29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Jestem optymistą co do perspektyw wzrostu gospodarczego w Polsce na najbliższe lata. Nie sposób oczywiście przewidzieć rozwoju gospodarki światowej, tempa w którym Stany Zjednoczone i Europa będą wychodzić z recesji, czy wyniku wyborów w Polsce. Trudno też prognozować w jaki sposób Europa rozwiąże swój kryzys fiskalny. Obserwując jednak sposób w jaki gospodarka światowa, amerykańska i europejska wychodzą z największego od 80 lat kryzysu można śmiało stwierdzić, że odwieczne prawa ekonomii nadal są w mocy. System gospodarczy świata funkcjonuje według tych samych zasad co zawsze, z tą różnicą, że obecnie procesy gospodarcze przebiegają globalnie podczas gdy jeszcze dekadę temu dotyczyły one węższych obszarów naszego globu. Teza o normalnym funkcjonowaniu kapitalizmu jest fundamentem mojego optymizmu. Jeśli bowiem procesy gospodarcze przebiegają według dobrze sprawdzonych zasad to łatwiej jest przewidywać przyszłość.

Ostatnie trzy lata przyniosły nam pęknięcie bańki spekulacyjnej na aktywach nieruchomościowych w wielu częściach świata, co poprzez kanał bankowy osłabiło tempo globalnego rozwoju i przyniosło recesję na świecie. Później jednak, po sprowadzeniu cen do wartości zbliżonej do fundamentalnej, świat gospodarczy znalazł swą równowagę. Odbyło się to oczywiście przy interwencji państwa. Ale dzisiaj widać, że kraje w których interwencje te były nadmierne, a wcześniej prowadzona polityka gospodarcza nieodpowiedzialna, dziś przeżywają poważniejsze problemy niż w okresie globalnego spowolnienia gospodarczego. Oderwanie cen od fundamentów, zbyt luźne regulacje, zbyt niskie stopy procentowe, nadmierne zadłużenie – to wszystko w ostatecznym rozrachunku skończyło się korektą rynkową i spadkiem aktywności gospodarczej. Tak więc wszelkie nierównowagi, czy to zawinione wprost przez działanie państwa, czy też pośrednio przez państwo, czy też spowodowane oderwaniem wycen rynkowych od fundamentów, w ostatecznym rachunku zostały, lub są obecnie, korygowane.

Jeśli więc zgadzamy się z tezą, że w dłuższym okresie procesy rynkowe zachodzą w podobny sposób jak działo się to przez dziesiątki lat, to dziś powinniśmy być umiarkowanymi optymistami. W moim przekonaniu główne ryzyko tkwi obecnie w interwencji państwa, która byłaby niezgodna z regułami rynkowymi. W szczególności obawa ta dotyczy Stanów Zjednoczonych gdzie obecna administracja nie przejmuje się zbytnio ani rosnącym długiem ani drukowaniem pieniądza. Kolejnym zagrożeniem jest sposób w jaki kraje strefy euro przeprowadzą kontynent przez problem nadmiernego zadłużenia niektórych krajów, gdzie wciąż obecne są poglądy zwalające winę na spekulantów, zamiast na błędy w polityce gospodarczej. I na końcu Polska, na ile – ogólnie rzecz ujmując - władze publiczne będą skłonne zmniejszać ingerencję państwa w gospodarkę.

Przyjmując założenie optymistyczne, że w żadnym z tych przypadków podejmowane przez władze publiczne działania nie zwiększą ryzyka dla działalności gospodarczej to zarówno w Stanach, jak i w Europie, ale przede wszystkim w Polsce, nadszedł czas na podejmowanie decyzji inwestycyjnych. Zarówno na Starym Kontynencie jak i u nas w zeszłym roku wzrost gospodarczy bazował w znacznej części na odbudowie zapasów. W 2011 roku na ten silnik wzrostu nie ma za bardzo co liczyć. Fundamentem rozwoju gospodarczego zarówno Polski jak i Europy muszą być inwestycje. Bez inwestycji prywatnych nie można za bardzo liczyć na poprawę na rynku pracy i tym samym na odbicie konsumpcji prywatnej. Analizując cykl gospodarczy, poziom wykorzystania mocy produkcyjnych, perspektywy globalnego wzrostu oraz odradzający się - co prawda bardzo powoli - popyt wewnętrzny, to obecnie najwłaściwszą decyzją będzie rozpoczynanie nowych inwestycji.

