29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

W zeszłym tygodniu grecki minister finansów przyznał, że Grecja nie jest w stanie powrócić na rynki finansowe w roku 2012, jak wcześniej zapowiadano. I choć podkreślał, że wszystko jest w porządku i realizacja zaleceń MFW idzie zgodnie z planem, to reakcja na te deklaracje była natychmiastowa: rentowność greckich obligacji 2 letnich wzrosła do rekordowego poziomu prawie 18%. Przymiotnik „śmieciowe” nie jest chyba wystarczająco mocny, aby opisać wartość greckich obligacji. Chwilę później minister finansów Niemiec, czyli de facto minister finansów Unii Europejskiej, przyznał w końcu, że bez restrukturyzacji greckiego długu prawdopodobnie się nie obejdzie. Dotychczas większość oficjeli Unii Europejskiej zapewniała, że taki wariant nie wchodzi w grę. Grali oczywiście na zwłokę. Dzisiaj mało kto chyba jeszcze wierzy, że obejdzie się bez kontrolowanej restrukturyzacji długu Grecji w niedługim czasie.

Bankructwo Grecji, Portugalii a także Irlandii pokazuje jak ważne jest prowadzenie odpowiedzialnej polityki fiskalnej w dobrych czasach. W okresie spowolnienia gospodarczego eksploduje dług jako efekt spadku dochodów (bo spowalnia gospodarka) i wzrostu wydatków (bo uruchamiają się automatyczne stabilizatory). Kraje, które prowadziły nieodpowiedzialną politykę fiskalną przed kryzysem w okresie spowolnienia bankrutują. To bardzo ważna lekcja dla Polski. Strategia oparta na regule wydatkowej działa wyłącznie w dobrych czasach. Wtedy bowiem wzrost gospodarczy podbija dochody przy wydatkach trzymanych w ryzach zmniejsza się deficyt. Taka strategia zapewni nam, że będziemy balansować lekko poniżej magicznej granicy 55% długu do PKB, aż do … kolejnego spowolnienia gospodarczego, kiedy znów eksploduje dług o kilkanaście procent PKB. Wtedy już nie wystarczy kolejne cięcie składki do OFE. Innymi słowy obecny stan finansów publicznych z wysokim deficytem strukturalnym i relatywnie wysokim zadłużeniem jest jeszcze bezpieczny, ale tylko w spokojnych czasach. Gdy przyjdą czasy gorsze (a kiedyś przyjdą) to leżymy. Na całej długości. Aby takiego scenariusza uniknąć kraje takie jak Wielka Brytania dzisiaj dokonują głębokich zmian strukturalnych w finansach publicznych, aby w przyszłości nie być narażonym na takie właśnie ryzyko.

Z tego co się dzieje w Europie trzeba wyciągać wnioski na przyszłość. Bez wątpienia strategię zakładającą scenariusz wyłącznie optymistyczny trudno nazwać optymalną. Taka podejście dobre jest na rok lub dwa. W dłuższym okresie kraj taki jak Polska musi mieć nadwyżkę budżetową w okresach prosperity. Nadwyżka ta musi być przede wszystkim osiągnięta w części centralnej budżetu i w funduszach celowych. Samorządy jak dotychczas w niewielkim stopniu winne są wysokiemu zadłużeniu państwa. Problemu zadłużenia samorządów nie można oczywiście bagatelizować, ale jak na razie ryzyko ich nadmiernego zadłużenia jest wciąż potencjalne podczas gdy zadłużenie sektora rządowego jest realne. To prawda, że w wielu krajach gdzie dług publiczny wyrwał się spod kontroli, samorządy były współwinne istotnemu przyrostowi długu. Niemniej jak na razie w Polsce samorządy mają znacznie bardziej restrykcyjne limity długu niż państwo. I to państwo jest odpowiedzialne za nadmierny dług!

Wnioski z lekcji greckiej nie dotyczą tylko tego jak prowadzić politykę gospodarczą aby uniknąć kryzysu, ale również jaką politykę gospodarczą prowadzić aby być na tyle silnym by poradzić sobie w dobie kryzysu. Nie jest to łatwe, gdyż większość rządów nie jest skłonnych obniżać dług wtedy gdy nie ma bieżącej potrzeby. Ale właśnie na tym polega odpowiedzialność za kraj aby w dobrych czasach przygotować się na czasy gorsze.

