29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Jak to jest, że jak bardzo chcemy to wszystko staje się możliwe, a jak już tej determinacji jest nieco mniej, to wychodzi tak jak zawsze? Nie chodzi wcale o piłkę nożna ale o nasze podejście do wielkich zadań. Górnolotnie rozpoczynając należałoby zacząć od procesu demontażu komunizmu i wprowadzeniu na trwałe gospodarki rynkowej. To co nam się udało zrobić w latach 1989 i 1990 zostanie na stałe w pamięci historycznej świata jako perfekcyjny proces pokojowego przejścia od systemu totalitarnego do demokracji, a następnie podobnie perfekcyjnej transformacji od gospodarki centralnie planowanej do rynkowej. Nie czujemy się z tego powodu specjalnie dumni, przede wszystkim dlatego że większość z nas uznaje to za coś oczywistego. A dodatkowo wciąż wymaga dalszego wysiłku. Ale w tamtym czasie nic oczywiste nie było, wystarczy spojrzeć na niekonsekwentne wdrażanie demokracji i wolnego rynku choćby na Ukrainie. Przyczyną sukcesu tamtej chwili była olbrzymia determinacja ówczesnych elit, świadomość swego rodzaju „okna możliwości” i koncentracja na zasadniczym zadaniu. Nie bez znaczenia była też jakość decydentów.

Przy uwzględnieniu wszelkich proporcji, ostatnio udają nam się rzeczy, o które jeszcze kilka lat temu obawialiśmy, że zakończą się klapą. Pierwszym z tych wydarzeń była wyjątkowo udana prezydencja. Prezydencja sama w sobie nie jest wielkim wydarzeniem na skalę światową, ale umiejętność prowadzenia spraw europejskich przez pół roku bez jakichkolwiek zgrzytów, na normalnych europejskim poziomie, jest dowodem, że jak chcemy to możemy. Przypomnę, tylko że zarówno Czechom jak i Węgrom tak płynnie jak nam nie poszło. Drugim z takich przykładów jest organizacja Euro 2012. Dobra zasada mówi o tym aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, ale dziś wszystko wskazuje na to, że jesteśmy spokojnie w stanie przeprowadzić dużą imprezę masową na przyzwoitym infrastrukturalnie jak i organizacyjnie poziomie. W sumie, każdy ze starych krajów UE uważałby tego typu zadania za chleb powszedni, my jednak wciąż sobie i światu musimy udowadniać, że to co w krajach od nas bogatszych jest normalką, dla nas jest wyzwaniem, ale jesteśmy w stanie mu sprostać. Pytanie tylko dlaczego tak samo skutecznie jak w przypadku przedsięwzięć którymi chcemy się pochwalić na zewnątrz, nie możemy zrobić czegoś dla samych siebie, z podobnym zaangażowaniem i precyzją. Już nawet nie chodzi o budowę infrastruktury, ale takie podstawowe przedsięwzięcia gospodarcze jak fundamentalna reforma sądownictwa, czy głęboka restrukturyzacja PKP. Podobne zaangażowanie jak przy Euro 2012 przydałoby się przy wprowadzaniu wszelkich nowych rozwiązań w ochronie zdrowia, gdzie zwykle nie tyle intencje były złe, co wykonanie nieprecyzyjne, bez jakiekolwiek analizy wariantów krytycznych.

W każdym przedsiębiorstwie przed podjęciem jakiejkolwiek fundamentalnej decyzji analizowane są wszelkie warianty alternatywne a także różne scenariusze tego co się może wydarzyć po. Taka analiza scenariuszowa pozwala zapobiec wielu wpadkom. I nawet mimo to nie każde przedsięwzięcie biznesowe kończy się sukcesem – dlatego tak ważne jest aby takie ryzyko minimalizować. Niestety w sektorze publicznym w Polsce rzadko niestety spotykamy się z takim podejściem. Podobnie jest niestety przy stanowieniu prawa w polskim parlamencie, gdzie już na etapie prac sejmowych często zgłaszane są korekty od wnioskodawców, którzy nagle zorientowali się o niedoskonałości danego przepisu. A tak wcale nie musi być. I przykład organizacji Euro to pokazał.

