czas firmy które dziś jeszcze rozważają podjęcie inwestycji nie będą skłonne ich dokonać nawet jeśli kredyt będzie dostępny. Jeśli w Polsce nadal będziemy mieli kilkunastomiliardowe opóźnienia z realizacją inwestycji infrastrukturalnych to za kilka miesięcy slilniejsze niż się spodziewamy spowolnienie wzrostu gospdoarczego zmusi decydentów do wstrzymania części inwestycji z powodu niższych od planu dochodów.
 
Oprócz szybkich i skutecznych działań rząd już dzisiaj musi przygotować się na czarny scenariusz. Na scenariusz, w którym dynamika inwestycji jest ujemna, bezrobocie na koniec przyszłego roku przekracza 13%, silnie spada konsumpcja, import, a tym samym dochody z VAT-u. I wzrost gospodarczy zamiast ponad 3% wynosi np. ok 2%. W takim wariancie spadną znacznie dochody budżetowe podczas gdy tzw. sztywne wydatki budżetowe nadal będą wymagały finansowania. W wielu przypadkach nawet większego finansowania niż obecnie, przede wszystkim dotyczyć to będzie Fundusz Pracy i FUS. Rząd nie będzie w takim czarnym scenariuszu w stanie utrzymać założonego na 18.2 mld poziomu deficytu budżetowego. Będzie zmuszony zarówno zwiększyć deficyt jak i ograniczyć część wydatków. Ale żeby ograniczanie wydatków nie ograniczyło się wyłącznie do części inwestyjnej niezbędne jest już teraz przygotowanie zestawu ustaw ograniczających sztywność wydatków socjalnych. Na początek najprościej będzie sięgnąć do planu Hausnera ....
2008-12-17 13:30
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

W zachowaniach konsumpcyjnych Polaków wciąż nie widać kryzysu.yle="mso-spacerun: yes">  Spada bezrobocie, a nasze płace w porównaniu z zeszłym rokiem są wyższe o 10%. Firmy jeszcze nie zwalniają. Szykuje się kolejny rekord zakupów świątecznych. W tym samym czasie w USA czy starej Europie konsumuje się mniej niż rok temu.

Pamiętajmy o tym, że gospodarka reaguje z opóźnieniem. Tą prawidłowość odczujemy wszyscy prawodpodobnie już w pierwszym kwartale przyszłego roku. Obserowowane obecnie mocne wyhamowanie gospodarek europejskich, znaczne ograniczenie akcji kredytowej banków i zwiększenie kosztów kredytu oraz wstrzymanie przez wiele przedsiębiorstw decyzji inwestycyjnych – to wszystko będzie niedługo widoczne w polskiej gospodarce. Skala spowolnienia będzie głębsza niż wynikałoby z samoistnego spowolnienia naszej gospodarki. Kurczenie się gospodarek europejskich oznacza, że zwolni polski eksport.

Już teraz widzimy efekty tego spowolnienia, ale wciąż jednak w wielu przypadkach obowiązują terminowe kontrakty, których nie zrywa się z dnia na dzień. Za kilka miesięcy efekt ten będzie w pełni widoczny. Podobna sytuacja ma miejscach w przedsiębiorstwach, które wciąż realizują wcześniej podjęte inwestycje, ale wstrzymują się z podejmowniem nowego ryzyka. Już w trzecim kwartale widoczne było wyhamowanie inwestycji, gorzej będzie w kwartale czwartym.Oprócz czynnika niepewności doszedł inny bardzo znaczący efekt, a mianowicie silne ograniczenie oferty kredytowej banków jak również znaczny wzrost marż. Widoczne jest to zarówno w przypadku klientów indywidualnych, gdzie np. uzyskanie kredytu hipotecznego wiąże się już dziś z wyższą o conajmniej 200 punktów bazowych marżą i wkładem własnym na poziomie conajmniej 20%. Warunki te znacznie ograniczą liczbę kupujących. Ale również liczba budowanych mieszkań znacznie zmaleje, nie tylko ze względu na ograniczenia popytowe ale również na mniejszą chęć finansowania przez banków deweloperów. Podobnie, choć nie w takiej skali, dotyczy to innych przedsiębiorców. Znaczne wyhamownaie inwestycji, gorsze perspektywy eksportowe – to wszystko przełoży się na rynek pracy. Już na początku przyszłego roku można oczekiwać po raz pierwszy od kilku lat wzrostu bezrobocia. Będą to zarówno zwolnienia w międzynarodowych koncernach, które w sytaucji mniejszego popytu w Europie będą redukować produkcję jak i zatrudnienie. Wstrzymanie się z nowym projektami inwestycyjnymi oznaczać będzie, że nowe miejsca pracy nie powstaną tam gdzie miały powstać. Co więcej wstrzymanie niektórych inwestycji oznaczać będzie utratę pracy przez tych którzy prace te dotychczas wykonywali. To jak bardzo wzrośnie bezrobocie będzie kluczowe dla tempa przyszłorocznego rozwoju polskiej gospodarki. Obecnie głównym silnikiem napędowym jest konsumpcja prywatna oparta na pracy i wynagrodzeniach. Przy wzroście bezrobocia naturalną konsekwencją będzie wolniejszy wzrost płac co w sumie zaskutkuje wolniejszą dynamiką konsumpcji. Wszystko na to wskazuje, że będziemy to obserwować już w kwartale pierwszym przyszłego roku, kiedy to dynamika wzrostu może być najniższa od kilku lat i ukształtować się poniżej 2% r/r. W przyszłym roku spodziewałbym się w wyniku tych wszystkich negatywnych czynników wzrostu bezrobocia do ok 11-12%. Trzeba mieć już dziś świadomość tego, że najgorsze dopiero przed nami.

2008-12-07 21:31
Polskie wpisy Komentarze (3)