29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Szanowny Panie Prezesie,

 

Pragnę podziękować za zaproszenie do udziału w debacie gospodarczej zaplanowanej na 24 września. Dziękuję również za otrzymane materiały. Jestem zwolennikiem debat gospodarczych oczekując, że różne pomysły ekonomiczne będą dzięki temu obiektywnie przeanalizowane i dokładnie policzone. W przesłanych materiałach znalazły się szczegółowe projekty ustaw PiS wokół których miałaby się toczyć dyskusja, co istotnie zawęża tematykę debaty. Tak postawiony sposób prowadzenia rozmowy o gospodarce -  wykluczający de facto inne poglądy -  zakłada niejako a priori, że dyskutanci zgadzają się z diagnozą która była podstawą projektów ustaw. Nie daje też możliwości rozmowy o tym czy przedstawione postulaty są słuszne. Debata ekonomiczna o Polsce powinna rozpocząć się od diagnozy sytuacji, następnie określenia oczekiwanych do osiągnięcia celów i na tej podstawie dobrania odpowiednich środków do ich realizacji. Inaczej dyskusja jest albo zbyt jednostronna lub też nie podejmuje najważniejszych wyzwań. Dlatego też, po dokładnym zapoznaniu się z przesłanymi materiałami uznałem, że mój udział w tej debacie nie jest celowy.

 

Zderzenie różnych poglądów i rzeczowa dyskusja są bez wątpienia potrzebne polskiej gospodarce. Warto pomyśleć o takiej debacie w przyszłości rozpoczynając od diagnozy sytuacji. W tym krótkim liście pozwolę sobie podzielić się moją diagnozą jak i krótkim komentarzem na temat pożądanych rozwiązań, wierząc, że może okazać się to pomocne w przyszłości.

 

Silnymi stronami naszej gospodarki jest jej zrównoważona struktura, gdzie trzy silniki jakimi są konsumpcja indywidualna, inwestycje i handel zagraniczny w miarę równomiernie ją napędzają. Nie mamy tak wielkich nierównowag jakie występowały w Stanach Zjednoczonych czy też w wielu krajach europejskich, zarówno na rynku nieruchomości jak i na rynkach finansowych. Polacy też - z pewnymi wyjątkami oczywiście - nie popadli w szał konsumpcji, jak stało się to w wielu krajach rozwiniętych. Po latach centralnego sterowania i wszechobecnego państwa mało kto w Polsce dziś wierzy, że upaństwawianie czy też daleko idące ingerencje rządu, będą dla gospodarki zbawienne. Naszą silną stroną jest też przedsiębiorczość Polaków i dobra sytuacja finansowa przedsiębiorstw prywatnych, oczywiście z wyjątkiem kilku branż, których kłopoty są powszechnie znane.

 

Wśród stron słabych, należałoby wymienić wciąż znaczne zapóźnienie technologiczne wobec Europy Zachodniej, niską jakość infrastruktury, słabą jakość usług publicznych, niską urbanizację, nieelastyczne finanse publiczne przy relatywnie wysokim poziomie zadłużenia w relacji do PKB. Słabością naszej gospodarki jest też nadal duży udział państwa w wytwarzaniu narodowego dochodu, zbytnie przeregulowanie gospodarki, a także nieefektywny system sądowniczy, szczególnie w zakresie prawa gospodarczego. Wyzwaniem jest też rynek pracy, który akurat w ostatniej odsłonie kryzysu okazał się bardziej elastyczny niż mogłoby to wynikać z litery regulacji.

Naszym celem powinno być tworzenie warunków do szybkiego a zarazem stabilnego wzrostu gospodarczego na najbliższe lata. Ważne jest aby owoce tego wzrostu rozkładały się w miarę równomiernie w społeczeństwie, aby malała liczba wykluczonych. O ile cele są dość oczywiste o tyle sposób ich osiągnięcia zawsze wymaga pogłębionej analizy i dyskusji.