Przed nami kampania wyborcza. Nie jest to zapewne okres deklaracji jakie reformy będą podejmowane w okresie po wyborach. Pamiętajmy jednak, że po wyborach świat się nie kończy. Wtedy następny rząd będzie miał przed sobą perspektywę kolejnych czterech lat. Czterech lat kiedy może się wiele wydarzyć. Nie będąc na nie gotowym zawczasu polegniemy na całej linii.

2011-04-20 14:26
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Postanowiliśmy sprawdzić, co kształtuje ceny żywności w Polsce, zaczynając swą analizę od koszyka Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnijmy, 22 marca do sklepu wybrał się Jarosław Kaczyński. Do koszyka zapakował: pierś z kurczaka, jajka, mąkę, ziemniaki, jabłka, chleb i cukier. Na przykładzie tego koszyka można pokrótce prześledzić, jakie czynniki wpływają na cenę danego towaru.

Na polskie kurczaki rośnie popyt zagranicą co podnosi ich cenę. Na szczęście otwartość handlowa działa też w drugą stronę - w przypadku zakupionych przez J. Kaczyńskiego jaj korzystamy na wymianie handlowej, jaja bowiem w Niemczech i Holandii były tańsze niż w Polsce co obniżało ich ceny w kraju. Z kolei ceny chleba zależą w ok. jednej trzeciej od cen mąki, a jej ceny kształtowane są na rynku europejskim (w pozostałej części ceny chleba określają koszty energii, transportu). Wysokie ceny jabłek i ziemniaków są wynikiem słabych ubiegłorocznych zbiorów oraz niższej jakości zebranych plonów i to nie tylko w Polsce. Jabłka słabo się przechowują, a zbiory ziemniaków w całej UE były mniejsze, jednocześnie popyt  ze strony naszych wschodnich sąsiadów na ziemniaki jest rekordowy (szacuje się, że niedobory w samej Rosji w tym roku wynoszą ok. 4 mln ton ziemniaków). Z kolei za wysokie ceny cukru sami jesteśmy odpowiedzialni, gdyż wynegocjowane przez polski rząd w 2005 roku kwoty produkcji cukru okazały się zbyt małe na potrzeby naszego rynku. Poprzez likwidację 13 z 31 funkcjonujących cukrowni ograniczyliśmy nadmiernie podaż tego produktu w kraju. Wszystko to dzieje się na rynku rolnym UE, gdzie obowiązują rozbudowane zasady ustalania cen referencyjnych, interwencyjnych, opłat importowych, subsydiów eksportowych, limitów produkcji, czy też dopłat bezpośrednich. Innymi słowy, z koszyka Kaczyńskiego to rząd miał jedynie wpływ na cenę cukru. I to wpływ ten miał w 2005 roku…

Globalizacja podaży i popytu

Ceny żywności zmieniają się w wyniku gry sił popytu i podaży. Jednakże zasady tejże gry są przedmiotem wielu regulacji, które zaburzają rolę rynku. Jednocześnie w ciągu ostatniej dekady rynek żywności stał się globalny. Większy wpływ na ceny na naszym rynku ma susza w Argentynie aniżeli powódź w Polsce. Dzieląc czynniki na popytowe i podażowe wyłania się następujący podział. Na poziom cen po stronie popytowej wpływ mają czynniki fundamentalne takie jak rosnący popyt na żywność krajów rozwijających się i ceny interwencyjne. Wśród czynników popytowych o charakterze tymczasowym należy wymienić luźną politykę banków centralnych i spekulację. Z kolei po stronie podażowej do czynników fundamentalnych zaliczyć należy niedostateczne zasoby kapitału w rolnictwie, ograniczenie areału do produkcji rolnej przez produkcję surowców do biopaliw i limity produkcji narzucane przez UE. Z kolei wśród czynników podażowych o charakterze tymczasowym należy zaliczyć zjawiska pogodowe i działania protekcjonistyczne. Wszystkie wymienione powyżej czynniki mają charakter globalny. Czynniki krajowe mają znaczenie drugorzędne, choć w przypadkach niektórych towarów mogą mieć okresowo większe znaczenie. Ważny jest więc poziom polskiej produkcji, czynniki pogodowe, poziom stawek podatkowych, popyt na żywność i kurs walutowy.

