29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

The EU summit has been generally deemed a flop.  And indeed,  a two day event with  27 european leaders who then go home empty handed cannot be considered a success.  Such meetings should be so prepared as to ensure that  agreement is reached.   At the same time we cannot ignore Europe's plight.  Not only is the continent in recession, but more than ever before, the differences regarding the scale and direction of further integration is splitting the EU into distinct camps.  

 

The UK is now exceptionally euro sceptic and a summit which could have shown an isolated David Cameron,  merely served to fuel euroscepticism.   At least the UK did not use their veto and the feeling that it was the only the fault of the UK that an agreement was not reached was avoided.

 

The summit also managed to significantly bridge the gap between those in favour of austerity and those in favour of increasing the budget.  From the perspective of the net payers, the 30 billion euro haggled over concerns the principle more than the substance as this expenditure will be spread out over the next seven years.   In other words four billion euro a year borne by all payers.  These are nominal sums, although for Poland these are much more significant than for the net payers because of the differences in nominal GDP.  As the cost of living in Poland is now at 64% of the EU average, that figure takes into account the lower cost of living.   Nominal comparisons are considerably less advantageous for Poland - our income expressed in euros is on average three times lower than in Western Europe.   Hence the big difference lies in what those figures mean to us.  For the richer countries it's a nominal figure, for us it's not.  The whole fight over the budget in Europe no longer concerns just money but shows that during times of crisis, austerity should be applied across the board.  It is difficult to convince Dutch or German voters that when Europe is in recession, more money should be spent on cohesion programmes in central and eastern Europe or on rich farmers in France.  Member states contribute around 1% of GDP to the EU budget.  which means that growth or decline in previous spending levels has little impact on most countries.    That is why Europe has  split into the pro-austerity North and the pro-spending South.  This time Poland has ranked with the South.  In the long run this will not serve us in other areas such as budgetary discipline, competition or deregulation of services - areas where we should unequivocally be supporting the North.  It is all the more important from the perspective of Poland's position in the Union in ten years' time.

 

Our unflagging pro-european stance and associated member status would be a factor which could considerably improve our position in Europe and in the immediate future would mean an improvement in our negotiating position.  Over the next months one of the elements of our negotiating strategy should be this very aspect.  For this places Poland not only in the position of a country needing these funds for its development but above all in the position of a country which will soon be an important partner.  We would do well to remember this.

 

It is unlikely that during the next summit the parties will not reach an agreement.  Now they are casting around for a compromise worded in a way which will allow the majority of participants to return home crying victory.  The main players at the summit clearly considered that this will be easier to achieve by spreading out the whole discussion over two phases)  The task at hand is to adequately prepare the next phase.

 

2012-12-21 14:51
English notes Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

  

W ciągu niespełna kilku tygodni nastąpiło niesamowite przyspieszenie w kwestii naszego przyszłego członkostwa w strefie euro. Jeszcze na koniec września ministerstwo finansów w sprawozdaniu o działalności pełnomocnika rządu ds. euro poinformowało, że rząd wstrzymał prace nad Narodowym Planem Wprowadzenia Euro. Ale już w momencie ogłoszenia tego dokumentu pełnomocnik musiał się ostro tłumaczyć, że żadnych prac nie zawiesza. Najbardziej znamienne jednak były słowa premiera, który powiedział jednoznacznie, że poza strefą euro czeka nas członkostwo w UE drugiej kategorii. Niestety jest to prawda, tyle że czasu trochę musi upłynąć aż dotrze ona do szerszej opinii publicznej, a jeszcze więcej do opozycji. Dziś bowiem trudno sobie wciąż wyobrazić jak wyglądać będzie wspólnota pod koniec tej dekady. Tyle, że jeśli tej wyobraźni nie uruchomimy teraz to będzie nam znacznie trudniej wejść do tego kręgu, nie wspominając już o tym, że na znacznie bardziej wyśrubowanych warunkach. Teraz kiedy tworzy się nowy ład gospodarczo instytucjonalny w Europie mamy szanse albo go kształtować lub też stać obok jak Czesi czy Brytyjczycy. Na staniu obok historycznie najlepiej nam nie wychodziło.

 