Wnioskiem z organizacji zarówno turnieju piłkarskiego jak i polskiej prezydencji powinno być przede wszystkim odpowiednio długie i precyzyjne przygotowanie, wraz z mechanizmem kontrolnym i sprawdzającym. W Polsce zbyt często skupiamy uwagę na realizacji poszczególnych pomysłów bez całościowej koncepcji strategicznej. Wynikiem tego jest nie tylko słabe przygotowanie ale też potrzeba dokonywania korekt i niekończonych poprawek przy finalizacji procesu, gdyż poszczególne projekty nie składają się większą całość. To wszystko w sumie jest dość oczywiste. Oczywiste, ale rzadko praktykowane. A Polak jak chce, to potrafi.

2012-06-25 23:05
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 

Kto ma rację w sporze Bratkowski – Balcerowicz, a właściwie Rostowski – Balcerowicz?

Trudno nie zgodzić się z argumentami Leszka Balcerowicza, że im mniejszy dług i deficyt sektora finansów publicznych, tym lepiej. Z tym chyba nie będziemy polemizować. Czym innym jest kwestia, na ile rząd ma siłę i możliwość głębszego obniżenia deficytu i długu. Ale to już dyskusja polityczna. Uważam, że na tym należałoby zakończyć tę wymianę zdań.

Ale ona się nie kończy.

Tego nie rozumiem. Dyskusja została spersonalizowana, a przecież każdy ma prawo do indywidualnych poglądów i do dzielenia się z nimi z opinią publiczną. Lepiej wysłuchać słów krytycznych, ewentualnie przedstawić swój sposób rozumowania, nie personalizując sporu.

Można odnieść wrażenie, że to już nie jest dyskusja o konkretnym problemie gospodarczym, tylko ocena światopoglądu interlokutora.

Na miejscu ministra Rostowskiego czy prof. Bratkowskiego nie brnąłbym dalej. Jeszcze raz – niski poziom długu i deficytu jest korzystny dla gospodarki i państwa. Inna sprawa, jak osiągać ten poziom, jakimi metodami i w jakim czasie. Jak ktoś patrzy w dłuższej perspektywie, to bliżej mu do Balcerowicza, w krótszej – do Bratkowskiego.

Ale rząd ograniczył deficyt już w tamtym roku i ma nadzieję uczynić to także w tym i przyszłym roku.

Wróćmy do metod osiągania pewnych rezultatów. Zmniejszenie transferów do OFE rzeczywiście wyraźnie zmniejszyło poziom potrzeb pożyczkowych w 2011 i 2012 r. Ale patrząc w przyszłość, sprawa nie wygląda już tak różowo. W ciągu kilkunastu najbliższych lat poważnie wzrosną wypłaty z ZUS na te emerytury, które dziś są zapisywane na papierze jako składki „zabrane" z OFE. Problem jest więc jedynie przesuwany w czasie i będzie to widoczne w niedalekiej przyszłości w wycenie 10-letnich obligacji.

Trudno głęboko ciąć deficyt, czyli przede wszystkim wydatki publiczne w okresie, gdy zwalnia gospodarka.

Rozumiem, że część koalicji uważa, że głębsza redukcja deficytu i długu doprowadziłaby do wzrostu popularności idei populistycznych i przejęciu władzy przez PiS. Niewykluczone, ale to są już argumenty polityczne, a nie ekonomiczne.

 

 

2012-06-20 08:00
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

Wynik greckich wyborów Europa przyjęła z ulgą. Oczywiście decydenci w Europie byli przygotowani na wariant B, w którym trzeba byłoby rozmawiać z przywódcą populistycznej Syrizy, ale rozmowy te byłyby znacznie trudniejsze i mniej przewidywalne co do ich ostatecznego rezultatu. Jednak ze zwycięzcami niedzielnych wyborów wcale rozmowa łatwa i przyjemna nie będzie. Mając wciąż depczącą po piętach Syrizę, która już zapowiedziała protesty uliczne, nowa/stara koalicja będzie chciała wynegocjować ustępstwa w warunkach przyznawanej pomocy. Co więcej, obecni liderzy zwycięskich partii niestety nie gwarantują konsekwentnej realizacji programu reform. Wystarczy przypomnieć, że lider Nowej Demokracji nie chciał kilka miesięcy temu poprzeć warunków porozumienie z Europą. A co najważniejsze, jest współodpowiedzialny za obecny stan greckiej gospodarki, do którego doprowadziły partie greckiego establishmentu poprzez swe nieodpowiedzialne rządy. Nie są to więc reformatorzy, tyle że bardziej są przewidywalni od skrajnie lewicowej Syrizy. Stąd ulga po niedzielnych wyborach w Grecji.

