29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Euforia rynkowa po ostatnim szczycie Unii trwała wyjątkowo krótko. Wciąż nie ma bowiem odpowiedzi na kilka fundamentalnych pytań, pomimo deklaracji i zaklęć polityków europejskich. Prezydent Francji na przykład zapewniał, że to co zostało zaprojektowane dla Grecji będzie wyłącznie projektem greckim i nie zostanie zastosowane w żadnym innym kraju. Mało kto chyba wierzy w tego typu deklaracje. Rynek odbiera je raczej na odwrót – jako sygnał, że rozwiązanie opracowane dla Grecji będzie swego rodzaju wzorcem do postepowania dla pozostałych zagrożonych krajów. Chodzi przede wszystkim o Portugalię i Irlandię, których sytuacja nie jest aż tak beznadziejna jak w Grecji, ale perspektywy spłaty ich zadłużenia są marne. Prawdopodobnie więc, kiedy panika rynkowa dotknie silniej Portugalię lub Irlandię, przewódcy europejscy, chcąc nie chcąc, będą skłonni wykorzystać sprawdzony mechanizm. W sumie im szybciej się to wydarzy tym lepiej dla całego procesu rozwiązywania europejskich problemów. Im bowiem dłużej trwa niepewność, im dłużej słychać i widać nieumiejętność polityków europejskich do podjęcia trudnych decyzji tym bardziej rynki finansowe mają prawo obawiać się najgorszego. Że sytuacja wymknie się spod kontroli i dojdzie do niekontrolowanej restrukturyzacji długów zagrożonych państw z ryzykiem zarażenia na kraje będące w średniej, ale nie beznadziejnej kondycji finansowej.

Po czwartkowym szczycie taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Przede wszystkim dlatego, że przywódcy europejscy w końcu zaakceptowali rozwiązanie, które angażuje w cały proces sektor prywatny i obciąża go stratami na poziomie około 20 procent wartości posiadanych papierów. W praktyce oznacza to kwotę ok. 16 miliardów euro. Ani procentowa ani nominalna wysokość strat nie robi większego wrażenia, jednak po raz pierwszy została udrożniona droga do kontrolowanej restrukturyzacji długu. O ile jeszcze kilka dni temu poważni przywódcy europejscy, włącznie z prezesem EBC J.Trichet, ostro sprzeciwiali się restrukturyzacji o tyle teraz proces taki jest akceptowany i w najbliższych tygodniach zostanie przeprowadzony. Mało kto na rynku wierzy, że przyjęty poziom strat wystarczy aby Grecja, nawet za dekadę, wróciła na rynek finansowy. Ale już samo zaliczenie greckiego długo jako przejściowo niespłacalnego doprowadzi do zapisania 16 miliardów euro jako rezerw, co w praktyce oznacza straty dla posiadaczy tych papierów jeszcze w tym roku. Gdyby skala redukcji była dwukrotnie wyższa, proporcjonalnie wyższe musiałby być też tworzone w tym celu rezerwy. Za jakiś czas nastąpi prawdopodobnie kolejna korekta na greckim długu, dzięki czemu redukcja długu będzie rozłożona w czasie i będzie mniej bolesna dla sektora bankowego. Rozkładanie operacji na takty ma też swoje wady, szczególnie w sytuacji kiedy kolejne kroki nie zostały zapowiedziane, pozostawia to bowiem duże pole do spekulacji. Ważne aby cały proces przebiegł szybko i sprawnie, tak aby na tych trzech krajach zakończyć całą operację. Bo i tak prędzej czy później rynki będą domagać się tego samego w stosunku do Portugalii i Irlandii.

Oprócz redukcji długu pozostaje bardziej fundamentalne wyzwanie, jakim jest wejście Grecji na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Wszelkie nowe plany Marshalla brzmią bardzo solidarnie i atrakcyjnie, ale część zadania polegająca na odzyskaniu konkurencyjności zależy przede wszystkim od samych Greków. To Grecy muszą przeprowadzić liberalizację rynku pracy, głęboką prywatyzację sektora publicznego, zwiększyć ściągalność podatków, zgodzić się na stopniowy spadek realnych wynagrodzeń. Ta część zadania jest wyjątkowo trudna, szczególnie w społeczeństwie które nie czuje się winne kryzysowi który je spotkał. Bez wątpienia hasła typu plan Marshalla mają szanse złagodzić gniew ulicy w stosunku do bogatych krajów północy, ale to nie wystarczy. Grecji trzeba pomagać, ale w taki sposób aby równolegle wymuszać na niej reformy. Inaczej będzie to kraj, który nie tylko przez następną dekadę, ale też i przez kolejne będzie na garnuszku Unii Europejskiej. Taki czarny scenariusz może doprowadzić w dłuższym okresie do kryzysu politycznego strefy euro i nawet całego projektu europejskiego. Bo to nie jest tak, że w Niemczech żyją wyłącznie bogaci a w Grecji biedni. Biedniejsza część niemieckiego społeczeństwa będzie coraz silniej sprzeciwiać się finansowaniu krajów południa. Im szybciej problem europejskich peryferiów będzie rozwiązany tym mniejsze ryzyko rozpadu strefy euro, czy nawet Unii Europejskiej.