Przeciwnicy, oprócz utraty suwerenności i tym podobnych wielkich słów, wskazywać będą również argument ważki ekonomicznie, a mianowicie utratę elastycznego kursu jako sposobu na najbardziej skuteczny mechanizm zachowania konkurencyjności gospodarki. Tyle, że osłabienie kursu poprawia konkurencyjność ale nie likwiduje przyczyn z powodu których została ona utracona. Innymi słowy osłabienie kursu zmniejsza presję na reformy strukturalne, zarówno w całej gospodarce na poziomie makro, jak i w poszczególnych przedsiębiorstwach na poziomie mikro. A taki proces wewnętrznej restrukturyzacji - który właśnie teraz przebiega w Europie Południowej - jest kluczowy, choć bolesny. Trwa dłużej, ale skutkuje poprawą pozycji konkurencyjnej na trwałe. Tak się stało z Niemcami w poprzedniej dekadzie, tak też dzieje się teraz w Hiszpanii czy Portugalii. Kraje te powoli zwiększają swój eksport i niwelują deficyt na rachunku bieżącym, maleją im z roku na rok relatywnie koszty pracy. Za kilka lat, przy odpowiedniej konsekwencji, będą mogły podążyć drogą Niemiec. Euro wcale nie ogranicza możliwości bycia konkurencyjnym – wymaga jednak więcej wysiłku, ale skutki są bardziej długofalowe. Nie ma więc zagrożenia, że Polska nie będzie miała żadnych mechanizmów dostosowawczych. Oczywiście w okresie spowolnienia nie będziemy mogli korzystać ze słabego złotego, ale też premia za ryzyko będzie znacznie niższa co sprzyjać będzie z kolei inwestycjom. A to one tworzą potencjał gospodarki w długim okresie.  A  nie elastyczny kurs walutowy.

 

2012-12-20 11:15
Polskie wpisy Komentarze (4)
 Oceń wpis
   

 

W zeszłym tygodniu komisarz UE Janusz Lewandowski jednoznacznie określił termin kiedy w Polsce powinny zapaść kierunkowe decyzje dotyczące członkostwa w strefie euro. Ten termin to wiosna 2013, czyli bardzo niedługo. Data wręcz zaskakująca, wielu bowiem uznało, że kwestię dyskusji o naszym członkostwie w tym klubie można śmiało odłożyć na dobre kilka lat.  W ostatnich kilku miesiącach dużo się jednak w Europie zmieniło, mało kto jednak w Polsce te zmiany dostrzegł. A zmiany te są zasadnicze i wymagają przyspieszenia przede wszystkim myślenia w tej sprawie, jak również decyzji. Zanim o konkluzjach, dwa słowa jeszcze o tym co się stało.

 

Od momentu kiedy szef EBC ogłosił możliwość nieograniczonego skupu obligacji zagrożonych państw rynek finansowy, ale przede wszystkim świat polityki, uznał, że przyszłość Europy została opanowana. Kraje siedemnastki ustaliły też, że będą robić wszystko aby Grecja pozostała w strefie euro, a tym samym przyszłość strefy euro nie była podważana. Jednocześnie uruchomiony został proces dalszej głębokiej integracji w ramach siedemnastki, najpierw pojawiły się same pomysły a potem oficjalne propozycje wydzielonego budżetu strefy euro, nowego parlamentu dla tego nowego ciała, nie wspominając o wcześniejszych propozycjach paktu fiskalnego i unii bankowej. O ile cały proces uzgadniania konkretnych kształtów tych propozycji zajmie jeszcze trochę czasu, to jednak kierunek jest jednoznaczny a determinacja dość wysoka. Wzmacniają ją jeszcze eurosceptyczne głosy dochodzące z  Wielkiej Brytanii, sygnalizujące tym samym potrzebę ściślejszej koordynacji w ramach klubu w którym łatwiej jest się dogadać. A czasu nie ma zbyt wiele – Europa bowiem oprócz reform strukturalnych które są jej niezbędne do odzyskania konkurencyjności musi tak ukształtować swą nową architekturę aby wyjść z kryzysu wzmocniona a nie osłabiona. Stąd pomysły na ściślejszą koordynację polityki fiskalnej, unię bankową a na końcu prawdopodobnie wspólne emisje euroobligacji. To będzie już zupełnie inna strefa euro, niż ta sprzed dekady. Tym samym argumenty za członkostwem w strefie wspólnej waluty mają już nie tylko wymiar ekonomiczny ale również polityczny. I te polityczne argumenty są zupełnie nowe i w innym świetle stawiają całą dyskusję europejską i nasze członkostwo w tym elitarnym klubie.

 

Zacznę od przypomnienia podstawowych argumentów ekonomicznych. Przede wszystkim obszar wspólnej waluty to wyeliminowanie zmienności kursu walutowego, poważnej bolączki polskich przedsiębiorców, którzy całe ryzyko kursowe są zmuszeni brać na siebie. Po drugie znacznie mniejsze ryzyko inwestycyjne i większa atrakcyjność Polski jako kraju dla inwestycji bezpośrednich. Podobnie jak w przypadku Słowacji mielibyśmy do czynienia z poprawą ratingu kraju i znacznie większym zaangażowaniem inwestorów zarówno bezpośrednich jak i portfelowych.  Można zapewne oczekiwać również spadku oprocentowania papierów i marż ale skala tego spadku będzie znacznie mniejsza niż w okresie sprzed kryzysu kiedy wszystkie rentowności obligacji krajów strefy euro skonwergowały do poziomu obligacji niemieckich. Tym razem jednak rynek już nie popełni tego błędu nauczony przykładem Grecji, niemniej jednak wciąż można liczyć na premię związaną z mniejszym ryzykiem niewypłacalności niż w przypadku pozostawania poza strefą euro. 

