29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 

Pojawił się projekt aby nasze składki emerytalne odkładane przez lata w otwartych funduszach emerytalnych w momencie przejścia na emeryturę były przekazywane do ZUS. Byłby on wtedy jedynym dostarczycielem emerytury, zarówno tej z pierwszego jak i z drugiego filaru. Rozwiązanie takie na pierwszy rzut oka wydaje się najprostsze i najmniej kontrowersyjne. Zanim jednak przejdziemy do oceny tej propozycji zastanówmy się o co w tym wszystkim chodzi.
 
Gdyby to była zupełnie prywatna i niezależna od państwa emerytura, za zgromadzone przez okres całego życia pieniądze przyszły emeryt wykupiłby sobie dożywotnie świadczenie emerytalne, w jednej z wielu instytucji finansowych. Przyszły świadczeniodawca zapewne różnicowałby wysokość emerytury w zależności od płci przyszłego emeryta a być może jeszcze od innych czynników. Zauważmy, że im kto zdrowszy tym niższą powinien dostać emeryturę, gdyż statycznie wyższa przed nim liczba lat do przeżycia. Tego typu dyskryminacje zwykle są niedozwolone prawnie, czym innym jest kryterium płci, które jest obiektywne. Najważniejsze jest jednak to, że wykupujemy na zasadach rynkowych emeryturę na której wysokość wpływ ma dalsza oczekiwana długość życia, wysokość zgromadzonych składek (oraz płeć). Wysokość opłat jest uzależniona od konkurencyjności rynku, im większy wybór tym opłaty niższe.
 
Sprawy komplikują się w systemie powszechnym i obowiązkowym. Niejako naturalnie pojawia się skłonność do większej niż w przypadku systemu dobrowolnego regulacji. Ot choćby kwestia niedyskryminowania ze względu na płeć. I zagwarantowania bezpieczeństwa wypłat, bo to przecież system powszechny z gwarancją minimalną emerytury i ukrytymi gwarancjami państwa. Efekt jest taki, że każdy chcąc dobrze, dodaje dodatkowe regulacje do systemu. A to niedyskryminacyjne, a to kapitałowe, a to licencyjne. Siłą rzeczy konkurencja będzie mniejsza, a tym samym poważne ryzyko, że opłaty wyższe. Niemniej przy właściwych proporcjach regulacyjnych w stosowaniu wspólnych tablic życia dla kobiet i mężczyzn, można stworzyć dość konkurencyjny system. Przede wszystkim bazując na dotychczasowych podmiotach, takich jak fundusze emerytalne i zakłady ubezpieczeniowe. Podmioty te działają od lat na rynku, nie musza więc ponosić kosztów ich tworzenia bowiem zajmują się bardzo podobną działalnością. W przypadku OFE jest to zarządzanie składkami przyszłych emerytur, w przypadku zakładów ubezpieczeń na życie oceną ryzyka śmierci wraz odpowiednim inwestowaniem powierzonych pieniędzy. Zauważmy, że w przypadku zakładów ubezpieczeń na życie produkt emerytalny jest niejako odwrotnością ubezpieczenia życiowego. W tym pierwszym przypadku mamy do czynienia z ryzykiem dożycia, a w drugim z ryzykiem śmierci. Tak więc zakłady ubezpieczeń życiowych uzupełniając swą ofertę o emerytury zmniejszyłyby swe ryzyko, dzięki czemu mogłoby być tańsze. Z kolei fundusze emerytalne miałyby niskie koszty pozyskiwania klientów, ze względu na to, że wielu z dotychczasowych zdecydowałoby się na kontynuację współpracy z podmiotem w którym przez lata oszczędzali na emeryturę. Powszechność i obowiązkowość systemu właściwie wykorzystana może obniżyć koszty jego funkcjonowania.
 
Najważniejszym wnioskiem z tych rozważań jest to, że w ramach dziś obowiązujących rozwiązań instytucjonalnych istnieją podmioty które śmiało mogłyby przejąć rolę dostarczycieli świadczeń emerytalnych. Różnorodność podmiotów jak i ich liczba byłyby silnym bodźcem ekonomicznym podtrzymującym konkurencję rynkową. Zarówno jeśli chodzi o zakres produktów jak i ich ceny. Głównym wyzwaniem dla świadczeniodawców byłyby wspólne tablice dla kobiet i mężczyzn. Ryzyko tego czynnika musiałoby być minimalizowane poprzez tworzenie odpowiednich rezerw z tego tytułu. Taki niestety musiałby być efekt rozwiązania mającego charakter polityczny a nie ekonomiczny.
 
