29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Eksportowi netto będzie zawdzięczać pozytywną dynamikę wzrostu w tym roku. Ale główną przyczyną wysokiej kontrybucji eksportu netto był bardzo głęboki spadek importu. W euro średni spadek importu w ciągu pierwszych pięciu miesięcy tego roku wyniósł 31.2%, a eksportu 24.5%. Stąd właśnie tak duży wkład eksportu netto do wzrostu. W innych krajach naszego regionu spadki dynamiki eksportu były podobne do zanotowanych w Polsce: w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku w Czechach eksport zmalał o 25.4 %, na Węgrzech o 26.4 % a w Słowacji o 27.9%. Najciekawsza w tym wszystkim jest Słowacja, gdzie spadek eksportu był nie wiele głębszy niż w całym regionie, pomimo tego, że kraj ten nie korzystał z efektu osłabienia waluty (od początku roku w Słowacji obowiązuje euro). Co więcej spadek dynamiki importu w Słowacji był podobnie głęboki jak na Węgrzech czy w Polsce. W Słowacji spadek importu w pierwszych pięciu miesiącach wyniósł 29.9%, na Węgrzech 30.6%, a w Czechach 27%. Ewidentnie w pierwszym półroczu nie zadział czynnik konkurencyjności cen eksportowych. Dane te pokazują jednoznacznie, że determinantą poziomu eksportu było głównie załamanie popytu zewnętrznego, głównie z Niemiec, które są największym partnerem handlowym wszystkich czterech krajów naszego regionu. W przypadku importu sytuacja była bardzo podobna - i jak pokazuje przykład Słowacji  - spadek poziomu importu nie wiązał się z ceną dóbr importowanych.

Tak naprawdę to nie Słowacja, tak jak podpowiadałaby intuicja, a Polska wyróżnia się najbardziej od pozostałych krajów. Mianowicie w Polsce mamy do czynienia z największym rozwarciem nożyc pomiędzy eksportem i importem. W dynamikach to prawie 7 punktów procentowych, przy ok. 4 punktach na Węgrzech i ok. 2 punktach w Czechach czy na Słowacji.

Wnioski z tych danych są następujące. Spadek popytu zewnętrznego przyczynił się do spadku zarówno eksportu jak importu w całym regionie. Spadek importu był głównie wynikiem spadku importu inwestycyjnego a nie konsumpcyjnego. Prawdopodobnie wyjątkiem jest tu Polska, gdzie mieliśmy do czynienia z największym osłabieniem kursu, który w szczytowym momencie osłabił się w stosunku do poziomów z lipca o 50% podczas gdy w analogicznym okresie forint węgierski osłabił się o niecałe 40%, a korona czeska o niecałe 30%. Jedna z tez, wymagającą weryfikacji, wskazywałaby, że w Polsce efekt kursowy zadziałał najsilniej na import konsumpcyjny. Inne wytłumaczenie tego fenomenu wskazywałoby na  różną strukturę importochłonności polskiego eksportu i eksportu naszych sąsiadów i bratanków.

To co widzieliśmy w pierwszej połowie roku to efekt wstrząsu wywołanego nagłym załamaniem popytu w Europie. Druga połowa roku może być już inna – wraz z upływem czasu czynnik konkurencyjności kursowej może odegrać większą rolę. Z tym, że akurat obecnie mamy do czynienia z silną aprecjacją kursów – korona czeska jest już tylko o 12% słabsza od szczytu z zeszłego roku…

Na koniec należałoby zauważyć, że słabszy złoty pomógł polskim eksporterom poprzez zwiększenie ich zyskowności, czy raczej jako neutralizator spadku wolumenu. Bo średnie osłabienie złotego było zbliżone do średniej skali spadku eksportu w euro. Efektem tego jest to, że poziom złotówkowy eksportu jest na poziomie zeszłorocznym. I to jest główny pozytywny efekt osłabienia złotego w pierwszym półroczu. 

2009-08-11 10:55
Polskie wpisy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Świat po kryzysie miał być inny. Ale że bez dodatkowych regulacji na poziomie globalnym (a przynajmniej na początku w głównych gospodarkach świata) świat finansów nie będzie skłonny do samoograniczania. Pierwsze półrocze tego roku, a szczególnie drugi kwartał, przypomniał wszystkim, że na bankowości inwestycyjnej można całkiem nieźle zarobić. W ostatnim okresie kilka banków z silnym ramieniem inwestycyjnym, uzyskało znacznie wyższe od oczekiwań wyniki finansowe. Wyniki te zostały osiągnięte w działce bankowości inwestycyjnej, oczywiście na instrumentach mniej ryzykownych niż te które doprowadziły do kryzysu. I nie ma w tym nic zdrożnego. Ale po tak zachęcajachych wynikach, przy rosnącym apetycie na ryzyko, lewar będzie rósł. A wraz z upływem czasu znów zaczną przyrastać nierównowagi... Świat finansów nie jest skłonny zadowolić się 3 procentami szybszego wzrostu. Tak jak w przeszłości, tak i teraz bedzie szukał bardziej zyskownych form inwestowania. Ważne jednak aby inwestorzy robili to na rachunek własny, a nie całego sektora finansowego - a w konsekwencji całego społeczeństwa.

To jak bardzo świat finansów nie lubi silnego nadzoru obrazuje podejście banków, które dostały pomoc publiczną w ramach programu TARP. Goldman Sachs, JP Morgan. Morgan Stanley, Bank of New York wykupili już za kwotę w sumie prawie 50mld dolarów całą pomoc publiczną uzyskaną od rządu amerykańskiego. Celem tego wykupu była ucieczka przed różnymi restrykcjami, w tym przede wszystkim dotyczącymi ograniczeń wynagrodzeń. Sprawa nie jest taka oczywista, gdyż w sytuacji gdyby jeden z tych banków znów stworzył ryzyko systemowe – musiałby być ponownie ratowany przez rząd. Nie spodziewałbym się samoograniczenia ze strony instytucji finansowych, choć one przecież same też nie są zainteresowane tym aby być w końcu ratowane przez podatnika. Główną,  lekcję z ostatniego kryzysu muszą jednak przede wszystkim wyciągnąć regulatorzy. 

Tak jak jeszcze niedawno gros publikacji i dyskusji dotyczyło walki z kryzysem i szukaniem sposobów aby koszty kryzysu zminimalizować, tak teraz punkt ciężkości przenosi się na nowe regulacje które muszą być w miarę szybko wprowadzone. Prace nad nowymi regulacjami są prowadzone od pewnego czasu, ale dziś kiedy świat wychodzi z kryzysu finansowego przyszedł czas na ich szybkie wprowadzanie. Cała finezja nowych regulacji rynku finansowego powinna polegać na tym, aby z jednej strony nowe regulacje nie zabiły innowacyjności, a z drugiej umiejętnie monitorować tę innowacyjność aby nie stwarzała ryzyka systemowego. Na jesieni tego roku FED ma dostać nowe kompetencje obejmujące również nadzór właśnie nad ryzykiem systemowym. Okazuje się jednak, że wprowadzanie nowych regulacji nie będzie łatwe, gdyż w kongresie USA dość silnym głosem odzywają się przeciwnicy przekazywania większej władzy bankowi centralnemu…

Aby ograniczyć ryzyko zbyt dużych dźwigni, bezpieczniej oceniać wagi ryzyka, oceniać wyniki i płacić za nie w perspektywie dłuższej niż roczna - niezbędne są nowe regulacje, większa transparentność i ocena ryzyka systemowego. Inaczej świat szybko wróci w stare koleiny.

2009-08-04 08:58
Polskie wpisy Komentarze (4)