 

Do tego dochodzą argumenty polityczno-gospodarcze takie jak wspólny budżet w ramach strefy euro, który będzie rósł kosztem budżetu unijnego. Ale również argumenty bezpieczeństwa energetycznego i wspólnej unii bankowej, która i tak i tak Polski będzie dotyczyć, poprzez mechanizm nadzoru nad bankami które są dla naszych instytucjonalnie matkami. No i na koniec pakt fiskalny - czyli wspólna odpowiedzialność budżetowa wraz z instytucją euroobligacji. Euroobligacje byłyby dla nas wyjątkowo niekorzystne gdybyśmy pozostawali poza strefą euro, ale już w ramach strefy euro ich postrzeganie przez biedniejszy kraj byłoby zupełnie inne. Przeciwnicy będą zapewne podnosić argument utraty suwerenności – warto tylko przypomnieć, że w przypadku problemów z płynnością Polska musi prosić o pomoc MFW, tracąc taką samą ilość suwerenności jak w przypadku wejścia do paktu fiskalnego.  Mamy jeszcze kilka miesięcy na dokładniejszą analizę, ale decyzje kierunkowe trzeba będzie podejmować szybciej niż dotychczas sądzono.

 

 

2012-12-11 07:32
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

W ostatniej projekcji inflacyjnej NBP dynamika wzrostu gospodarczego w Polsce spowalnia pod koniec 2012 roku do ok 1.5 proc i utrzymuje się mniej więcej na takim poziomie przez całe pierwsze półrocze 2013 roku. Po czym następuje powolny powrót do dynamiki ok. 2 proc pod koniec 2013.  Ostatnie dane nt. PKB za trzeci kwartał są zbieżne z tym scenariuszem. Co prawda, dokładniejsza analiza składowych pokazuje, że również NBP nie spodziewał się, że przyrost konsumpcji indywidualnej może być prawie zerowy. Nie ma jednak co wpadać w przesadny pesymizm, z grubsza trend nie powinien być dla większości zaskoczeniem, pytanie na ile spadająca w przyszłości inflacja ma szansę wesprzeć konsumpcję prywatną Polaków. W tym samym bowiem raporcie znajduje się również prognoza inflacyjna na najbliższe dwa lata. Inflacja jest znacznie trudniejsza do prognozowania, bo oprócz tempa wzrostu, jego składkowych i skali odchylenia od potencjału gospodarki, przy szacowaniu przyszłej inflacji trzeba wziąć pod uwagę takie czynniki jak: ceny surowców, kurs walutowy, tendencje rynku pracy, zmiany cen regulowanych. Szczególnie te dwie pierwsze kategorie są trudne do przewidzenia. Stąd znacznie słabsza waga prognostyczna projekcji inflacji w porównaniu z prognozą PKB.

 

Co do warunków wewnętrznych, kolejny kwartał z ujemnym popytem wewnętrznym, brakiem jakiejkolwiek presji płacowej, z rosnącą luką popytową - to wszystko bardzo mocne argumenty za kontynuacją obniżek stóp. Byłoby wręcz fantastycznie gdyby inflacja w 2013 roku spadła do 2.5 procent a w kolejnym roku w okolice 1 procenta, tak jak prognozuje NBP. Zminimalizowany zostałby negatywny wpływ inflacji na poziom realnych dochodów ludności i zwiększyłaby się znacznie przestrzeń do obniżek stóp. Tyle, że taka prognoza w znacznej mierze bazuje na założeniu, że wszelkie pozostałe warunki pozostaną niezmienione. A wystarczy wybuch wojny z Iranem i ceny ropy wylecą w powietrze, podobnie jak kurs walutowy. Dlatego też - pomimo słabnącej gospodarki - byłbym dalece zaskoczony gdyby RPP była skłonna obniżać stopy procentowe po 50 pb na posiedzeniu. Spodziewać się raczej należy krótkiej serii obniżek stóp do poziomu 4 procent lub lekko poniżej. I odczekanie. Bo to nie jest tak, że Polska gospodarka jest tak słaba i nie ma perspektyw wzrostu. Po części brak wzrostu gospodarczego bierze się z ostrożności przedsiębiorców niechętnych inwestować w tak niepewnym okresie, szczególnie co do perspektyw gospodarczych w strefie euro. Nie należy się więc spodziewać, że nieco tańszy kredyt zachęci do inwestowania. Banki też są znacznie bardziej ostrożne i jak widać po oferowanym oprocentowaniu depozytów zbierają pieniądze z rynku aby poprawić relacje kredytów do depozytów. W takiej sytuacji dalsze obniżki stóp, choć uzasadnione, raczej znacznej ulgi gospodarce nie przyniosą.

 

2012-12-05 09:07
Polskie wpisy Komentarze (1)