 

Teraz znów zaczną się schody. Tworzące nowy rząd partie polityczne będą musiały wraz z przedstawicielami UE i MFW znaleźć rozwiązanie jak wyjść z twarzą z żądań dotyczących złagodzenia warunków udzielanej pomocy. Plan nie może być zasadniczo złagodzony, gdyż byłaby to zachęta do radykalnych ruchów w innych krajach aby występować przeciwko uzgodnionym pakietom reform. Z drugiej zaś strony brak jakichkolwiek działań zmiękczających program będzie wodą na młyn populistycznej Syrizy, która będzie prezentować się jako jedyna partia zdolna do dokonania zmian w warunkach pomocy. Tak czy inaczej Grecja wciąż będzie na kroplówce i ociągając się realizować część programu reform.  Jak na razie nie widać jednak nowych przywódców w ramach koalicji rządowej, którzy byli w stanie bardziej stanowczo, a jednocześnie w krótkim okresie czasu, realizować plan zmian. Grecja potrzebuje bowiem silnej deregulacji produkcji, rynku pracy, prywatyzacji, czyli rozwiązań które zwiększą elastyczność i konkurencyjność tamtej gospodarki. Jeśli nie wprowadzi się tych zmian szybko i stanowczo, to kolejne kwartały będą zdominowane przez spadek dochodu oraz ciągłe protesty uliczne. Niestety ten drugi wariant wydaje się najbardziej prawdopodobny, włącznie z ryzykiem wcześniejszych wyborów.

 

Nad Atenami przez najbliższe kilka lat wisieć wciąż będzie widmo opuszczenia strefy euro. Nie należy się spodziewać aby projekt federalistycznej Europy w ramach strefy euro był w stanie to ryzyko zminimalizować. Ryzyko to ma bowiem charakter polityczny, a nie gospodarczy czy instytucjonalny. Europa jednak, w imię utrzymania jedności strefy wspólnej waluty, zrobi wszystko, aby do opuszczenia jej, choćby przez najmniejszy kraj, nie dopuścić. Niekontrolowane wyjście z obszaru wspólnej waluty przez małą Grecję zostałoby przez wielu odebrane jako początek procesu rozpadu strefy euro. Trudno byłoby też uzasadnić, dlaczego Grecja ma być wyjątkiem, świat rynków finansowych wyznaczyłby sobie kolejnych kandydatów do podążania tą samą wyznaczoną ścieżką. Byłaby to bez wątpienia olbrzymia porażka odpowiedzialnych dziś za Europę polityków, jako tych którzy nie byli w stanie powstrzymać procesu rozpadu.

 

I byłoby w tym dużo prawdy, bo w znacznej mierze dzisiejsza napięta sytuacja na Południu Europy bierze się z braku zdecydowanych decyzji dwa lata temu. Przypomnę, że to przywódcy europejscy w 2010 zamiast doprowadzić do szybkiej restrukturyzacji długu i wprowadzenia programu naprawczego zaczęli od pakietów pomocowych, które później okazywały się niewystarczające. Przyzwyczaili też greckich polityków, że wszystko można odwołać i zamiast zaangażować od razu MFW, ze sprawdzonym programem naprawczym, włączyli w ten proces UE … instytucje polityczną a nie gospodarczą. Im dłużej trwa ten pat, tym większe stają się zależności pomiędzy poszczególnymi krajami i więcej szantażu ze strony populistów. Przykładem takiej postawy była zeszłotygodniowa wypowiedz szefa Syrizy, który powiedział, że dzień po opuszczeniu przez Grecję strefy euro, cała strefa ulegnie rozpadowi. Obie strony mają świadomość ryzyka, balansują na cienkiej linie. Od niedzieli wydaje się, że lina ta stała się nieco bardziej stabilna, ale wciąż to tylko lina, łatwo można ja rozchybotać.