* * *

This is just the beginning.

The market euphoria which followed the last EU summit has been short lived. A few fundamental questions remain unanswered despite the declarations and incantations of european politicians. The president of France for example said that the plan prepared for Greece will only be used for Greece and not applied in other countries. But surely few people believe this. Indeed the market has reacted as if the very opposite had been uttered and taken this is a sign that the plan will be a kind of intervention model for the other threatened countries. Primarily this means Portugal and Ireland whose situation is not quite as desperate as that of Greece but where the likelihood of debt repayment is slim. Therefore it is highly likely that when market panic is felt more keenly in either Portugal or Ireland, european leaders will be inclined to use a tried and tested mechanism. And the faster this happens, the better it will be for the whole problem solving process. For the longer the uncertainty lasts, and the longer we have to witness the inability of european politicians to take difficult decisions, the more financial markets have the right to count on things turning out for the worse - i.e. that the situation will spin out of control and lead to a disorderly default of those countries under threat with the risk of contagion in those countries whose financial condition, while not desperate, is vulnerable.

After Thursday's summit such a scenario seems unlikely. Especially because european leaders in the end accepted a solution which involves the private sector in the entire process and makes them take a loss of around 20 percent of the debt they hold. This in practice means around 16 billion euro. Whether the loss is expressed nominally or in percentage terms doesn't affect its perceived size, but now the first moves towards controlled default have been made. As strongly as certain heavyweight european leaders including ECB president J Trichet may have been opposing debt restructuring even a few days ago, they have now accepted the process and in the next few weeks it will be implemented. Few in the markets believe that the level of loss adopted will be enough for Greece to be able to return to the financial markets even in a decade. But the simple fact of considering Greek debt as temporarily unpayable will lead to earmarking 16 billion euro as a reserve which in practice means that losses for the holders of that debt will be incurred even this year. If the scale of reduction were twice as high, the corresponding reserve would have to increase proportionally. With the next correction, which is likely to occur after a while, debt reduction will be spread out over time and be less painful for the banking sector. Spreading out the operation in stages also carries some risk especially in situations when the next steps have not yet been defined because this throws opens the door to speculation. It is important for the whole process to flow fast , smoothly and conclusively in those three countries because sooner or later the markets will be demanding the same for Portugal and Ireland.

After reducing the debt remains the more fundamental challenge of putting Greece on the path of economic growth. All the new Marshall plans sound solid and appealing but part of the package is the recovery of competitiveness and this depends above all on the Greeks themselves. They will have to liberalise their labour market, have far reaching privatisation of their public sector, have more efficient tax collection and agree on a gradual decrease of real wages. This part of the plan is particularly difficult especially for a population which considers that the crisis is not their fault at all. Certainly slogans such as "Marshall Plan" have a chance of tempering street anger at the rich countries of the north but it will not be enough. Greece must be helped but in a way which means the simultaneous implementation of reforms. It not this will be a country with hand held out to the European Union for decades. Because it's not true that everyone in Germany is rich and everyone in Greece is poor. The poorer members of the German population will be increasingly opposed to financing the countries of the south. The faster the problem of the european peripheral countries can be solved, the smaller the risk of disintegration of not just the eurozone but of the European Union itself. 

2011-07-26 16:19
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

Wbrew ostatnim reakcjom rynkowym bardzo daleko. Nawet mówienie o kłopotach włoskiej gospodarki dzisiaj, tak jakby ich wczoraj nie było, jest znaczną przesadą. W skrócie i trochę upraszczając, Grecja jest krajem, w którym dochód narodowy się kurczy, dług może przekroczyć w tym roku 160% PKB, z czego ponad 65% jest w posiadaniu inwestorów zagranicznych. Z kolei Włochy są prawie siedem razy większą gospodarką, która co prawda rośnie powoli, ale rośnie. A dług Włoch wynosi 120% PKB i wzrósł o nieco ponad 10% PKB w porównaniu do okresu przed kryzysem. Dla porównania dług Grecji w tym okresie wzrósł ze 110 w 2008 r. do 143 % PKB w 2010 r. Włosi zgromadzili oszczędności prywatne na poziomie 17% PKB podczas gdy Grecy niecałe 4% PKB. I na koniec, co najważniejsze, w okresie takiego napięcia na rynkach finansowych, z jakim mamy obecnie do czynienia, włoski dług jest w ok. 45% w posiadaniu inwestorów zagranicznych. Ten ostatni element w warunkach wysokiej niepewności rynkowej jest istotny dlatego, że inwestor zagraniczny ma znacznie większą skłonność do przerzucania swych inwestycji między krajami szukając optymalnej relacji zysku do bezpieczeństwa inwestycji. Inwestor z danego kraju nie szuka codziennie innych alternatywnych miejsc do zainwestowania swoich oszczędności i ma skłonność do trzymania papierów wartościowych suwerena, nie zważając na zmienne nastroje rynkowe.