W niniejszym artykule postaramy się opisać bardziej szczegółowo mechanizm oddziaływania poszczególnych tych czynników na kształtowanie się cen żywności.

Rośnie popyt na żywność

Wzrost globalnego popytu na żywność jest najważniejszym czynnikiem o charakterze fundamentalnym. Następstwem szybkiego wzrostu gospodarczego w krajach rozwijających się jest stopniowe bogacenie się tych społeczeństw. W samych Indiach i Chinach (czyli tam gdzie mieszka ponad jedna trzecia ludności świata) tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich dwudziestu latach wyniosło odpowiednio ok. 10% i 6% rocznie. Tak wysoki wzrost przekładał się na stopniową poprawę zamożności społeczeństwa, a co za tym idzie na wzrost potrzeb żywnościowych coraz większych grup ludności. Nie chodzi tu tylko o to zmiany ilościowe (spożywają oni więcej tych samych produktów), ale także o ewolucję struktury spożycia konsumentów. Otóż wraz z bogaceniem się ludności, jej preferencje ewoluują w kierunku spożycia większej ilości dóbr o wysokiej zawartości białek oraz dóbr wysokoprzetworzonych kosztem produktów zbożowych. Jednakże, aby wyprodukować 1 kilogram mięsa można zużyć dodatkowo nawet do 7 kilogramów pasz – w przypadku wołowiny (wskaźnik dla USA wg amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, może bardzo się różnić w zależności od rodzaju mięsa oraz sposobu jego produkcji). Należy wspomnieć, że od początku 2000 roku ceny żywności na świecie, mierzone indeksem światowych cen żywności FAO, systematycznie rosną.

Nie bez znaczenia jest również luźna polityka pieniężna prowadzona w czasie kryzysu przez największe banki centralne świata, w tym przede wszystkim przez Fed. Dwa epizody poluzowania ilościowego dokonane przez amerykański bank centralny spowodowały de facto dodruk pieniądza, który poprzez system bankowy nie został przetransferowany do sfery realnej gospodarki na inwestycje ze względu na ciągle wysoką niepewność odnośnie trwałości ożywienia w gospodarce. Wobec relatywnie słabszej atrakcyjności instrumentów finansowych inwestorzy przerzucili część zarządzanych przez siebie aktywów na surowce, w tym na surowce rolne. Trudno jest skwantyfikować wielkość inwestowanego kapitału z motywem spekulacyjnym. Znaczący wzrost zmienności oraz nagłe skoki cen w bardzo krótkim czasie na światowych rynkach surowców rolnych pozwalają sądzić, że wielkość kapitału zaangażowanego w towarowe rynki terminowe, niezainteresowanego dostawą fizyczną towarów stanowiących instrument bazowy obracanych derywatów, jest znacząca.

Świat musi produkować coraz więcej żywności

Niewystarczające zasoby kapitału produkcyjnego w rolnictwie są istotną fundamentalną przyczyną niedostatecznej światowej podaży żywności. Wielkość inwestycji w rolnictwie światowym szacowana przez FAO w ostatnich dwudziestu latach była zdecydowanie niższa niż w latach 70-tych i 80-tych. Światowe zasoby kapitału w rolnictwie powiększały się w latach 1975-79 w tempie około 1,4% rocznie, w latach 80-89 było to ok. 1% rocznie, ale już w latach 1995-99 tylko o 0,3% rocznie, z czego w krajach rozwiniętych zasób kapitału kurczył się o ok. 0,8% rocznie. Lata 2000-07 (ostatnie dostępne szacunki) pokazują nieznaczny wzrost tempa akumulacji kapitału w rolnictwie (o ok. 0,5% rocznie), jednakże ciągle przy kurczących się zasobach w krajach rozwiniętych (średnio o ok. 0,2% rocznie). Spadek tempa akumulacji kapitału w rolnictwie to przede wszystkim efekt prowadzonej od wielu lat polityki rolnej w krajach wysokorozwiniętych, prowadzącej do ograniczania areału zasiewów oraz produkcji wielu surowców rolnych.