 

 

2012-06-19 10:17
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

 

W szale emocji piłkarskich nie możemy zapomnieć, ze świat na Euro się nie kończy. W różnego rodzaju podsumowaniach można było wyczytać, że Polska wydała na ten turniej prawie 100 miliardów złotych, czyli kwotę wręcz oszałamiającą jak na kraj na dorobku. Oczywiście po chwili wychodzi, że stadiony kosztowały nas 5 miliardów złotych, a pozostałe wydatki to drogi i lotniska. Ważne aby w tej naszej euforii, związanej również z chwilowym otwarciem całej autostrady A2 i chwaleniem się tym całemu światu, stać nas było również na spokojny analityczny  głos co wyłącznie na Euro, a co dla nas na lata.  Kilkakrotnie bowiem spotkałem się z zarzutem ze strony zagranicznych dziennikarzy, że Polska drogą fetę sobie zorganizowała. Coś w rodzaju „zastaw się a postaw się”. Nie było im łatwo tłumaczyć, że wydatki ściśle związane z euro to tylko stadiony, a nie cała reszta, która i tak jest nam niezbędna do rozwoju, ale też i do normalnego funkcjonowania. Ważne aby dokładnie rozdzielić igrzyska od potrzeb dnia codziennego.

 

Co do gęstości dróg szybkiego ruchu i autostrad Polska ma jedno z najniższych miejsc w Europie. Przypada nam w konsekwencji pierwsze miejsce w liczbie wypadków śmiertelnych na drogach w przeliczeniu na jednego mieszkańca w Europie. Budowa podstawowej sieci połączeń drogowych była i nadal jest Polsce potrzebna po to aby udrożnić niewydolny system drogowy. Można oczywiście zadać sobie pytanie czy Euro 2012 w ogóle było do tego potrzebne.  Teoretycznie nie, gdyż przecież i tak proces ten był zgodny z naszymi priorytetami rozwojowymi. Z drugiej jednak strony, jak prześledzimy zwroty akcji przy okazji planowania sieci dróg i autostrad: od pomysłów z winietami do dróg płatnych; od planów sieci obwodnic miast do udrożnienia głównych szlaków komunikacyjnych krajów i połączenia ich z siecią dróg europejskich, to trzeba przyznać jedno: Euro 2012 uporządkowało nasze myślenie i wyznaczyło priorytety. Politycy w swej większości mają tendencję do unikania określania priorytetów gdyż wiąże się to z potrzebą dokonania wyboru, ktoś będzie miał pierwszy, a ktoś inny w ogóle nie dostanie. Stąd zapewne stare pomysły z siecią obwodnic - zadowoliłyby wielu, ale zasadniczych problemów kraju by nie rozwiązały. Dzięki Euro 2012 udało się przyjąć i następnie realizować konkretny plan strategiczny. Co ważne, udało się tego dokonać w swego rodzaju konsensusie politycznym, zauważmy że nikt w Polsce nie kwestionował struktury realizowanych inwestycji!

 

Drugim ważnym czynnikiem był termin. Był jak wiadomo konkretny i nieodwoływany. Zobaczymy co prawda jaka będzie za kilka lat jakość ostatnio oddawanych odcinków A2, ale jednak bez wyznaczonych terminów inwestycje te ślimaczyłyby się latami. I znów przy ograniczonych środkach trzeba było dokonać wyboru i skupić się na zadaniach najważniejszych. Bardzo biznesowe to podejście, rzadko obecne w polityce. Niedotrzymywanie terminów było przez lata naszym znakiem rozpoznawczym, dziś głównie dotyczy sektora publicznego. Ale to nie znaczy, że tak zawsze musi być. Lekcja z tego ćwiczenia jest taka, że konkretne terminy mobilizują, zarówno wykonawców ale przede wszystkim zamawiających. A tego drugiego elementu dotychczas brakowało.

 

Inną ważną lekcją powinny być wnioski z całego systemu organizowania przetargów na inwestycje. Oczywiście to nie jest tak, że firmy budowlane padają jedna po drugiej wyłącznie ze względu na wadliwą procedurę wyboru wykonawców według kryterium najniższej ceny. Ci którzy te ceny oferowali też mają coś za uszami. Ale proces wyboru według tak prymitywnego kryterium jak najniższa cena, bez oceny zdolności zarówno technicznej jak i finansowej wykonania powierzonych prac, nie powinien już nigdy mieć miejsca! To ważna lekcja, dobrze aby Polak przynajmniej był mądrzejszy po szkodzie.