Gospodarka Włoch jest gdzieś pomiędzy Grecją i Niemcami. O Grecji już wspomniałem, Niemcy natomiast po dekadzie stagnacji, ale i reform w latach 90-tych, dziś są lokomotywą strefy euro. W okresie, kiedy w krajach południa rosły płace, w Niemczech pozostawały na prawie niezmienionym poziomie. Relatywna poprawa konkurencyjności, wspólna waluta i fakt, że gospodarka niemiecka produkuje dobra z dużą wartością dodaną, które chce kupować cały świat, powoduje, że Niemcy są dzisiaj gospodarczą gwiazdą strefy euro. Włochy są mało konkurencyjne, ale wzrost mają, nie tworzą aż takiej wartości dodanej jak Niemcy, ale mają wiele towarów atrakcyjnych eksportowo. Jest to też bardzo zasobny w aktywa kraj, będą w stanie obsługiwać swe wielkie zadłużenie. 

Na rynkach finansowych panuje jednak stan wysokiego napięcia. Po tym jak pod koniec zeszłego tygodnia we Włoszech został przyjęty pakiet oszczędnościowy Włochy zeszły na chwilę z celownika. Ale wciąż nie ma pewności jak zostanie rozwiązany kryzys grecki, jakie straty ostatecznie poniosą inwestorzy prywatni. Opublikowane w piątek wieczorem stress testy też nie przyniosły odpowiedzi na zasadnicze pytanie – jak będzie wyglądał świat po restrukturyzacji greckiego długu, czy szerzej po restrukturyzacji długów trzech krajów peryferii. Do tego dochodzą problemy zadłużenia Stanów Zjednoczonych i ostrzeżenia agencji ratingowych o możliwości obniżki ratingu USA. W sumie więc niepewność na rynku jest bardzo wysoka, nie ma odpowiedzi na podstawowe pytania. Co więcej w takich warunkach tworzone są czarne scenariusze, miedzy innymi wariant wyjścia Grecji ze strefy euro, co jeszcze bardziej pogrążyłoby instytucje finansowe zaangażowane finansowo w ten kraj.

Mamy do czynienia z paniką i ucieczką kapitału do bezpiecznych miejsc. Na franku szwajcarskim widać to najwyraźniej, waluta ta bije kolejne rekordy. Trudno wskazać poziom do jakiego może dojść szwajcarska waluta. Poruszamy się obecnie po zupełnie nowych terytoriach. Najbliższym celem jest więc 1.10 CHF a jedno euro. A potem relacja 1:1. Aby tak się jednak stało musiałby nastąpić kolejny napływ złych wiadomości. Mało prawdopodobne, ale nie wykluczone, obserwując tempo w jakim przywódcy europejscy podejmują decyzje. Niemniej mamy obecnie do czynienia z paniką rynkową, i jak tylko odpowiednie decyzje zostaną podjęte i określone zostaną straty, nastąpi szybki powrót na bardziej normalne poziomy. A na razie nie pozostaje nic innego jak czujne oczekiwanie.

Największych zaburzeń spodziewam się w momencie, kiedy będzie przeprowadzany proces restrukturyzacji, bo dopiero wtedy naprawdę okaże się jakie są realne konsekwencje tego procesu. Tak więc niepewność jeszcze trochę potrwa.

* * *

How far from Italy to Greece?

Despite what recent market reaction would have one think, very far indeed. Even talking about Italy's economic problems today as if they had appeared out of the blue is to give in to hyperbole. Put simply and briefly, Greece is a country whose national income is shrinking, whose debt this year may exceed 160% of GDP with over 65% of that debt held by foreign investors. The Italian economy on the other hand is almost seven times bigger and while it is true that it is growing slowly, at least it is growing. Italian debt is at 120% of GDP - just over a 10% increase on the pre-crisis figure. Greek debt during this period grew from 110% in 2008 to 143% of GDP in 2010. In Italy private savings represented 17% of GDP and 4% in Greece. Finally and most importantly, with the current tension on the financial markets, 45% of Italian bonds are in the hands of foreign investors. This last point is very significant in times of high market uncertainty because the foreign investor is far more inclined to spread investments between countries and seek the best relation of profit to risk. National investors do not move their money around on a daily basis and tend to hold sovereign bonds, paying little heed to changing market mood.

The Italian economy can be placed somewhere between Greece and Germany. Germany has today become the driving force of the eurozone after a decade of stagnation and reforms during the nineties. At a time when wages rose in the southern countries, they were virtually frozen in Germany. The relative improvement in competitiveness, the common currency and the fact that the Germany economy produces goods with high added value which the whole world wants to buy have all meant that Germany today is the economic star of the eurozone. Italy is not very competitive but there is some growth, their goods do not have the added value of German products but they do make many attractive items for export. Italy is a country with many assets and will be capable of servicing its debt.

However the financial markets are still extremely tense. At the end of last week with the adoption of austerity measures Italy momentarily went off course. But there is still no certainty regarding the solution to the Greek crisis and what kind of losses private investors will have to bear. Neither have the stress tests which were published on Friday evening provided answers to the fundamental question - how will things be after the Greek debt is restructured, or to put it more broadly - after debt restructuring has taken place in three peripheral countries. Added to that is the United States debt issue and rating agency warnings about the possibility of a USA downgrade. All in all market uncertainty is very high and there are still important questions. Moreover these conditions breed the darkest doom scenarios such as Greece leaving the eurozone which would intensify the problems facing financial institutions holding Greek debt.

