29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 

Kryzysy mają swoje fazy. Na początku odczuliśmy bardzo silny spadek popytu zagranicznego na nasze towary, co przełożyło się na spadek eksportu i produkcji eksportowej. Jednocześnie paraliż na rynku bankowym doprowadził do przykręcenia kurka kredytowego. To wszystko działo się w ostatnim kwartale zeszłego roku. Prawie jednocześnie przedsiębiorstwa zaczęły wstrzymywać swoje inwestycje. A świat zaczął się bać, że kryzys ten może być podobny do Wielkiego Kryzysu lat 30-ych. W pierwszym kwartale tego roku przeżyliśmy apogeum osłabienia złotego, zwolniły płace, firmy zaczęły pokazywać pierwsze straty, zaczęły się zwolnienia.
Teraz czeka nas druga fala kryzysu, co będzie konsekwencją tego wszystkiego co się dotychczas wydarzyło. Czekają nas więc druga fala zwolnień, upadki przedsiębiorstw, głębsze niż dotychczas wyhamowanie konsumpcji i inwestycji. To będzie prawdopodobnie oznaczało, że wzrost w dwóch najbliższych kwartałach będzie koło zera (lub nieco poniżej zera). Tak naprawdę jedynym silnikiem wzrostu pozostanie eksport, którego dynamika spadków jest znacznie mniejsza niż importu. To wszystko będzie miało wpływ również na sektor bankowy, który będzie musiał odczuć pogorszenie sytuacji finansowej firm, wzrost zagrożonych kredytów. Przełoży się to na gorsze wyniki banków, spadek kapitałów a w konsekwencji zmniejszenie akcji kredytowej.
Druga fala kryzysu będzie powodowała, że pogarszać się będą nastroje, szczególnie w okresie jesiennym kiedy znikną pozytywne efekty związane z letnimi pracami sezonowymi. I nawet jeśli - w co wierzę - na Zachodzie będzie pojawiało się coraz więcej sygnałów wskazujących na początki ożywienia, to gospodarka wciąż będzie odczuwała negatywne efekty drugiej fali kryzysu. Innymi słowy w najbliższych miesiącach efekty kryzysu będzie odczuwała prawie każda część polskiej gospodarki. A i tak nie będzie tak bolesne jak np. w gospodarce niemieckiej, która w tym roku skurczy się o ok. 6%, co jest najgłębszym spadkiem od II Wojny Światowej. W Niemczech skala start, upadków przedsiębiorstw, zwolnień będzie nieporównywalnie większa niż u nas.
W tym malowanym ciemną farbą scenariuszu są też pozytywy. Druga fala musiała nastąpić. Każdy kryzys musi mieć fazę restrukturyzacji i osiągnięcia dna. Krajem który takiej restrukturyzacji nie dokonał była Japonia w latach 90-ych. I to właśnie m.in. brak głębokiej restrukturyzacji firm był jedną z głównych przyczyn stagnacji i mizernego wzrostu gospodarczego przez całe lata 90-e, które są określane jako stracona dekada. Japonia jest podawana wciąż jako przykład tego czego nie należy czynić w kryzysie takim jak obecnie.
W USA do 2007 roku następuje bardzo głębokie dostosowania gospodarki do nowych warunków, na rynku mieszkaniowym, w zachowaniach konsumpcyjnych Amerkanów, na rynku pracy. Bardzo głębokie korekty na wszystkich tych rynkach (spadek cen mieszkań o 30%, wzrost bezrobocia o 5.5 mln) przynosi efekty. Rynek mieszkaniowy wskazuje na pewną stabilizację, Amerykanie zaczęli oszczędzać, skala zwolnień w gospodarce amerykańskiej spada. Po tak głębokim dostosowaniu jakie Ameryka przeszła w ciągu ostatnich 18 miesięcy można oczekiwać poprawy jeszcze w tym roku. Tak naprawdę, paradoksalnie, głównych hamulcowym szybkiego wychodzenia z recesji w USA będzie pakiet fiskalny Obamy, za który Amerykanie będą musieli już w przyszłym roku zapłacić wyższymi podatkami i wyższym kosztami obsługi długu.
Wiele wskazuje, że w gospodarce światowej jesteśmy na dnie. Jeśli gospodarka światowa, w tym szczególnie amerykańska i niemiecka, dokonają koniecznej restrukturyzacji to nie będzie nam groził scenariusz japoński. Również w Polsce. My mamy tą przewagę, że bardzo głęboka i bardzo bolesna restrukturyzacja przedsiębiorstw nastąpiła już w latach 2001 – 2002. W porównaniu z tamtym załamaniem sytuacja obecne jest naprawdę lepsza. W tamtym okresie złoty się umacniał, teraz się osłabiał. Złe kredyty w portfelach banków wynosiły 25%, obecnie 4%. No i stopy procentowe realne wynosiły 6-10% , teraz 1-2%.
Druga fala kryzysu przyjdzie, będzie bolesna. A po niej przyjdzie ożywienie.
2009-06-24 19:25
Polskie wpisy Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