 

Gorzej z koleją, która oprócz remontów kilku kluczowych dworców terminów związanych z Euro 2012 jakby nie zauważyła. Odporny na takie bodźce to kolos. To też ważny wniosek, pokazuje bowiem, że standardowymi metodami zachęt, terminów, podstawiania pod nos pieniędzy unijnych spraw kolei się nie załatwi. Przedwczesne było ogłaszanie rezygnacji z budowy kolei szybkich prędkości. Paradoksalnie mógłby to być łatwiejsze w realizacji projekt niż ciągnące się latami modernizacje torów, czego świetlanym przykładem jest ciągnący się niewiadomo-już-który rok remont trasy Warszawa – Gdańsk. Zauważmy, że podobnie jak w przypadku Euro mielibyśmy do czynienia z wyborem strategicznym i priorytetowym, zamiast permanentnego niedoskonałego remontu.

 

Dobrze byłoby zarówno z dobrych jak i złych doświadczeń wyciągnąć wnioski na przyszłość. Cały ten turniej piłkarski powinien posłużyć jako baza doświadczeń, zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Ważne, aby wnioski były konstruktywne i na tym powinniśmy się teraz skupić.   

 

2012-06-12 06:45
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

Witold Gadomski:  Od kiedy spotykamy się w tym gronie, głównym tematem jest światowy kryzys finansowy. Jak długo temat ten będzie powracał, dlaczego próby jego przezwyciężenia nie dają dobrych efektów?

 

Ryszard Petru: Przyszłość strefy euro jest w rękach polityków, a nie rynków finansowych. W lutym i marcu na rynkach zapanowała chwilowa euforia. Pamiętam jak w lutym prezes jednego z funduszy inwestycyjnych powiedział: No, na szczęście Monti uratował Europę. Panowało przekonanie, że najgorsze już za nami. Ta euforia była nadmierna, ale teraz mamy nadmierną panikę.

 

Jeśli przyjrzymy się temu, co się działo w Europie w ostatnim roku, to jednak widać postęp, choć nie wystarczający. Premier Włoch Mario Monti zaczął wprowadzać reformy, choć nie udało mu się zreformować rynku pracy. Premier Portugalii Pedro Coelho też reformuje finanse i gospodarkę swego kraju. W Hiszpanii kryzys banków okazał się większy niż można było przypuszczać, ale dla premiera Mariano Rajoy’a to powinno to być korzystne, gdyż kryzys wymusza reformy, do których rząd w innych okolicznościach nie byłby zdolny. Dobrym przykładem jest blokowana przez wiele lat dyrektywa usługowa, którą teraz pod naciskiem kryzysu należałoby w końcu przyjąć. Klasa polityczna w Europie, chcąc nie chcąc staje się bardziej reformatorska pod wpływem kryzysu właśnie. Za mało mówimy o Irlandii, która z kryzysem radzi sobie znacznie lepiej niż kraje południa Europy.

 

Najtrudniejszą sprawą jest rzecz jasna Grecja. Będzie ona „na kroplówce” niezależnie od tego, czy wyjdzie ze strefy euro, czy nie. Jestem przekonany, że bez względu na wynik wyborów Europa będzie chciała z nowym rządem greckim renegocjować porozumienie. Nie przyzna tego oficjalnie, ale jest przygotowana na taki wariant. Doświadczenie Europy pokazuje, że gdy się nie rozmawia, zawsze się traci. W samej Grecji, nawet gdyby wygrała Syriza, lider tej partii nie ma żadnego interesu w tym aby wyjść ze strefy euro, gdyż na skutek gospodarczego zamętu po kilku miesiącach straciłby władzę. Doszłoby bowiem do ogromnej dewaluacji waluty, co trudno zrobić w sposób kontrolowany. Społeczeństwo zostałoby zubożone w stopniu znacznie większym niż na skutek realizacji programu, uzgodnionego przez poprzednie rządy z Unią Europejską i MFW. Przez długi czas nikt nie byłby zainteresowany w inwestowaniu jakichkolwiek pieniędzy w takim kraju W Hiszpanii najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie program pomocy dla tamtejszych banków. Przykład Stanów Zjednoczonych pokazuje, że skuteczna restrukturyzacja banków jest możliwa, musi być jednak głęboka i skuteczna. I tak trzeba w końcu zrobić w Hiszpanii. A EBC będzie jak będzie trzeba będzie interweniował, włącznie ze skupowaniem obligacji, choć będzie starał się to przedstawić w taki sposób, by nie narazić się na zarzut, że łamie europejskie prawo, które takich interwencji zakazuje.