Zawsze w takim okresie zwyciężają ci, którzy podejmują ryzyko. Decyzje inwestycyjne zwykle podejmowane są przy ograniczonej informacji i przy znacznej niepewności. Dzisiaj więcej jest sygnałów wskazujących na optymistyczny scenariusz.  Najbliższe dwa lata w realnej gospodarce będą prawdopodobnie podobne do oczekiwanej dynamiki na rynkach finansowych (które są przecież pochodną realnej gospodarki):  trend rosnący, z wysoką zmiennością.

 
   
2011-02-28 12:21
Polskie wpisy Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

W zeszłym tygodniu dług portugalski znów musiał kupować Europejski Bank Centralny. To prawdopodobnie kwestia tygodni kiedy Portugalia będzie zmuszona poprosić o pomoc finansową z Europejskiego Funduszu Stabilności. EBC kupuje obligacje Portugalii po to aby nieufność inwestorów nie przeniosła się na sąsiada, czyli na Hiszpanię.  Ale Europa nie może sobie pozwolić aby co kilka tygodni EBC interweniował aby uspokoić inwestorów o bezpieczeństwie systemu finansowego Europy. Podobnie jak Grecja czy Irlandia, Portugalia nie będzie w stanie spłacić swego obecnego zadłużenia.  A nerwowość co do przyszłości Portugalii przenosi się coraz bardziej na nasz region.

Dzisiaj rynek finansowy wyjątkowo nerwowo reaguje na jakiekolwiek sygnały wskazujące na problemy fiskalne jakiegoś kraju. Takie wyczulenie inwestorów jest naturalne – prawdopodobieństwo restrukturyzacji długu oznaczać będzie dla zaangażowanych w papiery danego kraju ryzyko utraty znacznej części zainwestowanych pieniędzy.  Jednocześnie inwestorzy jak zawsze poszukują takich miejsc gdzie można uzyskać wyższą stopę zwrotu niż na uważanych za bezpieczne papierach amerykańskim czy niemieckich. Poszukują więc takich lokalizacji, gdzie relatywnie wysoka stopa zwrotu będzie połączona z perspektywą malejącego ryzyka. Takimi papierami jeszcze do niedawne były obligacje portugalskie czy irlandzkie. Rynek brał pod uwagę, że inwestowanie w nie wiąże się z większym ryzykiem, w związku z czym rentowność emitowanych przez te państwa obligacji była wyższa niż w Niemczech. Jednocześnie większość inwestorów, niestety zachęcanych przez polityków europejskich wierzyło, że krajom tym nie grozi bankructwo. Że jakoś to będzie. Politycy przez ostatnie kilka miesięcy zaklinali, że nie wchodzi w rachubę upadek państwa ze strefy euro. Zapewne sami w to wierzyli. Ale rynek w dłuższym okresie właściwie i na zimno ocenia prawdopodobieństwo realizacji takich zapewnień. Dług Grecji ani Irlandii nie ma szans być przez te kraje spłacony nawet przy umiarkowanie optymistycznych założeniach. Tak więc zapewnienia polityków, że poradzą sobie z problemami fiskalnymi bez realnych działań mało znaczą. Trzeba o tym pamiętać!

