29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 

 
Rok 2009 w większości krajów świata przyniósł istotne pogorszenie sytuacji fiskalnej. Po części był to efekt głębokiego spadku dochodów a po części wprowadzenia impulsów fiskalnych przez niektóre rządy państw rozwiniętych. Dodatkowym ważnym czynnikiem obciążeń fiskalnych były także pakiety przeznaczone na ratowanie sektora bankowego. Efekt jest taki, że dosłownie w ciągu kilku lat dług publiczny w najzamożniejszych gospodarkach świata wzrasta z niecałych 80% PKB w 2007 roku do ponad 105% w 2010. W przeciągu tak krótkiego czasu zadłużenie rośnie więc o ponad 35%. Nie wchodząc w dyskusje, które z tych planów fiskalnych były potrzebne i na ile okażą się skuteczne, główne pytanie dotyczy tego w jaki sposób zmniejszyć ten poziom zadłużenia w najbliższej przyszłości. Historia gospodarcza widziała różnego rodzaju kryzysy, w tym bankowe, po których za każdym razem następował znaczny wzrost długu do PKB. I jest też wiele przykładów krajów, które po okresie rozdmuchanych wydatków i bardzo wysokiego poziomu zadłużenia zdołały dokonać głębokich reform i zmniejszyć skalę obciążenia gospodarki wydatkami jak również poziom długu. Dobrym przykładem (choć ostatnio trochę niepopularnym) jest Irlandia,  w której w 1987 roku dług do PKB wynosił 109%, a już w roku 2007 już tylko 25%. Teraz dług ten wzrośnie, ale Irlandczycy już przygotowywują działania mające na celu zmniejszenie tego obciążenia już w najbliższej przyszłości. 
 
Jednym z czynników najsilniej oddziaływujących na spadek poziomu zadłużenia jest wysokie tempo wzrostu gospodarczego, które pozwala na poprawę relacji długu do PKB poprzez szybki wzrost mianownika. Ale szybki wzrost gospodarczy nie bierze się z niczego - muszą być stworzone dla takiego wzrostu odpowiednie warunki. Dlatego też powszechnie uważa się, że obniżka deficytu budżetowego (i co się z tym wiąże ograniczenie tempa narastania nominalnego poziomu długu) nie powinna być dokonywana poprzez podwyższanie podatków. Obniżka wydatków wraz z optymalizacją ich struktury byłaby wariantem optymalnym. Wariant nieoptymalny, ale skuteczny, polegałby z kolei na tym, że następuje jednoczesna obniżka wydatków i wzrost niektórych podatków po aby uniknąć pułapki zadłużenia. Podwyżka podatków w tym przypadku jest mniejszym złem niż utrzymanie wysokiego deficytu. 
 
Aby ocenić czy dany kraj wpada pułapkę zadłużenia należy sprawdzić, czy rząd jest zmuszony się dodatkowo zapożyczać aby spłacać odsetki od obecnego poziomu zadłużenia. Innymi słowy jeśli wzrost gospodarczy przynosi budżetowi takie dochody, że nie jest on zmuszony dodatkowo się zapożyczać aby spłacać odsetki, to można przyjąć, że nie ma ryzyka pułapki zadłużenia. Ta prosta zależność tłumaczy dlaczego bardziej zamożne kraje mogą sobie pozwolić na wyższy poziom zadłużenia do PKB niż kraje niezamożne. Zamożni płacą po prostu mniejsze odsetki, gdyż są bardziej wiarygodni.
 
Polska nie należy do krajów bardzo wiarygodnych. O swoją wiarygodność musimy zabiegać. Stąd tak ważne jest to aby deficyt budżetowy całego sektora finansów publicznych w roku przyszłym choćby trochę zmalał w stosunku do poziomu deficytu w tym roku. Ważne jest także to, aby dokonywać oszczędności w wydatkach, bo to sprzyjać będzie szansom na szybsze wyjście z obecnego spowolnienia. Rok 2010 będzie przełomowy, gdyż wtedy właśnie rozpocznie się nowy wyścig o to kto szybciej i na trwałe rozwiąże problemy fiskalne.
2009-07-17 10:44
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

 

Jeszcze kilka miesięcy temu padały dość częste głosy o potrzebie zwiększenia deficytu. Oczywiście po to aby ratować kraj przed kryzysem. Proponowano zarówno zwiększenie wydatków, jak i obniżki podatków. Przy tego typu propozycjach powoływano się na przykłady krajów zachodnich, gdzie przeciętny dodatkowy impuls fiskalny wyniósł około 2% PKB. Pamiętam, że nie było łatwo przeciwstawiać się tej fali w owym czasie.  Dużo się jednak zmieniło w okresie ostatnich kilku miesięcy. Po pierwsze świat przestraszył się konsekwencji wielkiego zadłużania i wzrostów kosztów obsługi długu. Po drugie nie ma żadnej pewności, że dodatkowe tak wielkie wydatki będą korzystne dla wzrostu gospodarczego i czy przypadkiem nie spowoduje ona przedłużenia recesji. Stąd właśnie obawa o to że kształt wychodzenia z recesji będzie podobny do litery W. Czyli po głębokim spadku nastąpi krótkie ożywienie napędzane wydatkami publicznymi, a po ich wyczerpaniu i wprowadzeniu nowych podatków gospodarka znowu zwolni. Rządy Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii już dziś szukają rozwiązań które pozwoliły w niedalekiej przyszłości zmniejszyć skalę deficytu i prowadzić znów bardziej odpowiedzialną politykę fiskalną.
 
Sytuacja Polski była od początku inna. Byliśmy i jesteśmy biorcą kryzysu. Innymi słowy spowolnienie w Polsce jest podyktowane czynnikami zewnętrznymi, na które mamy ograniczony wpływ. Rolą państwa jest raczej neutralizowanie kosztów kryzysu, poprzez uelastycznienie stosunków pracy, gwarancje dla firm, postojowe, przyspieszenie realizacji projektów unijnych, zapewnienie płynności rynku finansowego, wpieranie działań  sprzyjających utrzymaniu bankowej akcji kredytowej. Zwiększenie wydatków budżetowych na modłę zachodnioeuropejską byłoby podwójnym błędem. Po pierwsze dlatego, że działania te są bardzo kosztowne i stałyby się jeszcze bardziej kosztowne w wyniku wzrostu zadłużenia, a po drugie - szczególnie w warunkach polskich gdzie efektywności wydatków publicznych jest wyjątkowo niska -   miałyby ograniczoną skuteczność.
 
Było również wiadomo, że deficyt i tak się rozleje, o czym nieliczni wspominali już na początku roku. W przypadku hamowania dynamiki wzrostu gospodarczego z niemal 5% do prawie zera głębokość spadku dochodów musi być więcej niż proporcjonalna. Miedzy innymi dlatego, że w okresie tak silnego hamowania firmy zamiast zysków mają straty. Z kolei w przypadku VAT-u pojawia się problem rosnącej szarej strefy i relatywnego zwiększenia konsumpcji dóbr niżej opodatkowanych. I po trzecie wreszcie, głównym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy w Polsce jest obecnie eksport netto co akurat nie jest korzystne z punktu widzenia dochodów budżetowych. 
 
Dziś już nie słychać zbyt często nawoływań o większy deficyt. I dobrze. Gdyby deficyt zwiększyć tak jak proponowano na początku roku w przyszłym roku mielibyśmy deficyt sektora na poziomie 8% PKB i mocno przekroczony pierwszy próg 55% długu do PKB.
2009-07-17 10:41
Polskie wpisy Komentarze (0)