Równie ważna dla cen żywności jest produkcja biopaliw. Ogranicza ona podaż ziemi do produkcji żywności w celu produkcji surowców, które przerabia się na biopaliwa. Komisja Europejska szacuje, że w 2020 roku ok. 15% areału ziemi w UE będzie zagospodarowane przez produkcję surowców do wytwarzania biopaliw (wobec kilku procent obecnie) tym samym ograniczając podaż żywności i windując w ten sposób ceny.

Niezmiennie ważną determinantą kształtowania cen żywności są czynniki losowe, w szczególności pogodowe. Dzisiaj większą rolę odgrywa zmienność pogodowa w skali globalnej. W zeszłym roku podaż surowców rolnych była szczególnie dotknięta przez wystąpienie w jednym sezonie ekstremalnych warunków pogodowych praktycznie na całym świecie. Susze i pożary w Rosji, Ukrainie, Kanadzie czy też powodzie w Australii dodatkowo zredukowały podaż produktów rolnych na rynkach światowych. Niektóre kraje jak np. Rosja wprowadziły zakaz eksportu zbóż, który niedawno został przedłużony do końca października br. Ukraina natomiast wprowadziła limit eksportowy.

Najważniejsza jednak z punktu widzenia cen żywności w Polsce jest unijna Wspólna Polityka Rolna (WPR). W ramach stworzonych mechanizmów rynków żywności funkcjonują limity produkcji. Obowiązują one m.in. dla wołowiny, mleka, cukru, zbóż, czy też skrobi ziemniaczanej. Ponadto stosowane są np. system skupu zbóż po cenach interwencyjnych, a także dopłaty do prywatnego przechowywania mięsa. Regulacje rynków rolnych mają za zadanie nie dopuścić do zbyt głębokich (zdaniem urzędników) spadków cen. Obecnie sytuacja na rynku jest nieco odmienna. Wspólna Polityka Rolna nie posiada mechanizmów działających w sytuacji gwałtownie rosnących cen produktów rolnych, gdyż jej celem była ochrona interesów rolników a nie konsumentów. Dodatkowo ewolucja WPR w kierunku dopłat bezpośrednich w ostatnim dziesięcioleciu dała wymierne efekty w postaci zredukowania produkcji netto w UE m.in. pszenicy, jęczmienia czy też cukru. Zdecydowanie zmniejszyły się również zapasy publiczne takich produktów rolnych jak np.: pszenica, jęczmień, kukurydza, wołowina, czy masło. Wprowadzane mechanizmy instytucjonalne ograniczające produkcję niektórych produktów rolnych wynikały z wieloletniej nadpodaży surowców na rynkach żywności wywierającej negatywny wpływ na opłacalność produkcji. A Polska jako członek UE dodatkowo podlega uregulowaniom wspólnotowym odnośnie opłat celnych na żywność ramach WPR. Wg WTO średnia efektywna wysokość cła w UE na produkty żywnościowe sięga nawet 52% w przypadku produktów mlecznych, w przypadku zbóż i cukru mieści się w przedziale 20-30%. Efektem wszystkich tych regulacji są dzisiaj wyższe ceny żywności.

Czynniki krajowe na drugim planie

Jak już wspomnieliśmy wpływ czynników lokalnych ma charakter drugorzędny. Pogoda w kraju w ubiegłym roku odbiła się na wynikach produkcji rolnej. Powodzie a potem lipcowe susze wpłynęły nie tylko na ilość plonów, ale też na pogorszenie się jakości produktów rolnych z ubiegłorocznych zbiorów. Dla przykładu mniejsza była zawartość cukru w burakach cukrowych. Większy odsetek zebranego zboża miało jakość niewystarczającą by przeznaczyć je do celów konsumpcyjnych. Nienajlepsza jakość zebranych owoców i warzyw skraca ich okres przechowywania (w szczególności dotyczy to jabłek i cebuli).

Nie można też zapominać o powiązaniach sektora rolno-spożywczego z resztą gospodarki. Wzrost gospodarczy w Polsce w 2010 roku pociągnął za sobą poprawę sytuacji na rynku pracy. Wzrost realnego funduszu płac w gospodarce przełożył się na oddalenie się bariery popytowej konsumentów oraz na możliwość sfinansowania zakupów droższej żywności. Rosnące ceny surowców energetycznych przełożyły się na wzrosty cen paliw i energii, które stanowią jeden ze składników kosztów producentów żywności. Obecna sytuacja jest nieco odmienna w porównaniu do 2008 r., gdy rosnące ceny ropy naftowej były amortyzowane przez silnego złotego.