Na tym tle ZUS wypada jako instytucja wyjątkowo niekonkurencyjna, w której cena i jakość usług zależne będą wyłącznie od polityków. Gdyby ZUS miał być monopolistą w oferowaniu świadczeń emerytalnych nie byłoby żadnej miary do porównań na ile ich świadczone przez ZUS usługi mają cenę rynkową i jaka jest ich jakość. ZUS miałby jedną zaletę, mianowicie na wielkiej populacji do wypłaty świadczeń byłby w stanie nie przejmować się ryzykiem wynikającym ze wspólnych tablic życia. Kwoty wpłacane z OFE do ZUS automatycznie obniżałyby jawne zobowiązania państwa (zwiększając ukryte) co jak wiemy politycy bardzo lubią. Tyle, że w ZUS nikt nie wykupywałby świadczenia emerytalnego a jedynie otrzymywał obietnicę jego wypłaty. Wszystkie wpłacane pieniądze szły by do jednego wielkiego worka. Jak wiadomo, wszelkie takie rozwiązania są bardzo podatne na wpływy polityczne i jako takie mało stabilne. W przypadku wypłat zusowskich, demonstracje uliczne mogą iść pod hasłami wyższej waloryzacji emerytur, w przypadku emerytur wypłacanych przez prywatne podmioty nie.
 
Najlepszym i kompromisowym rozwiązaniem byłoby umożliwienie wszystkim tym trzem podmiotom świadczenia usług emerytalnych, funduszom emerytalnym, zakładom ubezpieczeń życiowych, ZUS. Zobaczymy który się najlepiej sprawdzi.
2012-03-27 08:10
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

1.  The resistance to raising the retirement age for women is mainly the product of the prevailing mentality and the current system.  In the twentieth century the generally accepted attitude was that women are the weaker sex and must therefore have shorter working lives than men after which they should look after their grandchildren.

 

2.  The proposed changes to retirement provisions which fly in the face of what until now has been accepted wisdom are better adapted to market reality.  However they also require a change in mindset and the way women are perceived in the workplace and at home.

 

3.  Unfortunately the majority of our politicians have a patriarchal attitude to the question and it will be years before they will change their views.

 

4.  In the discussion on raising the retirement age, we have to deal with all the accumulated myths and prejudices such as for example that older people will take jobs away from the young and that early retirement is the best thing there is and people aspire to nothing other than their retirement privileges.

 

2012-03-26 09:36
English notes Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 

Speaking last week at the China Development Forum 2012, IMF Chief Christine Lagarde stated that the current mood and economic prospects are better than they were during her last visit to the Middle Kingdom in November. It is her view that the dark clouds lowering over the world economy are beginning to lift, especially after the actions taken in Europe and also thanks to the improvement of the US economy. At the same time she also indicated that the area most at risk is the Old Continent and although proposed measures are a good start, there is still much to be done and markets are particularly nervous, not to mention the risk of a big hike in world oil prices.   The emerging markets are a stabilising factor thanks to the strength of their growth. Despite the generally optimistic tone of the aforementioned, it is also clear how very tense and uncertain the situation still is. I'm emphasising this because it is possible to observe that the world has gone from deepest pessimism to hurraytimism. These extremes exclude a cool and rational appraisal. 
 
Starting with the USA, over a month ago I wrote that a series of good market data from the US job market indicating stable growth in jobs in the private sector is a solid sign that this country is coming out of the crisis. Obviously, this has still not been confirmed by the data from the housing market are even by industry data. But it will be at least a year before the improvement spreads to the rest of the American economy. If however the much heralded end to the crisis is borne out by the facts, then this will indeed do much to dispel the pessimism.
 
It's much worse in Europe. What the ECB has done to ensure the liquidity of the european financial system is not the right way to resolve the crisis. This was no doubt necessary and indeed the unlimited flow of cash meant the lifeblood of the european economy was never cut off. But this action can be likened to relieving symptoms without tackling the underlying malady.   Moreover this gives out misleading signals, and cheap and easy money always leads to imbalances. There are conflicts within the EBC on this very matter while it is really about how to ensure that support was only temporary and didn't have adverse side effects. This requires the european economy to show signs of revival which are so far missing. At a time when America is slowly coming out of the woods, Europe is entering a recession, something which the latest euro zone economic data will confirm. Time is needed for the reforms have a positive effect on economic growth. A prerequisite is that the changes should be supply side and not based mainly on tax hikes. Undoubtedly the exceptionally smooth Greek debt rollover dispelled tensions regarding the operation itself. 
 
It appears that it's possible to achieve formal bankruptcy without market panic while the risk of contagion has decreased considerably. Obviously Greece will not recover just because of the debt restructuring. In order for this to happen, reforms in that country will have to bear fruit. The same applies to Portugal, Spain and Italy. Surely today it is too early to talk about success. While those countries have managed to define and announce the main reforms needed to make their economies more competitive, their implementation and impact still belong to the future.
 
Finally China, which is where we started this trip around the world. China has slightly slowed down which is good for them and for the world economy. It is difficult to plan the rate of deceleration, although that is precisely what Chinese leaders would like to do. China is still an engine for growth and in the future may find itself at the heart of the crisis and of global economic shocks. Primarily because of growing pressure from the Chinese workers demanding higher wages and because of the Chinese currency which is artificially holding up export competitiveness. It is difficult to foresee when things will come to a head, but it is important to continue to monitor that potential risk. In the long term the stability we can observe today is deceptive and will turn into a risk factor.
 