What we are witnessing is panic and flight to safe havens, swiss franc record highs being a perfect example of this. It's not possible to predict the levels the franc will attain. We are in uncharted territory. The next target is 1.10 CHF to the euro. Then parity. But for that to occur there would have to be a fresh wave of bad news. Unlikely but not entirely improbable given the speed at which european leaders are making decisions. Nevertheless we are still currently witnessing panic in the markets and as soon as appropriate decisions are taken and losses defined, there will be a quick return to more normal levels. But for the time being the only thing to do is to be vigilant and wait. 

I expect to see the biggest disturbances when restructuring gets under way because it will only be then that the real consequences of this process will be observed. So we will have to live with uncertainty for a little while longer.

 

2011-07-25 11:51
Polskie wpisy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
(COOKING THE BOOKS - THE EUROPEAN WAY)
It's hard not to write about Greece. The financial markets have heaved a sigh of relief, the swiss franc has returned to more acceptable levels and interest rates on bonds issued by peripheral countries in the eurozone have fallen. But everyone knows that last week was only the prelude, the Greek parliament having adopted the austerity measures which are supposed to cure the ailing Hellenic economy. What we don't know is how those reforms will be implemented or what will be the effect of tax increases or indeed if privatization will begin in earnest. There will be no clear cut answers to those questions over the next few months, although by August the dilemma of private investors who have got 6.6 billion euro of Greek debt to roll over must be resolved. The French idea of using a very complicated procedure to roll over a portion of the debt in a way that makes it look voluntary will probably not fly. If anything because other foreign banks don't want to call something voluntary when it's not. This is the line Deutsche Bank chief Joseph Ackermann took when addressing the matter last week. There is a feverish search going on for a mechanism which will enable rating agencies to avoid describing Greek bonds as unpayable. It's hard to name this anything but creative accounting, and creative accounting practised by european governments at that. Fortunately the rating agencies which are trying to rebuild their tarnished reputations lost during the financial crisis are sticking to a hard, market line. The most radical, Fitch, announced that "anything that looks like a default will be called a default. In the long run no bookkeeping sleight of hand will manage to conceal Greece's problems.
 
There are basically three interrelated problems. An oversized debt and a weak economy which offers no prospects of rapid growth. In the background looms the third problem: the political climate which has been dominated for years by populist socialism and membership of the eurozone was a cushion against what the markets thought. Savings which were made possible by the lowering of interest rates following the adoption of the common currency have been squandered. At the same time nominal wages rose faster than in any other country in the eurozone. So did debt . After the fall of Lehman Brothers, Poland was treated more harshly than Greece in the financial markets . At the peak of the crisis, the CDS rating of Polish debt was 400 bp, and 300 bp for Greek debt. Without justification it seems as between 2007-2009 Polish debt rose by six percentage points of GDP and over nineteen in Greece! Both countries experienced a massive drop in income but in Greece this was accompanied by an explosion in expenditure which was not the case for Poland in 2009. Greek politicians obviously misjudged the situation,failing to seize pre-crisis opportunities and applying an irresponsible fiscal policy during the crisis. The problem of Greek politics continues to be a major stumbling block. During the last vote in the Greek parliament, the 155 to 136 result showed opposition strength. The Greek street protests have come about because the people are convinced that the current situation is not their fault. For years they were fed populist rhetoric by politicians and they saw that things worked so it has been difficult to believe from one day to the next that a significant part of the growth of the last decade was built on flimsy foundations or living on credit, to put it mildly. The average Greek does not understand complicated financial concepts only that he is suddenly losing the privileges he has the impression he worked for. It's difficult to accept that something that lasted over ten years was in part an illusion. Especially if politicians who are currently in the opposition today are suggesting with their voting and their rhetoric that things could be different. Different or better. At the moment there is not even a chink of light at the end of the tunnel and there is no single sign to say that it will get better.
2011-07-15 11:11
Polskie wpisy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Emisję akcji JSW nie można nie uznać za udaną. Wciąż zbyt dużą uwagę przypisuje się do ceny jaką walory nowonotowanej spółki uzyskują na pierwszym notowaniu i nawet kilku kolejnych dniach. Ważne, że cena akcji istotnie nie spadła, a jak wiadomo perspektyw spółki będą ściśle związane z dynamiką rynków surowców przemysłowych na świecie. Ostatnie lata to istne eldorado surowcowe i jak na razie nie widać zbyt wielu argumentów aby oczekiwać znacznych korekt na tym rynku. Inna kwestia to czy przy relatywnie wysokich cenach można oczekiwać dalszego ich wzrostu. Fundamentalnie na to patrząc, pomimo rosnącego popytu na surowce, przede wszystkim z Chin i Indii, obecne ceny sprzyjają substytucji wielu podstawowych surowców. Im dłużej utrzymują się na stałym poziomie, czy też mają tendencję rosnącą, tym większe prawdopodobieństwo zastępowalności, które w średnim okresie cenę obniży. To nie oznacza wcale, że przejściowo nie zobaczymy znacznie wyższych od dzisiejszych cen surowców. Choćby z powodu niepewności w krajach arabskich, w szczególności największych producentów ropy w tym regionie.