 

Nie ma wyjścia idealnego. EBC nie ogłosi, że prowadzi skup europejskich długów, ale ma ten oręż na wypadek gdyby miało dojść do najgorszego, czyli runu na banki. Oczywiście interwencja banku centralnego rozwiąże problem na krótką metę. Fundamentalne problemy pozostaną. Ale rozmawiając o długach, zapominamy czasem o drugiej stronie. Europa ma potężne aktywa – depozyty ludności, gotówkę firm, które często są nadpłynne. Niepewność i wysokie rentowności krajów Południa biorą się przede wszystkim z tego że nie widać tam perspektywy wzrostu. Ale im głębszy będzie kryzys, tym większa będzie presja na polityków, by coś robili dla wzrostu gospodarczego, ale poprzez reformy strukturalne, a nie pompowanie pieniędzy państwowych. Końca świata nie będzie. Po wyborach greckich może się okazać, że sytuacja wcale nie jest taka zła, jak rynki dziś się obawiają

 

WG: Jakie są szanse na to, że wzrost gospodarczy w krajach rozwiniętych przyspieszy? Czy możliwe jest stymulowanie wzrostu?

 

RP: Niemcy są przykładem kraju, któremu udało się prowadzić politykę prowzrostową. Gospodarka tego kraju korzysta ze strefy euro – waluta jest relatywnie słaba – i z rozszerzenia UE – bowiem duża część produkcji została przeniesiona do tańszych krajów, takich jak Polska. Niemcy potrafiły skorzystać na rozszerzeniu Unii, a Francja, która broniła swego przemysłu, nie. Komponenty produkowane są u nas, a u siebie firmy niemieckie skupiają się na produktach o wysokiej wartości dodanej i tych finalnych oczywiście. Akurat Niemcy powinni być w stanie zaakceptować dyrektywę usługową, gdyż stosowany przez nich outsourcing jest namiastką deregulacji rynku usług.

 

Metodami fiskalnymi lub pieniężnymi wzrost można w krótkim okresie pobudzić, ale teraz nie ma już na to pieniędzy. W bogatych krajach inwestycje państwa w infrastrukturę mogą pobudzać wzrost w  ograniczonym stopniu – gdyż wzrost pochodzi z innowacji, a tych nie tworzy sektor publiczny. Większy sens mają w Europie Środowowschodniej, gdyż przynoszą efekty i popytowe i podażowe, tych drugich bogata Europa już poprzez wydatki publiczne nie tworzy.  Dyskusja wzrost, czy oszczędności jest absurdalna, bo przecież oszczędności robi się między innymi po to, by płacić mniejsze odsetki od długu, by była możliwość zmniejszenia podatków, a tym samym pobudzenie wzrostu.

 

WG: Czy kryzys europejski bardzo dotknie Polskę?

 

RP: Gospodarka zgodnie z oczekiwaniami zwalnia. Kolejne kwartały będą coraz wolniejsze. W przyszłym roku wzrost wyniesie około 2 proc. Odczujemy recesję w Europie Zachodniej i stagnację w Niemczech. Już w tym roku po zakończeniu Euro przyjdzie ostre cięcie inwestycji publicznych i funduszy unijnych. W dłuższej perspektywie mamy duże potrzeby inwestycyjne w energetyce, o których była mowa. To może być potencjalnie silny czynnik wzrostu, choć fakt, że energetyka jest zdominowana przez firmy państwowe sprawia, że tych inwestycji wiele nie będzie. Dodatkowo możemy się spodziewać wciąż wysokiej inflacji na skutek słabego złotego.

 

Polska powinna mieć plan B. Oczekiwałbym, że minister finansów przedstawi taki plan premierowi – co należy robić, jeśli sprawy pójdą gorzej niż zakładamy w wariancie bazowym. Obawiam się, że minister ma w zanadrzu nienajlepsze pomysły: podwyżka składki rentowej,  VAT oraz zupełna likwidacja OFE. Taki plan dobiłby gospodarkę i wówczas rzeczywiście moglibyśmy wejść w recesję. Chwilowy spokój jaki panuje i euforia związana z Euro powinny być wykorzystane na przeprowadzenie reform – deregulacji, reform usług publicznych, przyspieszenia prywatyzacji, zwłaszcza energetyki.