Which ever way you look at it, it is too early to be celebrating the end of the crisis.   While in the case of the USA there is some justification for the euphoria, there is definitely none in Europe and it would do us well do remember that.
2012-03-23 15:01
English notes Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 

 

1.         Opór związany z podwyższeniem wieku emerytalnego kobiet wynika głównie z dotychczasowego systemu i mentalności. W XX wieku przyjęło się, że kobiety są słabsze i muszą pracować krócej, a do tego muszą zajmować się potem wnukami.
 
2.              Propozycje zmian emerytalnych zmieniają te relacje i dostosowują je do realiów rynkowych. Wymaga to jednak zmian w mentalności, w myśleniu o miejscu kobiet na rynku pracy jak i miejscu kobiet w domu.
 
3.              Niestety znaczna większość naszych polityków ma myślenie postperelowskie i patriarchalne. Aby zmienić ich sposób myślenia potrzebne są niestety lata.
 
4.              W całej dyskusji o podniesieniu wieku emerytalnego musimy się zmagać z całą masą mitów i uprzedzeń, choćby takich jak to, że starsi zabierają pracę młodym, że wcześniejsza emerytura jest samym szczęściem i że ludzie o niczym innym nie marzą niż o przywilejach emerytalnych.

 

2012-03-22 22:04
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 

Propozycja podwyższenia i zrównania wieku emerytalnego stała się symbolem aspiracji reformatorskich obecnego rządu. Najważniejszą z reform zapowiedzianych w expose. Porażka tej pierwszej i najważniejszej reformy stałaby się symboliczna. Niestety pojawia się coraz więcej pomysłów jak całą koncepcję rozwodnić. Że niby 67 lat, ale z całą masą wyjątków, a przecież to co się naprawdę liczy to efektywny wiek przejścia na emeryturę. Wszelkie rozwiązania polegające na dodawaniu dodatkowych kryteriów, takich jak okres składkowy, nie wspominając już o szaleństwach związanych z liczbą dzieci, zasadniczo ograniczają sensowność całego przedsięwzięcia. Bardzo ważne jest aby nie pozwolić na przyjęcie papierowych 67 lat!
 
Nie jest łatwo przekonywać Polaków do tych zmian, szczególnie że wcześniej nie przygotowano opinii publicznej do demograficznych wyzwań stojących przed Polską. Co więcej przed wyborami wielokrotnie dwóch ministrów konstytucyjnych udowadniało Polakom, że nie ma sensu podwyższać wieku emerytalnego, gdyż w ramach nowego systemu są wystarczająco silne bodźce by pracować dłużej. Jak wiadomo, większość woli wróbla w garści niż gołębia na dachu. Przechodzą więc na emeryturę osiągnąwszy minimalny wiek, inni są z kolei wypychani na nią przez pracodawców. Same zachęty nie wystarczą, dlatego niezbędne jest ustalenie wieku emerytalnego, który zapewni przyzwoity poziom emerytur, ale także właściwą relację pracujących do nieaktywnych zawodowo. Wyłomy w systemie utrwalą jedynie negatywne zjawiska.
 
Kwestia wieku emerytalnego jest wrażliwa społecznie, nieintucyjna, spowita masą mitów i uprzedzeń. Bez wątpienia przygotowania do reformy, jak i prawdziwą debatę społeczną należało przeprowadzić znacznie wcześniej. Trudno się też spodziewać aby opozycja, czy też związki zawodowe poparły tą niezbędną dla przyszłości kraju zmianę. Sprzeciw wobec wyższego wieku emerytalnego stwarza szansę na łatwy przypływ popularności. Każdy jak widać garściami czerpie z mitów i uprzedzeń Polaków związanych z wiekiem emerytalnym. Nasz kraj akurat nie jest tu wyjątkiem, we Francji kandydat socjalistów proponuje nawet obniżkę wieku emerytalenego. Paradoks europejski polega na tym, że to nie waluta euro przyczyniła się do obecnego kryzysu zadłużenia, ale niekonkurencyjność gospodarek, w tym m.in. niska aktywność zawodowa. Aby tę konkurencyjność odzyskać masowo podnoszony jest wiek emerytalny. Ale nawet w pogrążonej w kryzysie Europie znajdą się tacy, którzy na strachu będą starali się budować poparcie polityczne.
 