Kurs walutowy coraz bardziej istotny

Krajowe ceny żywności w coraz większym stopniu kształtują się pod wpływem cen światowych a ich transfer odbywa się głównie poprzez kanał wymiany handlowej. Utrzymujący się kurs złotego w okolicach 4 PLN/euro dodatkowo poprawia konkurencyjność cenową wyprodukowanej w Polsce żywności. Wg danych Eurostat Polska jest eksporterem netto żywności (w ujęciu wartościowym). Udział żywności w eksporcie ogółem wyniósł ok. 9% w 2010 r. Wg IERiGŻ hurtowe ceny sprzedaży niektórych produktów w lutym (np. kurczaków, owoców i warzyw) pozostawały poniżej cen w Niemczech, które są głównym partnerem handlowym Polski w handlu żywnością. Innymi słowy relatywnie słaby złoty sprzyjał eksportowi polskiej żywności i jednocześnie sprzyjał wyższym cenom w Polsce.

Podsumowanie

Rola polskich władz w kreowaniu cen żywności na rynku lokalnym jest dość ograniczona. Podobnie wyglądają też możliwości banku centralnego. Zdrowa zasada polityki pieniężnej mówi o tym, aby nie reagować na wstrząsy podażowe, chyba że przełożą się one poprzez wzrost oczekiwań inflacyjnych na efekt drugiej rundy ujawniający się w nadmiernym wzroście płac. W sumie dziś jedynym skutecznym narzędziem wpływu na poziom cen żywności jest kurs walutowy. I minimalizowanie paniki, o co wypada zaapelować do polityków, szczególnie w okresie nadchodzącej kampanii wyborczej.

2011-04-18 09:52
Polskie wpisy Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

W okresie gdy szalał kryzys finansowy, padały banki, a państwo musiało je ratować, można było zrozumieć padające co jakiś czas pytania o koniec kapitalizmu. Odpowiedź przyszła znacznie wcześniej niż się większość spodziewała. Półtora roku po upadku Lehman Brothers zbankrutowała Grecja, rok później Irlandia a ostatnio Portugalia. Zapewne niektórych razi sformułowanie „zbankrutowała” w odniesieniu do krajów, które nie ogłosiły niewypłacalności a zwróciły się o pomoc finansową do UE i MFW. Ale przecież taka pomoc nie jest niczym innym jak ogłoszeniem niewypłacalności. Grecja zapłaciła za lata socjalizmu, zbyt sztywnych przepisów regulujących życie gospodarcze, życia ponad stan, stały przyrost długu i …. oszukiwanie w statystykach. Wprowadzane teraz tam reformy polegają na odejściu od rozwiązań socjalistycznych, zwiększenie konkurencji na rynku, redukcji socjalnych prezentów na które państwa nie stać. Podobnie jest w Portugalii, która w skali mniejszej niż Grecja popełniła podobne błędy. Sztywny rynek pracy, przywileje socjalne, rosnący dług, wysokie płace w relacji do wydajności i w efekcie niekonkurencyjna gospodarka. Przykład Irlandii jest o tyle inny od dwóch wcześniej opisanych, że główną przyczyną problemów fiskalnych Irlandii nie był socjalizm a wielkość sektora bankowego w tym kraju. Banki irlandzkie okazały się za duże jak na możliwości gospodarki irlandzkiej i ich ratowanie przez państwo kosztowało 20% irlandzkiego PKB. Gdyby tą samą kwotę na ratowanie swych banków miał przeznaczyć rząd niemiecki było by to jedynie 1,2% niemieckiego PKB.

Dzisiaj jednak wspólną cechą wszystkich krajów które znalazły się w finansowych tarapatach, włączając w to Wielką Brytanię i Hiszpanię, jest odejście od rozwiązań socjalistycznych. Wszędzie następuje ograniczanie roli państwa, deregulacja, a wybory wygrywa opozycja, która obiecuje kontynuację lub jeszcze bardziej radykalne reformy. W Polsce, której udało się uniknąć recesji w kryzysie, gdzie dług co prawda rośnie ale jest wciąż poniżej średniego poziomu europejskiego, nastrój debaty i retoryka jest zupełnie inna. Co najbardziej zaskakuje, coraz częściej słychać tony socjalistyczne.