Debiut JSW i wycena spółki, jak i entuzjazm, zakłócony obniżką ratingu Portugalii, jak w soczewce przypomniały o znanej prawdzie, że w Polsce, paradoksalnie, wciąż króluje węgiel. Nawet więcej, dzisiaj węgiel króluje tak jak nie królował od lat. Jeszcze niedawno Bank Światowy szacował, że optymalna struktura energetyczna Polski w roku 2020, polegająca na częściowym zastąpieniu energii z węgla energią atomową, miała spowodować, że w roku 2020 węgiel stanowiłby jedynie 68 % produkcji krajowej energii (dzisiaj jest to ponad 90%), podczas gdy z energii atomowej pochodzić miało 10%. Ewentualne niedobory energetyczne miały być neutralizowane poprzez import energii, w szczególności z Niemiec. Wiele się ostatnio zmieniło. Po wypadku w Fukushimie, rząd niemiecki podjął decyzję o natychmiastowym zamknięciu siedmiu najstarszych elektrowni jądrowych a do 2022 roku kolejnych dziesięciu. W efekcie Niemcy utracą 23% produkowanej w kraju energii. W efekcie Niemcy stały się i będą w najbliższych latach importerem energii netto. Co prawda w Niemczech buduje się nowe moce energetyczne bazujące na odnawialnych źródłach energii, ale w perspektywie do roku 2020 Niemcy nie będą w stanie zneutralizować efektu zamknięcia elektrowni atomowych. W efekcie zarówno Polska jak i Niemcy będą musiały opierać swą strategię energetyczną na imporcie netto energii.

W Polsce planowano wybudowanie dwóch elektrowni atomowych do roku 2020. Ale budowa elektrowni po Fukushimie będzie znacznie droższa niż przed Fukushimą. Nie wspominając o aspekcie politycznym, w wielu krajach, podobnie jak w Niemczech, może nastąpić zmiana podejścia społeczeństw do energii atomowej. Obiektywnie rzecz biorąc mało prawdopodobne wydaje się dziś aby Polska zdołała do roku 2020 wybudować planowaną podaż energii atomowej, nie wspominając o niezbędnej infrastrukturze.

Nie wspominam o gazie łupkowym bo wciąż pozyskiwanie energii z tego źródła jest na papierze. Niemniej suma tych wydarzeń, a w szczególności efekt Fukushimy, i zamknięcie energetyki jądrowej w Niemczech, wymaga zupełnie nowego podejście w Europie do zagadnień energetycznych. Również w polskiej retoryce powinny zmienić się akcenty. To, że Polska jest przeciwna dalszym drastycznym ograniczeniom emisji CO2 nie wynika przecież z naszego widzi mi się ale z obiektywnych uwarunkowań, które stały się jeszcze większym wyzwaniem po Fukushimie. Z jednej strony nie ma co się podniecać polskim węglem i tym, że dzisiaj jest zyskowny, z drugiej zaś przyszedł, lub zaraz przyjdzie, czas na przedefiniowanie celów strategii unijnej w zakresie energetyki niskoemisyjnej. W taki sposób aby uwzględnić zarówno w całej Unii jak i w Polsce nowe realia. A na razie możemy się cieszyć z tego, że mamy kolejną spółkę surowcową na parkiecie.

2011-07-15 11:02
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

 