Jak już wcześniej wspomniałem inwestorzy poszukują takich miejsc do inwestowania w których jest oferowana relatywnie wysoka stopa zwrotu przy małym lub też malejącym ryzyku. Na tle strefy euro czy Stanów Zjednoczonych taką pozycję w ostatnim roku zajęły kraje emerging markets. Większość tych krajów osiąga imponujące tempa wzrostu, ich sytuacja fiskalna jest znacznie lepsza niż w Europie, a perspektywy wzrostu na kilka najbliższych lat niezłe. Po drugiej stronie równania znajduje się FED wciąż pompujący pieniądze w gospodarkę, które gdzieś przecież trzeba lokować. Stąd olbrzymi napływ w ostatnich miesiącach kapitału na rynki wschodzące i na rynki surowcowe. Wysokie ceny surowców na świecie nie mogą być tłumaczone wyłącznie silnym wzrostem azjatyckim i suszą w Rosji. W istotnej części winę za dzisiejsze ceny ponosi FED używający pracy drukarskiej. Dodatkowo ten trend wyznaczany przez FED wspiera także niepewność panująca w strefie euro. Ale taka nierównowaga nie będzie trwać wiecznie. Wysokie ceny surowców i żywności hamują wzrost gospodarczy w krajach rozwijających zarówno poprzez wyższe koszty produkcji jak i przez podwyżki stóp procentowych. Te z kolei w krótkim okresie będą prowadzić do wzrostu wartości walut wschodzących wobec euro czy dolara, osłabiając tym samym konkurencyjność eksportową rynków wschodzących. Relatywna poprawa sytuacji gospodarczej w USA czy też twarde decyzje w strefie euro mogą przechylić atrakcyjność znów w kierunku bardziej stabilnych gospodarek. Pierwsze oznaki tego procesu obserwowaliśmy ostatnio. Jak odwrót ten się pogłębi kwestie fiskalne w decyzjach inwestorów mogą mieć kluczowe znaczenie.

Napływ kapitału na polski rynek akcji i obligacji w zeszłym roku był spory. Od początku 2010 do stycznia udział inwestorów zagranicznych w polskich obligacjach zwiększył się z 78 mld złotych do 124 mld złotych. Na rynku akcji napływ ten był znacznie większy. Odpływ części tych pieniędzy byłby bardzo bolesny. A wizerunek naszego kraju choć wciąż dobry na tle Europy dzisiaj jest mniej atrakcyjny niż kilka miesięcy temu. Przede wszystkim dlatego, że dług publiczny w relacji do PKB nadal rośnie. Dodatkowo pojawił się nowy czynnikiem jakim jest niepewność wyniku wyborczego. A niepewność to zawsze wyższe ryzyko. Na razie pozostaje nam trzymać kciuki za Portugalię.

2011-02-16 12:03
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

Unia Europejska przez lata była głównie projektem politycznym. Wspólne granice, podobne zasady prawa, wspólne instytucje stanowiły kwintesencję integracji. W zakresie gospodarczym UE prowadziła jedynie wspólną politykę rolną, wspólną politykę celną, antykonkurencyjną i spójności. Głębsza integracja gospodarcza zaczyna się od 1999 czyli od momentu wprowadzenia w obieg wspólnej waluty. Do czasu wybuchu kryzysu finansowego największym wyzwaniem gospodarczym ostatniej dekady było dla UE rozszerzenie wspólnoty o byłe kraje socjalistyczne. W okresie prosperity, z powodów zarówno historycznych jak i długofalowych politycznych, bogate kraje Zachodu były skłonne wyłożyć nieznaczną część swego PKB aby zrealizować niedokończoną część planu Marshala. Jednocześnie utworzenie strefy euro było postrzegane jako wyłącznie korzystny układ, na którym wszyscy zyskują; biedniejsze kraje zyskując stabilność, bogatsze rynki zbytu.

Przykładem kraju który istotnie zyskał na wspólnej walucie są Niemcy. W ostatniej dekadzie Niemcy zdołały utrzymać swój udział w globalnym handlu, co w okresie rosnącej konkurencji azjatyckiej trzeba uznać za niemałe osiągnięcie. W znacznej mierze było to zasługą integracji europejskiej, gdzie coraz bardziej zamożne kraje znajdujące się na peryferiach Europy, zarówno zachodnich, południowych jak i wschodnich konsumowały z każdym rokiem coraz więcej niemieckich towarów. Ale ten błogostan trwać nie mógł wiecznie, przyszedł kryzys i okazało się większość rachunków do zapłacenia, chcąc czy nie chcąc, będą musieli pokryć niemieccy podatnicy. Nie ma więc co się dziwić, że kiedy pojawiły się poważne problemy, i to takie za które trzeba znacznie więcej niż za rozszerzenie, Niemcy zgodziły się na propozycje Francji aby najważniejsze kwestie europejskie (czyli finansowe) załatwiać w węższym gronie. Czyli na działanie stojące trochę w sprzeczności z szerokim politycznym projektem UE. Ma to swoje uzasadnienie, bowiem problem niewypłacalności Grecji jest znacznie poważniejszy dla Niemiec i Francji niż niewypłacalność Węgier. Z prostego powodu, bankructwo Węgier nie zachwiałoby stabilnością strefy euro, ale Grecji, poprzez efekt zarażenia, już tak.