Wielokrotnie powtarzałem, że w tej debacie publicznej najważniejsze jest zderzenie się z mitami i obawami związanymi z wiekiem. Najsilniejszym z nich jest obawa o brak miejsc pracy po sześćdziesiątce, bo jak wiadomo w tym wieku o pracę nie jest łatwo. A także związane z tym ryzyko zmniejszenia liczby miejsc pracy dla młodych. Cóż, jest akurat odwrotnie, brak miejsc pracy po pięćdziesiątce wynika przede wszystkim z okresów ochronnych i niskiego wieku emerytalnego. Pracodawcy obawiają się bowiem nieelastycznych form zatrudnienia, wolą więc zatrudniać na te same stanowiska osoby nieco młodsze. Im wyższy wiek emerytalny, im mniej okresów ochronnych, tym mniejsza różnica między pięćdziesięciolatkiem a sześćdziesięciolatkiem. Pamiętajmy też, że dziś, ale tym bardziej w przyszłości, coraz mniejsza będzie rola fizycznej pracy powtarzalnej. Coraz większą wagę na rynku oprócz umiejętności będzie odgrywało doświadczenie. Dziś jednak rozwiązania ustawowe wypychają wartościowe osoby z aktywności zawodowej. To tylko dowód na wyjątkowe trwonienie naszych zasobów intelektualnych. Pamiętajmy też, że sześćdziesięciosiedmiolatek nie zwalnia miejsca pracy dla dwudziestotrzylatka po studiach. To nie jest praca przy taśmie, gdzie wszyscy wykonują te same czynności. Sześćdziesięciolatkowie natomiast mogą zabrać miejsca pracy młodym przechodząc wcześniej na emeryturę wymuszając w ten sposób podwyżkę składek i zwiększając koszty pracy.  Tak się właśnie stało na początku lat 90-ych kiedy gremialne przechodzenie na wcześniejsze emerytury doprowadziło do wzrostu składki z 38 do 45 procent. Aby zależności te ludziom tłumaczyć potrzebna jest chwila skupienia a nie pikieta uliczna.
 
W reformie która jest przeprowadzana zabrakło szerszego spojrzenia. Świat nie kończy się na wieku emerytalnym, który należałoby podnosić znacznie szybciej niż w projekcie rządowym. Dla dobra Polski system emerytalny powinien stać się powszechny, bez uprzywilejowanych grup. Powinien przede wszystkim objąć rolników, przynajmniej tych rozpoczynających pracę i tych zamożnych, a także innych uprzywilejowane grupy społeczne. Źle byłoby gdyby cały wysiłek reformatorski zakończył się na wieku emerytalnym i 49 odblokowanych zawodach z listy Gowina.
 
Zielona Wyspa wiecznie zielona nie będzie, trzeba tę zieleń pielęgnować i cały czas podlewać. A my wciąż rozwijamy sie na napędzie nadanym Poslce reformami w latach 1989 – 93. Bez nowych rozwiązań znajdziemy się za dekadę tam gdzie jest teraz Europa, czyli w stagnacji. A tego dzisiaj, bez kosztów społecznych, możemy łatwo uniknąć.
2012-03-21 10:07
Polskie wpisy Komentarze (2)
 Oceń wpis
   

 

W ostatnią niedzielę Chritine Lagarde, szefowa MFW, występując na China Development Forum 2012, wskazała, że obecny nastrój i perspektywy gospodarcze są nieco bardziej komfortowe niż podczas jej poprzedniej listopadowej wizyty w Państwie Środka. Jej zdaniem chmury które zbierały się na światową gospodarką zaczynają się rozrzedzać, szczególnie za sprawą działań podjętych w Europie ale różwnież dzięki poprawie sytuacji w relanej gospodarce USA. Jednocześnie wskazała na to, że wciąż epicentrum ryzyka znajduje się na Starym Kontynencie i choć nakreślona ścieżka działań jest właściwa, wciąż jest wiele pracy do wykonania, a rynki są wyjątkowo nerowowe. Do tego obrazu należałoby jeszcze dołożyć ryzyko znacznego wzrostu cen ropy na rynkach światowych. Rynki wschodzące są czynnikiem stabilizującym, dzięki swej potędze wzrostu. Cały ten opis, choć brzmi optymistycznie, pokazuje jak bardzo napięta i niepewna wciąż jest sytuacja. Pokreślam tę kwestię, gdyż można zaobserowować, że z czarnego pesymizmu, świat wchodzi w hurraoptymizm. A skrajności nie sprzyjają chłodnej i racjonalnej ocenie.  
 
Zaczynając od Stanów, tak jak pisałem ponad miesiąc temu, seria dobrych danych z rynku pracy USA, wskazujących na stały przyrost miejsc pracy w sektorze prywatnym, daje mocne podstawy do oceny, że kraj ten wychodzi na stałe z kryzysu. Oczywiście wciąż brakuje potwierdzenia tej tezy w danych z rynku mieszkaniowego, czy nawet w danych z aktywności przemysłowej. Zanim jednak ożywienie będzie szerokie i obejmować będzie większość sektorów gospodarki amerykańskiej, minie co najmniej rok. Jeśli jednak teza o ożywieniu w gospodarce USA się potwierdzi, to część tych ciemnych chmur rzeczywiście zniknie.
 