Trudno nie pisać o Grecji. Rynek finansowy odetchnął, frank szwajcarski wrócił na bardziej akceptowalne poziomy, spadły rentowności obligacji krajów peryferyjnych strefy euro. Ale przecież powszechnie wiadomo, że w zeszłym tygodniu miało miejsce wyłącznie preludium, parlament grecki przejął kolejny pakiet reform, który ma uzdrowić grecką gospodarkę. Nie wiadomo jednak jak będzie wyglądała realizacja pakietu reform, jakie będą efekty podwyżek podatków, czy uda się w końcu poważnie ruszyć z prywatyzacją. Na te pytania przez najbliższych kilka miesięcy nie będzie jednoznacznej odpowiedzi. Natomiast już w sierpniu musi się znaleźć odpowiedź na pytanie co mają zrobić prywatni inwestorzy, którzy mają do zrolowania ponad 6.6 mld euro greckiego długu. Francuski pomysł aby poprzez skomplikowany mechanizm zrolować, niby dobrowolnie, część długu prawdopodobnie nie wypali. Choćby dlatego, że inne banki międzynarodowe nie chcą nazywać czegoś do czego zmuszani dobrowolnością. W takim tonie m.in. wypowiedział się w zeszłym tygodniu szef Deutsche Banku Joseph Ackermann. Teraz naprędce trwa poszukiwanie mechanizmu, który dałby możliwość uniknięcia określenia przez agencje ratingowe greckich obligacji jako niewypłacalnych. Trudno nazwać inaczej tego typu poszukiwania niż kreatywną księgowością.  I to kreatywną księgowością realizowaną przez rządy europejskie … Na szczęście agencje ratingowe, które szukają sposobów odbudowania swej reputacji utraconej w okresie kryzysu finansowego, utrzymują twardą, rynkową linię. Najbardziej jednoznaczne było zdanie agencji Fitch, która zadeklarowała, że „wszystko co będzie wyglądało jak „default” będzie nazwane „defaultem”. W długim okresie, żadne sztuczki księgowe nie będą w stanie ukryć problemów Grecji!
Problemy w sumie trzy i ze sobą powiązane: zbyt wysokie zadłużenie i słabość gospodarki greckiej które na obecnym etapie nie daje perspektyw na szybkie tempo wzrostu. W tle jest trzeci problem  a jest nim polityka. Przez lata w Grecji dominował populizm socjalistyczny, a członkostwo w strefie euro uodparniało ten kraj na realną ocenę rynkową. Oszczędności które powstały w wyniku obniżenia stóp procentowych po przyjęciu wspólnej waluty zostały przejedzone. W tym czasie płace nominalnie rosły najszybciej w całym obszarze wspólnej waluty. Jednocześnie cały czas rosło zadłużenie. W okresie kryzysu po upadku Lehman Brothers to Polska została gorzej potraktowana przez rynki finansowe niż Grecja. W szczytowym okresie kryzysu wycena CDS dla polskiego długu wyniosła 400 pb, podczas gdy mniej więcej w tym samym okresie wycena CDS greckiego długu wynosiła 300 pb. Niesłusznie jak się okazało, w latach 2007-2009 roku polski dług wzrósł o 6 punktów procentowych PKB, a grecki o ponad 19 pp! W sumie w obu krajach nastąpił głęboki spadek dochodów, ale w Grecji jednocześnie eksplodowały wydatki, czego nie można powiedzieć o Polsce w roku 2009.  To ewidentne błędy polityczne Greków, zarówno niewykorzystania szans przed kryzysem jak i nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej w trakcie kryzysu. Problem greckiej polityki wydaje się być nadal zasadniczy. Ostatnie głosowanie w parlamencie 155 do 136 pokazało siłę opozycji. Protesty na greckich ulicach wynikają z przekonania Greków, że to nie oni są winni obecnej sytuacji. Jeśli bowiem przez lata karmieni byli populistycznym przekazem polityków i system działał, to trudno z dnia na dzień uwierzyć, że znaczna część rozwoju ostatnich 10 lat oparta była na swego rodzaju oszustwie, czy też nazywając to łagodniej na życiu na kredyt. Przeciętny Grek nie rozumie skomplikowanych zależności wynikających z porównań dynamik jednostkowych kosztów pracy czy też deficytów na rachunku obrotów bieżących. Nagle odbiera mu się przywileje, na które miał wrażenie, że zapracował. Trudno nam uwierzyć, że coś co trwało ponad 10 lat było w części ułudą. Szczególnie jeśli politycy, dziś akurat opozycyjni poprzez swe głosowania i retorykę sugerują, że może być inaczej. Inaczej czyli lepiej. Na razie nie ma żadnego światełka w tunelu i nic nie wskazuje, że będzie lepiej.
 
2011-07-05 07:17
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

 

We should not have overly ambitious expectations regarding the possibility of influencing the fate of the European Union during the Polish presidency which should be likened more to controlling the flow of traffic than to creating a new highway code. All the same Poland will be very capable of directing proceedings in certain areas. Regarding the economy, it will be important to focus on issues which will benefit the entire Union, including Poland. Of crucial importance is the services directive which the Union has been struggling to implement effectively for years. When the question of new sources of growth arises, the Polish response should be that support for the free movement of services across the entire Union will stimulate growth. It's high time that this idea got firm backing.
 
During the Polish presidency Greece and the other peripheral countries will continue to be high on the agenda. As Poland is not in the eurozone it will not participate in much of the decision making but it could still block solutions which would reinforce the unfortunate notion of a two speed europe.   We must guard against eurobonds - an idea hotly touted in certain european capitals and which has "two speed europe" stamped all over it. 
 
And finally Poland should concentrate on the future development of the Union and oppose all protectionism and actions attacking integration. We should certainly be able to do a great deal in those areas
2011-07-04 22:13
English notes Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 