 

2012-06-11 12:49
Polskie wpisy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

  

Rok 2011 był znacznie lepszy od średniej prognoz rynkowych. W Europie kolejne kraje traciły punkty ratingowe, nad rynkami wisiało ryzyko bankructwa Grecji, a kolejni wpadali w spiralę coraz wyższych rentowności obligacji. Na tym tle Polska jawiła się jako oaza spokoju ze wzrostem gospodarczym na poziomie 4.2%.  Stało się tak m.in. dzięki sile niemieckiego eksportu, z którym jest ściśle powiązany jest nasz eksport. Polska bowiem jest obecnie wielkim zapleczem produkcyjnym dla niemieckich eksporterów, a tym samym silnie uzależniona od wahań popytu na towary produkowane przez naszych zachodnich sąsiadów. Dodatnia, dwucyfrowa dynamika polskiego eksportu  wspierała również polski przemysł, który wzrósł w zeszłym roku o ponad 6 procent. Dodatkowo wzrost gospodarczy wspierały inwestycje publiczne i - co najważniejsze -  przyrost  inwestycji prywatnych. Wszystkie te elementy były nadal obecne we wzroście na początku tego roku ale z mniejszą siłą. W sumie ten pierwszy kwartał 2012 nie był jeszcze najgorszy, ale dane opublikowane w zeszły czwartek wskazują wyraźnie na objawy spowolnienia. Wielu zadaje sobie zapewne pytanie, co takiego się stało, że zwalniamy.

 

Wielu ekonomistów przestrzegało przed wolniejszym tempem rozwoju gospodarczego w tym roku. O ile statystyki za pierwszy kwartał pokazują dopiero pierwsze oznaki gorszej koniunktury, o tyle publikacje w kolejnych kwartałach będą znacznie słabsze niż to co zaobserwowaliśmy na początku roku. Wpłynie na to kilka czynników. Zacznijmy od świata zewnętrznego: poważna recesja na Południu Europy, lekka recesja w całej strefie euro, niewielki (ale i tak niezły jak na otoczenie) wzrost gospodarczy w Niemczech. Niemcy eksportują do strefy euro 40 procent swego eksportu, tak więc spowolnienie w Europie przełożyło się już na wyhamowanie niemieckiego eksportu, a co za tym idzie również polskiego. Najbliższą przyszłość widać już w danych dotyczących zamówień eksportowych, które w Niemczech osiągają już lekko ujemną dynamikę. Zwalniający eksport ograniczył wzrost polskiej produkcji przemysłowej, dlatego m.in. przyrost jej wartości dodanej zmalał z poziomu 6.6% w ostatnim kwartale 2011 roku do 3.4% w pierwszym kwartale tego roku.

 

Kolejnym - i tak naprawdę najważniejszym - elementem jest niska dynamika konsumpcji prywatnej, która i tak pozostanie w najbliższych kwartałach głównym motorem wzrostu. Wystarczy tylko zauważyć, że konsumpcja wniosła do wzrostu w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku w przybliżeniu tyle samo co inwestycje i eksport netto razem wzięte. Wniosła więc relatywnie wiele, ale znacznie mniej niż w pierwszych trzech kwartałach zeszłego roku. Wtedy co kwartał kontrybucja spożycia indywidualnego wahała się w okolicach 2  punktów procentowych, podczas gdy ostatnio było to tylko 1.4 pp. Nie ma się jednak co dziwić, płace rosną prawie w tempie inflacji, pieniądz jest droższy (głównie w wyniku wzrostu marż na rynku bankowym a nie podwyżce stóp przez RPP), a zatrudnienie nie przyrasta. Jak na razie podtrzymują nas inwestycje publiczne, a uwzględniając ostatnie szaleństwa z budową A2 można spodziewać się, że w drugim kwartale ich wpływ na wzrost gospodarczy pozostanie nie mniejszy niż dotychczas. A po Euro 2012 to już tylko w dół.