Gorzej z Europą. Działania EBC zasilające w płynność europejski system finansowy nie są sposobem na rozwiązanie kryzysu. Niewątpliwie było to działanie niezbędne i dzięki nieograniczonej płynności nie został nawet przez chwilę zachwiany krwioobieg europejskiej gospodarki. Pamiętajmy jednak, że działanie to można porównać do tabletki przeciwbólowej, prawdziwych problemów zdrowotnych w żaden sposób nie adresuje. Co więcej ta łatwa płynność wysyła złudne sygnały, a tani i łatwy pieniądz zawsze prowadzi do nierównowag. W EBC zresztą trwają na ten temat spory, a chodzi tak naprawdę o to jak zapewnić aby zasilanie w płynność miało wyłącznie charakter tymczasowych i nie zdążyło wywołać skutków ubocznych. Aby działania EBC można było zaliczyć do tymczasowych potrzebne jest ożywienie gospodarcze w Europie, a tego jak na razie za bardzo nie widać. W czasie kiedy Ameryka powoli wychodzi na prostą Europa właśnie wchodzi w recesję, co będą potwierdzać kolejne dane z gospodarek eurolandu. Zanim bowiem przeprowadzane reformy przyniosą pozytywny skutek dla wzrostu gospodarczego musi upłynąć trochę czasu. I to pod warunkiem, że wprowadzane zmiany mają charakter podażowy, a nie polegają głównie na podwyżkach obciążeń podatkowych. Bez wątpienia wyjątkowo spokojnie przeprowadzona restrukturyzacja greckiego długu zdjęła nabrzmiałe napięcie co do samego przebiegu operacji. Okazało się, że można przeprowadzić formalny proces bankructwa bez paniki rynkowej a tzw. ryzyko zarażenia istotnie zmalało. Oczywiście od samej restrukturyzacji Grecja nie stanie na nogi, aby to się stało kluczowa będzie skuteczność przeprowadzanych w tym kraju reform. Podobnie w Portugalii, Hiszpanii i we Włoszech. Na pewno dziś zbyt wcześnie jest mówić o sukcesie. O ile w krajach tych udało się zdefiniować i zapowiedzieć kluczowe dla odzyskania konkurencyjności gospodarek reformy, o tyle szanse ich realizacji  jak i skutki wciąż należą wciąż do przyszłości.
 
I na koniec Chiny, od których rozpoczęliśmy tą światową podróż. Chiny lekko spowalniają, co akurat jest dobre zarówno dla nich jak i całej światowej gospodarki. Bardzo trudno jest zaplanować tempo spowalniania chińskiej gospodarki choć tak właśnie władze chińskie chciałby zrobić. Chiny dzisiaj są motorem wzrostu, ale w przyszłości mogą stać się epicentrum kryzysu i globalnych wstrząsów gospodarczych. Przede wszystkim ze względu na rosnącą presję ze strony chińskiego społeczeństwa domagającego się wyższych wynagrodzeń za wykonywaną pracę, jak również ze strony chińskiej waluty, która sztucznie podtrzymuje chińską konkurencyjność eksportową. Trudno przewidzieć kiedy wstrząsy związane z tymi dwoma czynnikami mogą wystąpić, jednak ważne jest aby ten czynnik potencjalnego ryzyka monitorować.  Ta dzisiejsza stabilność w dłuższym okresie jest złudna i stanie się czynnikiem ryzyka.
 
Tak czy inaczej zbyt wcześnie jest aby dzisiaj ogłaszać koniec kryzysu. O ile takie stwierdzenie może być jeszcze poprawne w przypadku USA o tyle jest stanowczo na wyrost jeśli chodzi o Europę. I o tym w najbliższych miesiącach powinniśmy pamiętać.
2012-03-20 07:56
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 

The Greek debt restructuring exercise at the end of last week was bankruptcy by any other name.  This will shortly be described as a "default event" which will naturally lead to the payment of compensation because of the country's insolvency.  Greece has not formally declared bankruptcy but is in a condition which could not be described otherwise.  Greek bankruptcy has until recently not been seen as a serious market risk.  The country has long been considered semi bankrupt which was best evidenced by the banks cutting off financing to Greek refineries.  Formal bankruptcy is now just a question of time.  This will not be the end of the world, but speed up the process of final debt restructuring and help the country's rulers to persuade the majority to make sacrifices.  A long and bumpy ride lies ahead, but any shortcuts will make the situation worse.

 