Today the Greek Parliament is to adopt the the austerity measures which are a condition of the EU and IMF rescue package. All points to the measures being adopted so that the even worse alternative may be avoided. Financial markets will experience short lived relief but the devil lies in the implementation and surely few believe that once it is rescued Greece will be able to pay off its debt.   This is simply too big for a country where growth is stymied.   Even if the economy grows, the pace will be too slow to rapidly generate a primary surplus in the budget.    Two weeks' ago I wrote that there is a growing risk of a market default. Last week Fitch and S&P announced that any form of "voluntary" debt rollover would be seen as forced and formally recognised as insolvency. How can it be otherwise. One cannot talk of voluntary buying back of bonds when investors have a gun to their heads. European politicians will no doubt come up with various alternatives to avoid this but in the long run the market will wise up. The risk of an out of control default has increased over the last few weeks rather than diminished. It may seem that the Greek rescue package will solve the problem for the next few years but we all know that Greece will not be able to turn to the capital markets for financing for the next ten or twenty years. European politicians are pinning their hopes on 2013 with the start up of the mechanism allowing debt restructuring within the framework of the European Financial Stability Facility with the participation of private investors. The market however has no intention of waiting until 2013. Because even if the EU and the IMF approve the rescue package and the Greek Parliament approves the austerity measures, this does not mean that the problem has been solved. Firstly because there is the risk that Greek bonds will be considered as un-payable by one of the ratings agencies, something which looks very likely following the latest announcements by Fitch and S&P. Secondly there is a high probability that the Greek government will fail to properly apply the austerity measures which has happened in the past. Thirdly, the markets have been shocked by the Greek opposition response to the austerity measures which is very different from what happened in Portugal or Ireland. It would very much suit the opposition if a large portion of the debt could be cancelled, making Greece much less dependent on the EU and the IMF.   The current government would have to deal with the problem of dispelling the confusion caused by declaring insolvency.   Debt reduction is the least preferred option for France which would have the most to lose as French banks have most exposure to Greek debt.   This in part explains French determination to have Madame Lagarde at the helm of the IMF. 
 
Today efforts should be concentrated on how to restructure Greek debt in a controlled manner at the least cost to Europe. Vice president of the National Bank of Poland Andrzej Raczko has asked how Greece will be able to borrow in the markets after debt restructuring. It seems that one condition would have to be a reduction in Greek debt of over fifty percent. The point is that even taking into account its uncompetitive economy, Greece should still be able to service its debt. This is why the scale of debt reduction should be closer to seventy percent so that the debt expressed in relation to GDP is around fifty percent. At the same time that the debt is reduced, it will also be necessary to delay maturity on bonds. And Greece will certainly need an open credit line from the IMF right up until 2013 which is when the EU version becomes available. The faster Greece can get on its feet and minimise its dependence on other european countries the better. Then all will depend on the determination of Greek politicians to straighten out the country's problems and make The Hellenic Rebublic competitive. The markets will be watching closely.
2011-07-04 22:12
English notes Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 Together with Paweł Swieboda

We will not escape the consequences of the eurozone crisis during the Polish presidency. It may overshadow other issues because the main players will be busy putting out financial fires or attempting to limit the damage.
 
The last few days have seen a return of the risk of uncontrolled Greek bankruptcy and contagion spreading to other southern countries including Spain. The enhanced rescue package will have to be approved by the end of June or Greece will shut down and not be able to pay salaries or pensions which in turn could lead to explosive social unrest.
 
Greece's problems are not due to lack of capital, rather that it has record debt levels, an uncompetitive economy which does not bode well for debt holders. The next tranche of aid will therefore not solve any of Greece's structural problems in the long term. There are certain politicians who are becoming more and more vocal in calling for a restructuring thus boldly slicing through the gordian knot.
 
The Greek issue concerns us closely. It is difficult to imagine how Commissioner Janusz Lewandowski will be able to ignore the consequences of the Eurozone Crisis when he presents the draft multiannual EU budget at the end of June. At the same time other commissioners - especially those from net contributing countries - are pointing out that the problems of so called peripheral countries are overshadowing the challenge of smoothing out differences between old and new Europe.
 
The EU is founded on the principle of solidarity. An expression of this solidarity was the enlargement of the European Community to include less wealthy countries and the twelve countries of Central and Eastern Europe in 2004 and 2007. The economic challenge was to bring the countries of the former soviet block into line with the founding member states.     Aside from the basic instrument of the single market with its free movement of goods, people and capital, the primary way to achieve convergence was and still is political cohesion. Some called it the second Marshall Plan the aim of which was to put in motion growth promoting mechanisms in the poorer countries. This policy was applied for years but only worked in times of prosperity when rapid growth evened out fiscal problems.
 
The financial crisis has changed the economic face of Europe. We increasingly frequently hear about the divide between the conservative and developing north and the spendthrift south which has no prospects of growth rather than about the divide between the rich west and the poor east. Yet financial connections have continued on the basis of the old model. The extent of exposure to bonds issued by the so called PIIGs is out of proportion to the degree to which the northern countries are invested in central and eastern europe. This influences the definition and understanding of the concept of solidarity in Europe. The rich countries must grapple with excessive deficits and public debt coupled with puny economic growth. They have also got to shell out bigger and bigger loans to the PIIGS. In a situation where the key risk factor is a structural threat to the sound functioning of the eurozone, the fear that political cohesion will assume secondary importance looms ever larger.
 
