29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Generalnie opcja to rodzaj polisy. Ten kto ją kupuje zabezpiecza się przed wystapieniem określonego zjawiska. Z kolei ten kto opcję sprzedaje (wystawia ) pobiera z tego tytułu opłatę. Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Jest czerwiec 2008, kurs euro do złotego wynosi 3.40. Eksporter obawia się, że złoty jeszcze się umocni i wybiera sobie poziom kursu który chce zabezpieczyć. Może zabezpieczyć kurs na poziomie 3.40 za euro ale za taką polisę znacznie więcej zapłaci niż za ubezpieczenie na poziomie 3.20/EUR. Zazwyczaj eksporter wybiera taki poziom zabezpieczenia który nie będzie dla niego zbyt dużym wydatkiem – czyli nie zabezpieczy kursu na dzisiejszym poziomie np. 3.40 bo to byłoby dość drogie, tylko zdecyduje się na niższy poziom np. 3.20/EUR. Uzyskuje zatem poziom minimalny i wie że jego eksportowe wpływy nie będą przeliczane po kursie niższym. W przypadku zakupienia takiej opcji przy osłabieniu złotego np. do  4 złotych za euro może sprzedawać waluty po po 4 złote a poniesiony koszt zakupu opcji wpisuje w straty. Opcje zatem tak jak polisy ubezpieczeniowe nigdy nie są rozdawane za darmo - kosztują ponieważ dają nabywcy tylko prawo a nie nakładają na niego żadnego obowiązku.

Są jednak sposoby aby za opcje nie płacić. Można np. w zamian za zabezpieczenie minimalnego poziomu pozbyć się korzyści które potencjalnie eksporter mógłby uzyskać gdyby kurs wzrósł ponad np. 3.60/EUR. W takim przypadku eksporter uzyskuje pewien przedział w którym ma pewność że będzie kształtował się jego kurs sprzedaży walut. Taka opcja jest tańsza ale też bardziej ryzykowana. Bo wtedy jednak eksporter jest zarówno nabywcą opcji jak i wystawcą innej opcji która pozbawia go możliwości uzyskania za euro więcej niż 3.60. Innymi słowy jeżeli kurs w dniu rozliczenia opcji będzie wynosił 4.00 to bank żąda rekompensaty pomiędzy kursem realizacji opcji (w tym przypadku 3.60) a kursem wtedy dostępnym na rynku  - w naszym przypadku 4.00/EUR.
yle="margin: 0cm 0cm 10pt">Prawdziwy problem pojawia się wtedy gdy eksporter chce nie tylko zawrzeć transakcję za którą nie zapłaci podczas zawierania transakcji (strategia zero kosztowa) ale dodatkowo chce w jakiś sposób podrasować swoje zabezpieczenie. Np. firma stwierdza że nie tylko chce mieć strategię za którą nie chce nic zapłacić ale chciałaby mieć podwyższony poziom kursu tak aby minimalnie dostać za swoje wpływy nie 3.40 ale dajmy na to 3.50. Co oczywiste, taka opcja gdyby chcieć ją kupić jest znacznie droższa od poprzednich. Ale można też kupić ją taniej dokonując swego rodzaju zakładu, gdzie wystawia się opcje przewyższającą poziom eksportu firmy – np. dwukrotnie powyżej nominału eksportu z danego okresu. I tutaj zaczyna się poważne ryzyko dla firmy bowiem połowa zakładu nie jest pokryta eksportem i jeżeli kurs znajdzie się na poziomie 4.00 klient jest zobowiązany do sprzedaży dwukrotnie większej ilości euro niż ma po kursie 3.60. Bo de facto założył się on, że euro będzie w paśmie 3.40-3.60 ale dodatkowo ma jeszcze pozycję spekulacyjną gdzie to właśnie ta firma musi zrekompensować każdy wzrost kursu powyżej 3.60 na dodatkowej kwocie niepokrytej eksportem. To są tzw. transakcje zlewarowane. Wiele firm zawierało takie transakcje lewarując się więcej niż dwukrotnie po to by uzyskać lepszy kurs niż możliwy był do uzysknia na rynku w danym momencie.
 
Podany powyżej przykład jest bardzo prostą strategią opcyjną która mogła narazić przykładowego eksportera na poniesienie strat. Istnieje jednak o wiele więcej bardziej kompleksowych strategii opcyjnych złożonych ze znacznie bardziej złożonych elementów. Wiele z takich „ryzykownych strategii” zawiera w sobie tzw. opcje barierowe które aktywują bądź dezaktywują opcję po tym jak kurs dotknie określonych poziomów. Tak więć opcje ze swej natury nie muszą być instrumentem ryzykowny. Ale mogą być . Tak jak gra w karty i hazard.
 
Im silniejszy był złoty tym więcej tych opcji wystawiano. Istnieje obawa, że przy  bardzo silnym złotym wiele firm było skłonnych podrasowywać poziom kursu. I zawierały ryzykowne, ale tanie w owym czasie zakłady (opcje).  Dziś przy bardzo słabym kursie firmy te ponoszą wielomilionowe straty. Jeśli poziom strat zbliża się do poziomu zagrażającego funkcjonowaniu firmy banki zmuszają firmy do zamknięcia opcji i zapłaty kwoty wynikającej z negatywnej wyceny opcji. Należy jednak pamiętać, że firma i bank jadą na jednym wózku. Upadek firmy oznacza pozbawienie banku przychodów z tytułu posiadania rachunku, kredytu itp. Banki są więc z natury rzeczy zainteresowane taką restrukturyzacją strat, aby firma przetrwała złe czasy. Ale proces ten nie jest prosty – banki wpisują starty z opcji w limity kredytowe klientów. Im wyższe straty – tym mniej przedsiębiorstwo będzie mogło otrzymać kredytu co w niektórych przypadkach może roznaczać również poważne tarapaty dla firmy.  
 
Sytuacja jest bardzo poważna. Ale nie da się jej rozwiązać metodami administracyjnymi. Bo za opcje zapłacą zarówno przedsiębiorstwa jak i banki. Kluczowym zadaniem jest tak naprawdę niedopuszczenie do dalszego osłabienia złotego, który zwiększy skale ponoszonych strat firm. I na tym należy skupić uwagę!
2009-02-26 23:36
Polskie wpisy Komentarze (2)