One of the shortcuts most talked about is for Greece to leave the euro zone.  The argument seems very convincing and postulates that if Greece leaves, it will rapidly recover it competitiveness and the economy will start to grow.  It is also generally believed that outside the euro zone the country will no longer create problems for the remaining countries in the common currency area.  Unfortunately life isn't that simple.  Whether or not Greece stays in the euro zone, it will still have to be financed - at astronomical rates.  Leaving the euro zone will not revive the country, not even in the medium term,  because 2010 exports totalled a mere 16 billion euro.  In comparison Polish exports for the same period were 120 billion euro.  By volume, Polish exports were at the current level of Greek exports back in 1995!   Clearly there has been some progress in the Polish economy since then.  But besides the feeble level, there is also a structural problem.  Machinery and equipment constitute only 12% while food and textiles constitute the bulk of exports.  By comparison, in Poland, machinery and equipment represented 41% of the export pie and food only 11%.  These figures show what a hopeless situation the Greek economy is in.  A weak currency obviously increases profits for exporters as long as they survive the trauma of devaluation.  The way exports are structured now shows very poor results for a country that is export oriented.  It is unlikely that investors will be lining up straight after devaluation.  The country will still be bankrupt, the convertibility of the new Greek currency will be very high, mainly because of the uncertainty of how the economy will react to such a deep trauma which the reintroduction of its own currency would represent.  And without new investments, Greek exports will in essence stay at pre-devaluation levels.  It would therefore be unrealistic to expect an explosion in exports.  This would take a good few years and there is no guarantee of success.  Departure from the euro zone (apart from condemning industry to bankruptcy) also would mean a massive outflow of savings abroad as well as a job seeking exodus.  Greece is no Argentina, it is and will remain a member of the European Union and subscribes to  free movement amongst countries.   If Greece were to leave the euro in the coming few years, the reaction of the markets would most likely be excessive and the currency would be drastically devalued.

 

There is no cut and dried answer.  Greece needs radical structural reforms without which is will be hard for the country to get back on its feet.  Paradoxically it is the Italian government which has successfully achieved the implementation of supply side reforms.  They have managed to deregulate trade, reduce the number of restricted-access professions and trades and reduce the cost of hiring young people.  Now the Italian government is tackling the most important reform of all - changes to labour laws deregulating hiring conditions.  It was not easy to force through an increase in retirement age.  Greece has failed to speed up privatisation and the deregulation of supply side reforms.  Surprisingly Italy is currently in the lead as regards introducing reforms such as the ones just mentioned although the reduction of taxes is proceeding very slowly.  And as we all know, raising taxes to limit the deficit is not a pro growth measure.  This is why in Greece, before applying the last chance solution of leaving the euro zone, they should first apply some of the tried and tested methods to revive competitiveness.  In the future it will be necessary to create a mechanism allowing for a controlled and formal exit from the zone but this should certainly not be attempted now with the current shaky state of the financial markets.

2012-03-19 17:13
English notes Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

 

Nicolas Sarkozy, coming into the home straight of the presidential campaign, is urging the French to spend their money on locally manufactured goods.    His rival, Francois Hollande, also spoke in similar vein recently, albeit in a less nationalistic tone. But in essence they are both saying the same thing - that Europe must protect its markets both by encouraging home grown consumption as well as by restricting access to outsiders.
 
Both candidates condemned outsourcing to countries with lower production costs, especially those in central and eastern europe. Sarko proposes to do this with tighter borders and the fuelling of anti immigration paranoia. To stimulate the european economy, the candidate for the right is even suggesting supporting european companies by offering them public works contracts. This is a very French approach. Expatriated French companies are known to stick together. They usually hold accounts with French banks, drive French cars and favour French telecom providers. The long term usefulness of this approach should be questioned.   It's high time we put the spotlight on what is wrong with Europe and whether such an approach is the best one.
 
The economic crisis has wreaked havoc in people's minds. In 2009 - the epicentre of the crisis - capitalism was pronounced dead and Keynes was on everyone's lips.   This triumph was however short lived because a mere year later the crisis had lurched into a fiscal debacle. Economic stimulus on the back of government borrowing just didn't work. Moreover in extreme cases this even led to a critical loss of liquidity. At the same time it became clear that countries ignoring the effect of protectionist policies on competitiveness, slow down. And if debt piles up - be it private or public - distrust mounts and in extreme cases there is a risk of insolvency.   Italy is an example of this. For a whole decade per capita GDP growth was -0.25%. In other words, during those ten years there was no growth and thanks to a longstanding high level of debt (120% of GDP), it lost the confidence of the markets regarding its ability to service that debt. There were reasons for that lack of growth.  It's worth recalling the time when Italy decided it would be better to make Fiat 500s in Italy. Obviously this was about supporting Italian industry and protecting local jobs but manufacturing costs went up and so did the price of the car, thus making it less competitive. This was not an isolated incident. When it became the norm, Italy lost its competitive edge. Common protectionism masquerading as defence of local jobs.
 
At the other extreme is Germany which massively takes advantage of cheap labour from Central and Eastern Europe which has now become the backbone of German car production and other industries. The Germans don't urge anyone to buy German goods because people want to do that anyway. No one fights outsourcing and Germany is still competitive. Their main problem is low internal demand and over-reliance on exports. Of course they have benefitted from the weak euro but none of this just manifested out of thin air. For the past ten years Germany has kept wages in check while in most countries in southern europe and in France, wages grew and grew. 
 
Unfortunately these cause and effect relationships are very complicated. People tend to reach for protectionist slogans especially in countries with a socialist tradition like France. It's difficult to tell to what extent either presidential candidate is speaking sincerely or just electioneering. But words uttered during an election campaign tend to be remembered.   Whichever way you look at it, a scared, crisis ridden Europe is slowly bringing in reforms, while harbouring protectionist convictions in petto. But the pleasant, civilised and well liked european model is simply not globally competitive.   Fortunately the German example shows how to be both european and competitive.   But this can only be achieved with hard work and a constant search for fresh competitive advantages. The credit fuelled days of wine and roses are over.
 