Operating two models of solidarity, the traditional and the new while bailing out countries on the verge of bankruptcy is becoming problematic. Germany contributes an exemplary 20billion euro plus into the EU budget. Around 22billion euro represents their entire contribution to the European Stability Mechanism (ESM) which   has been set up to rescue endangered countries from 2013 onwards .If other countries running into difficulties - Spain or Italy for example - it is impossible to estimate the true costs which will have to be borne by countries financing the ESM. If Spain had to be propped up on the same scale as Greece or Ireland, this would mean an annual requirement of 120 billion euro. This would exceed the annual commitments to Greece, Ireland and Portugal combined. This issue has not yet been verbalised in the run up to the EU multiannual budget negotiations but very likely it will be. 
 
Problems in financing the EU budget will be reflected on the expenditure side of the balance sheet when member states intensify activity aimed at maximising a return on capital paid into the EU coffers.   In Brussels there is talk of a new infrastructure fund available to all member states, and in the discussions on potential growth, the idea of an investment program concentrating on green technology and innovation has been mooted. The European Parliament's Regional Development Committee has floated a proposal to create a category of region having a GDP of between 75 and 90 percent of the EU average. Until now if a region reaches the 75 % GDP threshold, it is no longer eligible. Countries in the economic middle (many being involved in the southern crisis) will be wanting a bigger slice of the financial pie arguing that they need it to get back on the path of growth. The problem is that the contributing member states have stipulated that the pie can only grow in line with inflation. Simple computation clearly shows that there will not be enough to go around.
 
The new solidarity must not deny the old. The current eurozone problems must be solved by indebted countries regaining their competitiveness with soft restructuring applying to those most burdened by debt. This will inevitably be a costly process but should not overshadow the project of seeking new sources of growthToday the emerging economies of Central and Eastern Europe are contributing to EU growth. They have achieved high growth rates thanks to improved infrastructure, funding by foreign direct investment (FDI) as well as by learning from the mistakes of countries which are further along. It's in the interests of the Union to support this process in particular in those countries with lower growth rates. Paradoxically, the poorer countries of Central and Eastern Europe conducted a more cautious fiscal policy than in the peripheral countries of the eurozone and they introduced far reaching reforms to improve their fiscal health.
 
The main lever for growth in the EU is increased productivity. Yet in countries catching up with the main pack, increased productivity was the result of restructuring and changes to the employment model, while in the developed countries it was a result of innovation. In the poorest countries delays in renewing infrastructure are still hampering growth potential. 
 
In this whole argument Poland should strive to get across the importance of conducting a strong cohesion policy across the EU as a whole and indicate how increased public investment in cohesion countries will boost economic growth. Poland needs to demonstrate the impact of building transport infrastructure and power lines to ensure an efficiently run single market and also combining cohesion policy with modernazing European economy, reforming labor market, promoting innovations and R&D.
 
In other words Poland must ensure that the focus is on the promotion of development . This is why the biggest potential for making savings in the EU budget is offered by the CAP as regards both future sources of growth and the modernisation of Poland's economy. We should champion a conservative budgetary approach and support Germany in the issue of solving the Greek crisis which means involving private investors.
 
Europe is changing as a result of the crisis. The wealthier countries are witnessing the rise of radical parties like "Real Finns" or the Dutch Freedom Party (PVV) and a new form of solidarity is replacing the old. A key feature of this is the bailing out of failing member states in order to save one's own financial institutions.
 
It's time to break the vicious circle of disguised loans bearing euphemistic labels and deal with growth in the EU as a whole. The economic history of the world shows that protectionism and putting out financial fires only leads to even bigger crises.
2011-07-04 22:08
English notes Greece, cohesion, solidarity Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 

Nie należy mieć zbyt dalekich oczekiwań co do możliwości wpływania na losy Unii Europejskiej w okresie prezydencji. Prezydencja bowiem to coś w rodzaju sterowania ruchem ulicznym a nie tworzeniem zasad poruszania się na drodze. Niemniej Polska może w niektórych sprawach sprawniej tym ruchem posterować. Ważne jest aby w sprawach gospodarczych skupić się na kwestiach korzystanych dla całej Unii, w tym również dla Polski. Taką kwestią jest przede wszystkim dyrektywa usługowa, z której skutecznym wdrożeniem Unia zmaga się od lat. Teraz kiedy padają pytania o nowe źródła wzrostu polską odpowiedzią na to powinno być wspieranie wolnego dostępu do usług na terenie całej Unii. Czas aby ktoś kwestię tę mocno promował.
W okresie polskiej prezydencji wciąż głównym tematem będzie kwestia Grecji i pozostałych krajów peryferyjnych. Polska nie będą członkiem strefy euro nie będzie uczestniczyć w wiekszości podejmowanych decyzji, niemniej może i powinna zapobiegać takim rozwiązaniom które powodują jeszcze głębszy podział na Europę dwóch prędkości. Jednym z postulatów przed którymi powinniśmy bronić Unię Europejską jest pomysł euroobliogacji mocno promowany w niektórych stolicach europejskich, który przypieczętowałby podział Europy na  kontynent dwóch prędkości.
I na koniec Polska powinna skupiać się na przyszłości rozwoju Unii i sprzeciwiać się wszelkim działaniom dezintegracyjnym i protekcjonistycznym. W tym zakresie naprawdę możemy bardzo Unii pomóc.
2011-07-03 16:11
Polskie wpisy polska prezydencja Komentarze (4)