 

Najbardziej jednak rozczarowały inwestycje prywatne. Po tym jak w zeszłym roku z kwartału na kwartał poprawiała się ich dynamika, osiągając w ostatnim kwartale poziom 9.7%, dane za kwartał pierwszy tego roku na poziomie 6.7% mocno rozczarowały.  Przeciętna polska firma jest nadpłynna, ma dość wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, wydawać się więc mogło, że jedyne co można w takim warunkach robić to zwiększać inwestycje, po tym jak przed ponad 1.5 roku w latach 2009 – 2010 notowały one negatywną dynamikę. Niestety, często powtarzający się wątek niepewności, szczególnie wynikającej z niestabilności w strefie euro, jest głównym czynnikiem zwiększającym konserwatyzm i ostrożność inwestorów. A inwestycje prywatne są kluczowe dla wzrostu gospodarczego w dłuższym okresie. To one zwiększają produktywność gospodarki, to one tworzą miejsca pracy, to tam właśnie pojawia się innowacyjność. Dziś kluczowym czynnikiem niepewności są turbulencje w strefie euro, czego pochodną jest wysoka zmienność na rynku walutowym i surowcowym. Nie bez znaczenia jest też nieumiejętność wykorzystania przez władze publiczne instrumentu jakim jest partnerstwo publiczno prywatne. Na naszym małym podwórku w tym okresie zawirowań powinniśmy zwiększać stabilność polskiej gospodarki. Czyli obniżać dług, zwiększać jej konkurencyjność poprzez prywatyzację i deregulację i minimalizować niepotrzebną zmienność i nieprzewidywalność. Byłaby wtedy szansa aby trochę zachęcić naszych przedsiębiorców do inwestowania. Bo bez tego gospodarka zwolni bardziej niż w pesymistycznych wariantach rządowych prognoz.

 

2012-06-05 14:41
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

Things have got very serious.  Greek banks are haemorrhaging as withdrawals escalate and Switzerland has announced restrictions on money flows if Greece leaves the EZ.  In the United Kingdom there has been an increase in UK citizenship applications by Greeks who have been residing in the British Isles for over five years.  IMF chief Christine Lagarde showed her impatience with Greek politicians by saying that she is more concerned about the fate of children in Africa than that of Greeks struggling with the crisis and appealed to the Greek public to finally give up tax dodging.  Another EU summit took place, the end of which saw the release of fewer soothing comuniqués than usual.   It has generally been accepted that what has been agreed should prevail,  namely that no reforms equals no further financing.   Meanwhile in forex land, the euro fell to a record low agains the dollar, at 1.25.  In recent years the lowest rate was 1.20 dollars to the euro.  Caught in the flak once again are the so called emerging currencies - hence the drop in the value of the zloty vis a vis both the euro and the dollar.  The market has prepared for the worst case scenario, i.e. Greece leaves the euro whether it wants to or not.

 

The controlled exit option is unlikely because the approval of the Greek government would be required.  Even the most populist government will try to avoid this solution.  The disorderly exit is the most likely and would mean cutting off the country from external financing and the introduction of a new currency.  As I wrote last August :   "the disorderly exit option,  although unlikely,  is still possible.  Let us imagine a situation where one of the threatened countries in the EZ suspends implementation of the reform plan agreed with the  European Commission and the IMF. 

 

This would lead to the automatic freezing of liquidity which means it would no longer be possible to meet current financial obligations ... A disorderly exit from the EZ is paradoxically easier and more likely than the orderly one.  A disorderly exit would require the flotation of a new currency together with the establishment of an exchange rate as well as the preparation of the necessary institutional infrastructure".

 

This is the threat which looms.  Centre stage is Greece and the party likely to suspend reforms is Syriza.  The flight of savings ratchets up the tension a couple of notches and could lead in no time to a run on the banks.  In order to prevent this the european monetary authorities must be ready at any moment to react.  This is undoubtedly the most real and urgent threat to the system.  The EU and its individual member states are preparing emergency plans in the case of a disorderly exit.  According to polls published recently in the Financial Times, the least prepared countries are those of central and eastern Europe.  Most probably because they consider that their direct connection with Greece is negligible and that in the majority of cases they have their own currencies and are less concerned with the euro's problems than those who use it on a daily basis.  Nothing could be more misguided as a disorderly exit will lead to the kind of market panic which would dwarf even that seen after the collapse of Lehman.  All financial commitments would have to be converted to the new currency which in most cases would mean that creditors would not get paid.  And taking into consideration that the scale of interdependence is not fully known,  the only safe haven would be the ECB.  However in the case of not just Greek but unfortunately also Portuguese and Spanish businesses, there would be a total financial gridlock where everyone would fear a repeat of the Greek scenario.   This may even indirectly affect Polish businesses, not only because of the risk of devaluation but above all because of the paralysis of the european financial system.   Anyone who might be affected should have a plan B.  And the role of European and Greek leaders is to prevent things getting to that point. 

 

2012-06-01 21:15
English notes Komentarze (0)