 
2012-03-18 09:22
Polskie wpisy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 

Interview with Leszek Baj
 
LB: Is Greece in a vicious circle? The EU and the IMF are demanding more austerity which will deepen the recession and lead to more cuts.    In the last quarter Greece GDP shrank by 7%.
 
RP:  Greece really has entered a vicious circle. One solution would be to deeply restructure the whole economy just as we did in Poland after 1989. Greece needs radical treatment which will unfortunately be painful but it could put the country back on its feet in two to three years' time. But Greece is an example of a country which itself does not wish to change. This is why it will take longer to break the vicious cycle and ultimately be more painful. There is not the same kind of determination in Greece as there was in Poland in 1989. The Greeks do not want to help themselves.
 
LB: What kind of radical treatment are we talking about?
 
RP: The public sector would have to be shrunk, barriers to many professions removed; there would have to be far reaching privatisation, deregulation, reduction of some costs which have been wrongly classified as well as a more efficient taxation system. Taxes have been raised in Greece but there is a lot of tax evasion.
 
LB: Greek salaries have already fallen by over ten percent.
 
RP: For the Greek economy to become more competitive, salaries should fall by 30 - 40 %. This could be done by reducing wages and also by renegotiating sectoral agreements, by lengthening working time or by introducing a different approach in the way the work is quantified. For the economy to become more competitive other reforms are needed and I have mentioned these earlier. But also supply side reforms like such big wage cuts are not accepted by the citizens or by many politicians but if this doesn't happen, Greece will lose a decade and the economy will not grow.
 
LB: This kind of internal cost adjustment worked for example in the Baltic States. It stimulated exports.
 
RP: But the difference between Greece and Latvia or Estonia is the fact that anyone who has lived with hard line communism is capable of withstanding more. In Latvia people were aware of the fact that the growth in wages happened too fast which is why they agreed to wage cuts. The prime minister was even re-elected.
 
In Greece people are blaming the banks who lent them money for years. At the same time as Greece lived on credit, it became a member of the euro zone thanks to which financing costs fell. The trade deficit never went away and Greece borrowed money for imports.   Even if Greece left the euro zone, the ensuing devaluation would have a limited effect because the country virtually exports nothing. Only tourism would benefit. 
 
LB: Can tourism stimulate GDP growth?
 
RP: The economic structure of a prosperous country in Europe must be based on internal demand, export and investments. In Greece tourism alone will not cut it. Industry could be built up in the long term in Greece. But production costs need to be lowered and Greece needs to find niches where they are better than anyone else. They must be more productive. And if access to certain professions is restricted, coupled with relatively high wages, workers are automatically more expensive and the final product is not competitive. 
 
LB: Should Greece leave the eurozone?
 
RP: This could trigger an even greater recession and the risk of contagion in particular in Portugal.
 
And even after leaving the euro zone it will stay in the EU and will have to be financed internally. Until there is no economic growth in Greece, no private investors will be interested in lending the country money.
 
LB: In your opinion, will the decisions taken during the last summit of the euro zone be enough to put Greece back on its feet?
 
RP: Reducing the Greek debt to 120 % of GDP in 2020 is still too little. Greece will not be able to service that level of debt by itself. It would have to fall to around 50-60% of GDP. Greece will need more debt reduction and 130 billion euro may turn out to be money down the drain. A Greek default would be good in that it would change once and for all the risks associated with the indebtedness of that country. Simply put, Greece would need less help further down the line.
 
I think this circus will carry on. The European Union will threaten Greece that they will not lend them money in order to force reforms. Greece know that the money will be made available but at the same time they are aware of the fact that they cannot categorically say "no" to reforms. Both sides know that they will have to show their hand. But I don't know if the people on the streets know. 
 
2012-03-18 09:17
English notes Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 

Restrukturyzacja długu do której doszło pod koniec zeszłego tygodnia w Grecji jest de facto bankructwem tego kraju. Na dniach wydarzenia te zostaną zakwalifikowane jako stan niewypłacalności „default event" co w naturalny sposób doprowadzi do wypłaty odszkodowań z tytułu niewypłacalności kraju.  Grecja nie ogłaszając formalnie bankructwa faktycznie je realizuje. Bankructwo Grecji nie jest od dawna postrzegane jako poważne ryzyko rynkowe. Kraj ten już od dłuższego czasu był postrzegany jako na poły bankrut, co było najlepiej  widać na przykładzie greckich rafinerii, którym banki nie chcą udzielać finansowania. Formalne bankructwo jest już teraz wyłącznie kwestią czasu. I nie jest to żaden koniec świata,  przyspieszyłoby to jedynie  proces ostatecznej restrukturyzacji długu i pomogłoby rządzącym przekonać większą część społeczeństwa do wyrzeczeń. Droga przed Grecją długa i wyboista. Jednak jakiekolwiek działania na skróty mogą tylko pogorszyć sytuację.
 