Sprawy dotyczące strefy euro i tak zawsze były załatwiane w węższym gronie. Wspólny bank centralny był jedną nogą stabilności wspólnej waluty, drugą musi być polityka fiskalna, i co się z tym wiąże podobna konkurencyjność gospodarek. Poprzez ścisłą koordynację w przyszłości kraje strefy euro będą chciały uniknąć powtórki z kryzysu, który unaocznił narastające przez lata problemy. Wszystkie kraje PIGS straciły bowiem w ciągu ostatniej dekady swą konkurencyjność i popadły w tarapaty fiskalne, jedne z powodu rozrzutnej polityki fiskalnej (Grecja, Portugalia), inne z niewłaściwego nadzoru nad sektorem finansowym (Irlandia, Hiszpania). Ale wszystkie cztery ostatnią dekadę wykorzystały do bardzo szybkiego wzrostu płac i w efekcie utraty przewagi konkurencyjnej.

Pierwszym krokiem do obecnej fazy integracji było utworzenie kilka miesięcy temu funduszu ratunkowego EFSF, który rozpoczął emisję euroobligacji z których finansowane są bieżące potrzeby wydatkowe Grecji i Irlandii. Teraz mamy kolejny krok, który nie powienien być zaskoczeniem, choć najnowsze propozycje przedłożone w zeszłym tygodniu przez tandem Merkel – Sarkozy idą dość daleko. Zakładają bowiem koordynacje fiskalną, podatkową i regulacji rynku pracy. Jeśli takie porozumienie ostatecznie zostałoby zaakceptowane przez kraje członkowskie strefy euro, to trudno znaleźć dobre uzasadnienie dlaczego kraj taki jak Polska będący poza tą strefą miałby wspóldecydować o kwestiach które go nie dotyczą. Projekt Merkel–Sarkozy podważa też władzctwo formalnych ciał UE, w tym w szczególności Komisji Europejskiej, dotychczasowego naszego sprzymierzeńca. Komisja nie będzie miała jednak wyjścia – aby nie utracić twarzy, ani swej roli, musi przystać na te propozycje i zaangażować się tworzenie Europy dwóch prędkości.

Prawdziwa Europa zaczyna się tam gdzie są wspólne interesy. A wspólne interesy mają głównie ci którzy posiadają wspólną walutę. Czy nam się to podoba czy nie Europa dwóch prędkości i tak istniała, teraz jednak zostanie po prostu bardziej sfromalizowana. Od lat i tak ważniejsze decyzje gospodarcze zapadają w gronie 17 a nie 27. W naszym narodowym interesie jest głębsza integracja z Europą a tym samym znalezienie się w tej grupie państw które decydują o najważniejszych dla Europy kwestiach.

 

2011-02-10 15:16
Polskie wpisy Komentarze (5)
 Oceń wpis
   

Równolegle z gusowskim ogłoszeniem szacunku PKB za 2010 rok MFW opublikował aktualizację swej głównej ekonomicznej publikacji jaką jest World Economic Outlook. Publikacja ta pozwala na osadzenie naszej gospodarki w szerszym kontekście. Nie jesteśmy wyjątkowi. Zieloną wyspą to Polska była na tle Europy w 2009, ale w żadnym wypadku nie tle świata. Dziś przy osiągniętym tempie wzrostu na poziomie 3.8% sytuujemy się pomiędzy pomiędzy krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się.  W 2010 według szacunków MFW wzrost dochodu na całym świecie powiększył się o 5%. W krajach rozwiniętych wzrost jest szacowany na poziomie 2.8%, a w rozwijających się 7.1%, przy czym w samej Europie Środkowo Wschodniej na 4.2%. To porównanie pokazuje jak niestety daleko jesteśmy od szybko rozwijających się krajów Azji. Oczywiście Polska jest silnie związana  gospodarczo z Europą i bez szybkiego wzrostu na Starym Kontynencie trudno nam będzie dogonić kraje azjatyckie w tempie wzrostu. Ale i tak nie jesteśmy już liderem w naszej części Europy.