 

Najbliższe kwartały przyniosą spowolnienie gospodarcze i niestety wzrost bezrobocia. Na pewno rozwiązaniem nie mogą być pomysły oskładkowania elastycznych form zatrudnienia, czy też olbrzymie wydatki publiczne na tworzenie miejsc pracy. Państwo nie jest od tworzenia miejsc pracy ale od kreowania warunków do ich powstawania. Ważne są więc wszelkie działania które zaadresują olbrzymie niedopasowanie na rynku pracy szczególnie w kwestii nierównowag pomiędzy miastem a wsią, co jest możliwe w krótkim okresie w  zakresie pośrednictwa pracy. Nieefektywny sektor usług publicznych jest szczególnie odczuwalny w takich sektorach jak ochrona zdrowia czy edukacja. W ochronie zdrowia, wciąż mało kto ma odwagę przyznać, że polskie państwo nie jest w stanie zapewnić wszystkich usług zdrowotnych dla wszystkich. Zamiast współpłacenia pod stołem należy wprowadzić współpłacenie legalne, z wyłączeniem najmłodszych i przewlekle chorych.  W edukacji natomiast, przy malejącej z roku na rok liczbie uczniów niezbędne jest odejście od regulacji zawartych w Karcie Nauczyciela. Bez tego typu zmian systemowych Polska nadal będzie się rozwijała, ale wolniej od swych możliwości, ze znacznie gorszą jakością życia w porównaniu z krajami rozwiniętymi. 

 

W moim przekonaniu rozwiązania oparte na szeregu ulg i zachęt nie są odpowiedzią na najważniejsze wyzwania naszego kraju. Wszelkie propozycje tego typu, oprócz analizy swej skuteczności, muszą również uwzględniać element kosztowy, czyli ich wpływ na poziom zadłużenia kraju. Polska nie ma zbyt wielkiego finansowego pola manewru, tak wiec wszelkie kosztowne rozwiązania nie powinny być dzisiaj w ogóle rozważane, stwarzają bowiem ryzyko dla stabilności finansowej kraju. Nie ma oczywiście jednego słusznego sposobu wyjścia z sytuacji, ale skutecznych i sprawdzonych rozwiązań nie ma też zbyt wiele. Ważne jest więc aby w sposób właściwy dobierać rozwiązania do stawianych celów. W Polsce potrzebna jest szersza debata zarówno dotycząca diagnozy jak i głównych wyzwań stojących przed Polską. Nie ma monopolu na optymalne rozwiązania, kluczem jest jednak rozmowa w oderwaniu od emocji i polityki. Tylko w ten sposób będzie można zwiększać szanse na wzrost zamożności i bezpieczeństwa Polaków.

 

 

Z poważaniem,

 

 

Ryszard Petru

Przewodniczący Rady

Towarzystwa Ekonomistów Polskich

2012-09-22 17:56
Polskie wpisy Komentarze (6)
 Oceń wpis
   


Na rynkach zapanowała euforia. Po tym jak EBC podjął decyzję o nielimitowanym skupie krótkoterminowych papierów skarbowych na wtórnym rynku, a chwilę później FED ogłosił trzeci już program tzw. luzowania monetarnego, na rynku finansowym znów wrócił optymizm. Optymizm, że euro w najbliższym czasie się nie rozpadnie, że gospodarka amerykańska znów dostanie kopa w formie dopalacza i że znów w cenie jest złoto. Nie ma się co dziwić reakcji rynków, rzeczywiście w ciągu najbliższych kilku miesięcy działania ECB zasadniczo obniżają ryzyko rozpadu w strefie euro, rzeczywiście w najbliższym kwartale lub dwóch ekstra pieniądz pobudzi trochę koniunkturę i oczywiście jak się drukuje w nadmiarze dolary, to wszyscy na wszelki wypadek kupują złoto -  jedyną dziś wiarygodną walutę świata - której dodrukować się nie da.

 