 

Coraz więcej danych z USA i Europy Zachodniej wskazuje na to, że osiągamy dno kryzysu. W ostatnim okresie na pewne odbicie wskazywały indeksy nastrojów (zarówno konsumenckie jak przedsiębiorstw). W krajach uprzemysłowionych dokonała się olbrzymia redukcja zapasów. Wyhamowały spadki eksportu i produkcji przemysłowej w Niemczech, Chinach, Japonii. A ostatnio optymizm zaświtał na amerykańskim rynku mieszkaniowym. 
 
Osiągniecie dna w żadnym wypadku nie może być utożsamiane z końcem kryzysu. Po osiągnięciu dna, czeka nas długi okres szorowania po dnie. A to nie jest za bardzo przyjemne. Osiągnięcie dna oznacza, że koleje spadki nie są głębsze od poprzednich, a w języku matematyki oznacza to, że druga pochodna jest dodatnia. Ale taki stan nie oznacza wzrostu, może trwać pewien czas i w porównaniu z poprzednim rokiem wciąż odczuwalne będzie znaczne pogorszenie. W okresie szorowania po dnie będą wciąż uwidaczniać się skutki kryzysu. W gospodarce jest tak, że niektóre wskaźniki reagują na zmiany z wyprzedzeniem inne z opóźnieniem. Obecnie będziemy właśnie obserwować wskaźniki opóźnione jak np. upadłości czy też rosnące bezrobocie, które będzie efektem problemów z którymi przedsiębiorstwa borykały się od kilku dobrych miesięcy. Na marginesie należy zwrócić uwagę na to, że na szczęście ta fala przychodzi w okresie letnim gdzie prace sezonowe - w sposób jak na razie całkiem skuteczny - neutralizują negatywny efekt związany ze spowolnieniem gospodarczym. Na jesieni to się jednak zmieni. Czekają nas upadłości przedsiębiorstw, a także znacznie gorsze wyniki firm niż w poprzednich kwartałach. Ale z punktu widzenia dynamiki zjawisk - osiągnięcie dna jest sygnałem optymistycznym, gdyż po nim powinno przyjść ożywienie a wraz z nim poprawa perspektyw i wzrost apetytu na ryzyko.
 
Co do apetytu na ryzyko już dziś pojawiają się sygnały wskazujące na to, że skończył się proces delewarowania. O ile jeszcze kwartał temu nie sposób było pożyczyć pieniędzy pod inwestycje, tak teraz są chętni do podejmowanie takiego ryzyka, choć w proporcjach znacznie mniejszych od tych przed upadkiem Lehman Brothers. Financial Times powołując się na fundusz CQS, pokazuje że w starych czasach lewar dochodził nawet do 20:1, a po upadku Lehmana był niedostępny. Dziś natomiast można się już zlewarować w relacji 3:1. Innym wskaźnikiem wskazującym na swego rodzaju normalizacje jest też wzrost długoterminowych rentowności obligacji amerykańskich.
 
Świat nie boi się już deflacji, credit crunch’u, czy też wielkiej depresji. Dziś obawy dotyczą raczej tego, że wychodzenie z recesji będzie długie i powolne. A to oznacza, że to szorowanie po dnie jeszcze trochę potrwa. Nie sądzę więc aby w tym roku w Polsce można było odczuć sygnały ożywienia, ale przynajmniej jest szanse a lepsze perspektywy w przyszłości. 
 
2009-06-06 20:53
Polskie wpisy Komentarze (1)