Szybki wzrost gospodarczy na świecie w 2010 roku to też efekt statystyczny - po spadku o 0.9% w roku poprzednim łatwiej było uzyskać wysoką dynamikę. W roku 2011 już tego efektu nie będzie, dlatego też m.in. MFW spodziewa się niższego globalnego tempa wzrostu rzędu 4.4%. Dodatkowe czynniki które gospodarce światowej pomagać nie będą to rosnące ceny surowców i żywności, które oprócz efektów politycznych - jakie obserwujemy obecnie na Bliskim Wschodzie - będą spowalniały też wzrost. Wyższe ceny surowców to też wyższe koszty dla biznesu, będziemy się prawdopodobnie musieli przyzwyczaić do benzyny po 5 zł. No  i oczywiście będą zmuszały kolejne banki centralne do wzrostu ceny pieniądza, co tłumić będzie wzrost. 

Ta utrzymująca się dychotomia w której kraje z nadwyżką na rachunkach bieżących rozwijają się w zawrotnym tempie a kraje z deficytami notują powolne tempa wzrostu nie sprzyja zmniejszaniu globalnych nierównowag. Bo niestety to kraje rozwinięte, w tym przede wszystkim Stany Zjednoczone, mają rosnący dług i wciąż rosnący import podczas gdy kraje najszybciej się rozwijające problemów budżetowych nie przeżywają i  z roku na rok zwiększają wolumeny swego eksportu. Świat po kryzysie niestety nie dąży do równowagi, wręcz odwrotnie, do szybkiego narastania nowych nierównowag. Pytanie gdzie w tym opisie znajduje się Polska.

Analizując dane z ostatniego roku z Polski trzeba przyznać, że struktura polskiego wzrostu gospodarczego jest zbliżona do tej jaką obserwujemy w krajach rozwiniętych. Przede wszystkim dlatego, że nasz wzrost gospodarczy oparty jest na popycie wewnętrznym na który w zeszłym roku złożyły się konsumpcja i odbudowa zapasów. Różnica pomiędzy Polską a bogatszą Europą jest taka, że polska dynamika konsumpcji jest znacznie wyższa niż w Europie. To oczywiście wynika w znacznej mierze z jej struktury, gdzie aż jedną czwartą stanowi żywność podczas gdy dla porównania w Niemczech udział ten wynosi jedynie 10%.  Jednocześnie polska konsumpcja zarówno teraz jak i w przeszłości nie była tak zależna od kredytu jak w Europie Zachodniej. Co do inwestycji prywatnych to zarówno w Polsce jak i w krajach rozwiniętych nie widać chęci do inwestowania. Gdyby nie dopalacz jakim są fundusze unijne nasz wzrost byłby zbliżony do średniej dla krajów rozwiniętych! Czyli wewnętrzne czynniki wzrostu lokują nas niestety znacznie bliżej krajów wolno rozwijających się aniżeli tych dynamicznych.  Eksport netto wpierał silnie polski wzrost gospodarczy tylko w 2009, w 2010 jego wkład do wzrostu był ujemy, a w latach kolejnych będzie jeszcze gorzej.  Z tym wiąże się jedno z poważniejszych ryzyk na najbliższe lata dla naszego kraju. Szybko bowiem będzie rósł nam deficyt na rachunku obrotów bieżących a tym samym uzależnienie od zewnętrznego finansowania. A im większe uzależnienie tym głębsza będzie korekta w przypadku kolejnego poważniejszego zawirowania na rynkach finansowych.

Dzisiaj sytuacja na rynkach wydaje się nieco spokojniejsza niż miesiąc temu. Niemniej jednak wciąż wiszą nad nami fundamentalne wyzwania dla Europy, ale też i Stanów Zjednoczonych czy Japonii. Według MFW w zależności od scenariusza, kryzys w Europie spowodowany niewypłacalnością państw może w skrajnym przypadku - poprzez kanał bankowy  - obniżyć wzrost gospodarczy w strefie euro o 2.5%, co byłoby podobne w skali co efekt upadku Lehman Brothers. Funkcjonowanie w takiej niepewności nie sprzyja decyzjom inwestycyjnym. A od tych będzie zależał wzrost w najbliższym czasie zarówno w Polsce jak i w Europie.  

2011-02-03 10:45
Polskie wpisy Komentarze (7)