Zeszłotygodniowa decyzja EBC została obwarowana szeregiem warunków. Że skup obligacji zagrożonych państw może tylko następować wtedy gdy kraje te spełniać będą kryterium realizacji zaplanowanych reform. Że najpierw zostaną uruchomione pozostałe dwa fundusze pomocowe strefy euro. I na koniec jeszcze zapowiedział, że będzie prowadził operacje sterylizacyjne, czyli ściągał z rynku nadmiar środków, które sam wygeneruje. Ma to uspokoić tych, którzy obawiają się, że tego typu deklaracje jak nielimitowany skup obligacji wywołają w przyszłości inflację i to poważną inflację. Niby więc wszystko na papierze wygląda sterylnie, ale w praktyce bardzie trudno będzie utrzymać tę czystość. Zauważmy, ze deklaracje już padły, rynek odczytał je nieco inaczej niż opisano w komunikacie. Mianowicie, że EBC będzie ratował znajdujące się w opresji kraje i nie pozwoli aby Hiszpania a tym bardziej Włochy znalazły się w sytuacji Grecji. Nie wspominając o tym, że nie dopuści do wypchnięcia Grecji ze strefy euro. I prawdopodobnie tak właśnie EBC będzie postępował, bez względu na to jaki jest postęp realizacji włoskich reform i czy przy władzy we Włoszech jest Mario Monti czy też Silvio Berlusconi. Bo jeśli dany kraj otrzyma pomoc wprowadzając zgodnie z planem pakiet reform, to co się wydarzy gdy ten pakiet reform przestanie realizować? Zgodnie z zadeklarowanymi intencjami finansowanie powinno być wstrzymane. W praktyce jednak oznaczałoby to zupełną panikę rynkową i de facto niekontrolowany rozpad strefy euro. EBC jest więc w pułapce, będąc tego oczywiście w pełni świadom. Jest to swego rodzaju zagranie va banque – uspakajamy na pewien czas rynki finansowe a w tym czasie politycy muszą wprowadzić deklarowane wcześniej zmiany tak aby presja fiskalna zelżała, a gospodarki krajów Południa odzyskały przynajmniej cześć utraconej konkurencyjności i perspektywę wzrostu gospodarczego. Niestety dotychczasowa praktyka wskazywała na nieco mniej odpowiedzialne zachowanie europejskich przywódców – w momencie kiedy presja na reformy malała, zawieszano lub rozmydlano pakiet reform. Najlepszym tego przykładem jest Hiszpania, gdzie kilkakrotnie już rozpoczynano a następnie wyhamowywano zapęd reformatorski. Tym razem niestety może być podobnie.

 

Będąc w butach szefa EBC wielu zapewnie postąpiłoby podobnie.  Przy zbyt powolnych i dalece niewystarczających działaniach polityków, szef EBC jest jedynym który czuje się odpowiedzialny za całą strefę euro. Ale swym działaniem kupił jedynie czas, rozwiązał krótkoterminowo problem kosztów płynności kliku krajów. Nadal jednak są one niekonkurencyjne i zmagają się z wysokim obciążeniem fiskalnym. Dziś na szczęście mało kto uważa, że EBC uratował Europę. Nawet najwięksi zwolennicy tego typu działań podkreślają, że Mario Draghi dał politykom więcej czasu. Nie wiemy tylko ile tego czasu i po jakiej cenie. Ciekawe czy przywódcy europejscy mają tego świadomość.

 

FED ma o tyle prostsze zadanie, że zalewa świat dolarami, które są główną pożądaną walutą świata Eksportuje więc inflację na cały świat, obniża wartość rezerw dolarowych posiadanych przez innych, powinien też przynajmniej w teorii osłabić wartość dolara poprawiając w ten sposób konkurencyjność Stanów Zjednoczonych. Jak jednak wiadomo zalew pieniądza nie może wytworzyć nowego PKB. Dlatego też, podobnie jak w przypadku EBC, to tylko sposób na przejściową ulgę. Efektem ubocznym jest tworzenie nowych nierównowag na rynkach aktywów, takich jak surowce, ale też waluty krajów wschodzących. I to m.in. będzie cena jaką przyjdzie nam za to zapłacić.

 

2012-09-18 07:54
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

Poważna debata o gospodarce w każdym kraju jest potrzebna. Ważne jest aby taka dyskusja miała pewne ramy, po to aby była to rzeczową dyskusją a nie chaotyczną wymianą myśli. W przypadku takiej dziedziny jaką jest gospodarka spełnienie takiego warunku nie jest łatwe ze względu na to, że podobnie jak na piłce nożnej, na gospodarce wszyscy się znają. Poważna debata ekonomiczna powinna zacząć się od diagnozy, następnie określenia celów jakie sobie stawiamy, a następnie dobrania odpowiednich narzędzi do realizacji tych celów. Ważne jest aby analizując pojedyncze koncepcje nie tracić z polu widzenia szerszego spektrum. Tyle teorii dyskusji, na pierwszy rzut oka brzmi trochę banalnie, ale w praktyce bardzo trudno jest utrzymać taka dyscyplinę, szczególnie w środowiskach wygadanych jakim są m.in. politycy.