Jedną z najpopularniejszych propozycji działań na skróty jest wyjście Grecji ze strefy euro. Argumenty są na pozór bardzo przekonywujące. Grecja poza strefą euro szybko odzyska konkurencyjność i powróci na ścieżkę wzrostu. Uważa się też powszechnie, że kraj ten poza strefą euro nie będzie już generować problemów dla tych pozostających w obszarze wspólnej waluty. Niestety świat nie jest tak prosty. Grecję w euro czy poza i tak trzeba będzie finansować. Tak długo jak nie wyjdzie na ścieżkę wzrostu tak długo nikt jej pieniędzy na rynku nie pożyczy. No chyba że po kosmicznych stawkach. Wyjście Grecji ze strefy euro wcale nie uzdrowi tego kraju, nawet w średniej perspektywie. Bowiem eksport towarów z Grecji w 2010 wyniósł zaledwie 16 miliardów euro. Dla porównania polski eksport w tym samym czasie osiągnął poziom 120 miliardów euro. Polski eksport był wolumenowo na poziomie greckiego w 1995 roku! Trochę się u nas od tego czasu zmieniło. Ale oprócz samego mizernego wolumenu greckiego eksportu problemem jest również jego struktura. Maszyny i urządzenia stanowią jedynie 12 procent eksportu podczas gdy dominującą pozycję miały żywność i tekstylia.  Dla porównania w Polsce w tym samym roku maszyny i urządzenia stanowiły 41% podczas gdy żywności tylko 11 procent. Taka struktura greckiej wymiany handlowej pokazuje w jak beznadziejnej sytuacji znajduje się ta gospodarka. Słaba waluta oczywiście zwiększy zyski eksporterów, pod warunkiem, że przetrwają gradobicie związane z dewaluację drachmy. Obecna struktura eksportu wskazuje na wyjątkowo niski poziom eksportowo nastawionej gospodarki. Nie należy się więc spodziewać aby szybko po dewaluacji wróciła chęć do inwestowania. Pamiętajmy, kraj będzie cały czas bankrutem, zmienność nowej greckiej waluty będzie bardzo wysoka, przede wszystkim ze względu na niepewność reakcji gospodarki na ta głęboki wstrząs jakim byłoby wprowadzenie własnej waluty. A  bez nowych inwestycji grecki eksport nie będzie się zasadniczo różnił co do skali od poziomu sprzed dewaluacji. Trudno więc oczekiwać, aby w ciągu kilku lat uzyskanie niższych kosztów doprowadzi do eksplozji eksportu. Zajmie to dobrych parę lat  i wcale nie ma pewności, że operacja ta zakończy się powodzeniem. Wyjście Grecji ze strefy euro oprócz bankructw przedsiębiorstw oznacza też wielki odpływ oszczędności poza granice kraju a także odpływ siły roboczej do innych krajów. Grecja to nie Argentyna, jest i będzie bowiem członkiem Unii Europejskiej z wolnością przemieszczania się między krajami i pamięcią o dobrych czasach, które zniknęłyby jak za dotknięciem złej czarodziejskiej różdżki. Gdyby wyjście Grecji ze strefy euro miało dokonać się w najbliższych latach to reakcja rynku byłaby prawdopodobnie nadmierna i skala osłabienia greckiej waluty bardzo wysoka.
 
Nie ma szybkich i prostych recept. Grecja wymaga głębokich strukturalnych, bez których trudno jej będzie stanąć na nogi. Paradoksalnie to jednak rząd włoski jest tym który skuteczniej przeprowadza reformy podażowe. Udało się zliberalizować rynek handlu, zmniejszyć liczbę zamkniętych zawodów, obniżyć  narzuty na koszty pracy dla młodych. Teraz czeka rząd włoski najważniejsza z reform, a mianowicie zmiana kodeksu pracy liberalizująca zasady zatrudnienia. Niełatwe było też przeforsowanie podwyżki wieku emerytalnego. W Grecji nie udało się przyspieszyć prywatyzacji, liberalizacji reform podażowych. Paradoksalnie to Włochy są obecnie liderem tych zmian wprowadzając głęboką liberalizację handlu, likwidację ograniczeń w dostępie do niektórych zawodów, obniżka opodatkowania gospodarki postępuje jednak zbyt wolno. A ograniczanie deficytu głównie poprzez podwyższanie podatków jak wiadomo do prowzrostowych nie należy. Dlatego też w Grecji, zanim dojdzie to rozwiązania ostatecznego jakim byłoby opuszczenie strefy euro, należałoby skorzystać z bardziej wypróbowanych metod odzyskiwania konkurencyjności. Na przyszłość trzeba będzie stworzyć mechanizm pozwalający na kontrolowane i formalne opuszczenie strefy euro, ale na pewno nie należy tego dokonywać przy tak rozchwianych rynkach finansowych.
2012-03-15 12:44
Polskie wpisy Komentarze (1)
1 | 2 |