W debacie o OFE najważniejsze partie polityczne poparły zwiększenie roli państwa w wypłacie przyszłych emerytur. O ile koalicja rządząca dokonywała tych zmian po to, aby obniżyć dług i deficyt o tyle opozycji w pełni odpowiadał wzrost roli państwa w obszarze emerytalnym. W debacie o wysokości przyszłych emerytur słychać głosy ważnych urzędników państwowych, którzy pośrednio krytykują wprowadzony w 1999 roku system emerytalny za to, że relacja emerytury do ostatniej płacy będzie niższa niż jest dzisiaj (czyli w starym systemie). Mówią to zapominając, że emerytury nie biorą się z niczego. Chyba nie chodzi o to, aby powrócić do systemu emerytalnego rodem z PRL-u, gdzie obiecywano wysokie emerytury, które były nierealne. Co więcej te obietnice musiały być okupione wysokim opodatkowaniem pracy, co ograniczało potencjał polskiej gospodarki i wysokość realną przyszłych emerytur. W systemie emerytalnym, w którym emerytura jest pochodną wysokości uzbieranych składek i momentu przejścia na emeryturę jej wysokość będzie zależna od przebiegu kariery zawodowej każdego z nas. I od tempa wzrostu gospodarczego w tym okresie. Utyskiwanie nad niską stopą zastąpienia przy niezmienionym wieku emerytalnym jest mało konstruktywne. Zamiast utyskiwania trzeba zaproponować takie rozwiązania, które spowodują że ludzie będą później przechodzić na emeryturę, a w innych obszarach działania dzięki którym tempo wzrostu gospodarczego będzie wyższe. Jedną z takich kluczowych reform jest m.in. fundamentalna zmiana zasad obowiązujących w rolniczym systemie ubezpieczeniowym, ale nie ze względu na oszczędności, ale po to aby zmienić formę aktywności osób pracujących w rolnictwie. Nie wspominając o urynkowieniu usług zdrowotnych, wprowadzeniu współpłacenia w służbie zdrowia, większej konkurencji w obszarach o dominującej roli państwa (np. koleje). Zamiast tego mamy „troszczenie się” o konkretne grupy zawodowe, że nie będą one mogły pracować do 65 roku życia. W XXI wieku gdzie znika pojęcie zawodu jako takiego, kiedy ludzie w ciągu swej kariery zawodowej dwa lub trzy razy muszą (lub będą musieli) się przekwalifikować myślenie w kategoriach zawodów i ich przywilejów nie ma sensu.

Powtarzana w kółko retoryka socjalna po jakimś czasie zbierze swoje owoce. Tak było w Grecji, gdzie przez całe dekady społeczeństwo wierzyło, że w takim państwie socjalnym da się dobrze żyć. I tak było do momentu kiedy przyszedł czas zapłaty rachunków. Przysłuchując się debacie publicznej w Polsce można mieć wrażenie, że znacznie bardziej wolnorynkowe są polskie media niż klasa polityczna. Obecna klasa polityczna.

2011-04-13 12:46
Polskie wpisy Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

Joseph Stiglitz pisał o szalonych latach 90-tych. Z dzisiejszej perspektywy wyglądają na wyjątkowo spokojny i dobry okres. Udało się zdławić inflację, uznano wręcz, że ją na stałe ujarzmiono wyciągając wnioski z błędów polityki monetarnej lat 70-tych. Gospodarka światowa, w tym amerykańska, szybko się rozwijały, nowo wyzwolone spod komunizmu kraje Europy Środkowo-Wschodniej weszły na ścieżkę szybkiego rozwoju. Chiny stały się globalnym dostawcą tanich towarów. Na tym tle pierwsza dekada XXI wieku wypada znacznie gorzej. Zaczęła się od pęknięcia bańki internetowej i chwilę później zamachem z 11 września. Ale najgorsze w gospodarce przyszło dopiero później, a dokładnie na przełomie lat 2007 i 2008, kiedy pękła bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, potem na rynku instrumentów pochodnych związanych z rynkiem nieruchomości itd. Przekonanie z lat 90-tych, że nie ma nic prostszego niż prowadzenie optymalnej polityki monetarnej okazało się złudne. Co więcej, stało się jasnym, że to między innymi błędy w polityce pieniężnej amerykańskiego Fedu były przyczyną najgłębszego kryzysu od czasów II Wojny Światowej.

Po tym wszystkim rozpoczynająca się obecnie dekada nie wygląda na taką, która mogłaby przynieść uspokojenie. Wchodzimy w nią z nierozwiązanym kryzysem fiskalnym w strefie euro, a także (jak widać po ostatniej rundzie bankowych stress testów) z wciąż niezakończoną sanacją europejskiego sektora bankowego. Jak już wielokrotnie pisałem, za zbyt wysokie długi tzw. krajów peryferyjnych będzie musiał w ostatecznym rozrachunku ktoś zapłacić. I będą to przede wszystkim banki zamożniejszych krajów europejskich lub też, w sytuacji jeśli bankom tym zabraknie kapitałów, rządy tych krajów. Do tych trudnych rozstrzygnięć dojdzie najprawdopodobniej w najbliższych miesiącach, choć przyznać trzeba szczerze, że nie sposób przewidzieć tempa, w jakim będą podejmowane decyzje przez europejskich przywódców. Oprócz problemów z poziomem zadłużenia w Europie nie można zapominać o rekordowo wysokim dług publicznym Japonii a także Stanów Zjednoczonych. O ile obu tym krajom nie grozi ryzyko niewypłacalności, o tyle wysoki poziom długu jest kosztowny dla gospodarki, ale także ogranicza pole manewru w okresie kolejnego spowolnienia. Zarówno Japonia (która dziś jest szczególnie trudnej sytuacji) jak i Stany Zjednoczone będą zmuszone w perspektywie tej dekady zmierzyć się ze zbyt wysoką relacją długu do PKB.

Na tle bieżących problemów nie można zapominać o fenomenie szybko rozwijającej się chińskiej gospodarki i jej „dopalaczu”, jakim jest utrzymywany zaniżony kurs yuana. Wszelkie dotychczasowe próby administracji amerykańskiej skłonienia Chińczyków do jego uwolnienia, choćby częściowego, spaliły na panewce. Jednak w dłuższym okresie utrzymanie tak niskiej wartości chińskiej waluty jest niemożliwe. Wpływ na to będzie mieć nie tylko polityka pieniężna prowadzona przez Chiny, ale również szybki wzrost dochodu per-capita w tym kraju. Im dłużej trwa obecny stan, tym głębsza korekta będzie musiała zostać dokonana w przyszłości. Nie wspominając o przegrzaniu na chińskim rynku nieruchomości i zmianach strukturalnych w globalnym popycie na surowce jak i na żywność jaki generuje tak silna dynamika wzrostu gospodarczego Chin, a także innych krajów Azji, w tym w szczególności Indii.

Obecna dekada rozpoczęła się fali wyzwoleńczych protestów w krajach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. W tym ruchu wyzwoleńczym tak jak nigdy wcześniej kluczową rolę odegrały media i Internet, dzięki czemu rewolucja przenosiła się błyskawicznie z jednego kraju do drugiego. Trudno przewidywać jaki będzie ostateczny finał tej „wiosny ludów”. Jednak w każdym wypadku zachodzące tam zmiany będą miały wpływ na puls gospodarczy świata, głównie ze względu na znaczącą produkcję ropy i gazy w tym właśnie regionie.

Katastrofa w Japonii, a szczególnie katastrofa reaktora w Fukushimie postawiła nowe pytanie dotyczące przyszłych źródeł energii. Świat zapewne nie zrezygnuje z energii atomowej, ale prawdopodobnie nie będzie już jej tak mocno promował jak dotychczas. Niewykluczone, że na nowo rozpocznie się dyskusja nt. emisji CO2.

To będzie wyjątkowa dekada, trudno prognozować co się jeszcze wydarzy. Dzisiaj widać znów jak mało wiemy o świecie i gospodarce. Stąd zapewne ten stres.

2011-04-06 14:21
Polskie wpisy Komentarze (3)