Zaczynając od diagnozy. Polska gospodarka ma swoje zalety, między innymi zrównoważoną strukturę rozwoju gospodarczego, w którym trzy silniki jakimi są konsumpcja prywatna, inwestycje i handel zagraniczny w miarę równomiernie napędzają naszą gospodarkę. W Polsce nie mamy tak wielkich nierównowag jakie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych czy też w wielu krajach europejskich, zarówno na rynku nieruchomości jak i na rynkach finansowym. Polacy też, z pewnymi wyjątkami oczywiście, nie popadli w szał konsumpcji, jak to stało się m.in. w USA. Po latach centralnego sterowania i wszechobecnego państwa mało kto dziś wierzy, że upaństwawianie czy też daleko idące ingerencje finansowe rządu, będą dla gospodarki zbawienne. Nauczyliśmy się liczyc na siebie. Naszą silną stroną jest też dobra sytuacja finansowa polskich przedsiębiorstw prywatnych (z wyjątkiem dwóch czy trzech branż). Po stronie stron słabych, wciąż znaczne zapóźnienie technologiczne wobec Europy Zachodniej, niska jakość infrastruktury, słaba jakość usług publicznych, nieelastyczne finanse publiczne przy relatywnie wysokim poziomie zadłużenia w relacji do PKB, jak na kraj wciąż zaliczający się do rynków wschodzących. Nadal duży udział państwa w wytwarzaniu narodowego dochodu, zbytnie przeregulowanie gospodarki, czy nieefektywny system sądowniczy (w zakresie prawa gospodarczego) to kolejne nasze bolączki. Wyzwaniem jest też rynek pracy, który w ostatniej odsłonie kryzys okazał się bardziej elastyczny niż wynikać to mogłoby z regulacji, ale z drugiej strony jego cechą jest nierównowaga pomiędzy miastem a wsią i olbrzymie niedopasowanie na rynku pracy. To i tak bardzo skrótowy opis, nie uwzględniający wielu obszarow m.in. takich jak ochrona zdrowia, czy edukacja.

Na jednej debacie i tak nie da się poruszyć większości tych problemów. Przydałoby się uzgodnić podstawowe parametry diagonozy i spróbować odpowiedzieć na pytanie o cel rozwoju. Ważne jest przy tym aby w dyskusji nie używać określeń ocennych takich jak liberalny czy etatystyczny. Inaczej bowiem rozmowa szybko wyląduje na manowcach. A w ramach dyskusji dobrze byloby skupić się na kilku najważniejszych wyzwaniach, tak aby można było rozmawiać w miarę konkretnie. W moim przekonaniu zagadnieniami które wymagają szczególnej uwagi to rynek pracy i system emerytalny. W obu przypadkach wyzwania są wyjątkowe a rozwiązania nieintucyjne. Drugim ważnym elementem dyskusji jest stan finansów publicznych i sposoby ich dalszego reformowania, a w szczególności uelastycznienia. Trzecie ważne dla polskiej gospodarki zagadnienie to cały szereg spraw związanych z deregulacją gospodarki i usprawnieniem sądownictwa. O ile w obu tych kwestiach nie ma różnicy zdań co do celu takich działań o tyle odpowiedź jak to osiągnąć banalna nie jest. I wreszcie czwarte zagadnienie, to odpowiedź na pytanie w jakich obszarach usług publicznych skutecznym i efektywnym ich dostarczycielem jest państwo, a na ile lepszym rozwiązaniem byłoby przekazanie odpowiedzialności za nie sektorowi prywatnemu.

Jak widać w Europie pomysłów na rozwiązanie europejskich bolączek jest co nie miara, gorzej z podejmowaniem decyzji. Jednak dziś, w 2012 roku, jesteśmy znacznie mądrzejsi o doświadczenia i o ile dwa lata temu nie widać było przygotowanych planów awaryjnych, dziś są. Przez całą Europę, a nawet świat, przetoczyła się wielka debata, o tym jak wyjść z kryzysu. O ile nie zawsze zgadzam się z konkluzjami jakie wyciągają z niej politycy, to przynajmniej wiemy jakie są alternatywy i co one oznaczają. A to już jest jakaś wartość.

2012-09-11 09:53
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

W danych o dynamice PKB za drugi kwartał najbardziej zaskoczył nie tyle niższy od konsensu wynik, ale przede wszystkim jego składowe. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że w drugim kwartale lecieliśmy już tylko na jednym silniku i był nim eksport netto. I to nie dlatego, że eksport ma się  tak dobrze, ale dlatego że szybciej zwalnia import, co jest wynikiem spowolnienia w inwestycjach. W Polsce zwykle podaje się dynamiki wzrostu gospodarczego porównując poziom dochodu z danego roku z takim samym poziomem w roku poprzednim. Porównując te dane w sposób bardziej statystycznie poprawny, a mianowicie przyrosty PKB z kwartału na kwartał eliminując wcześniej wszelkie zaburzenia sezonowe, nasz dochód wzrósł o 0.4 procent, w podobnym tempie co spożycie indywidualne i inwestycje. W poprzednich kwartałach wzrosty te były wyższe, odpowiednio na poziomie 0.8 i 0.6 procent. Spowolnienie jest więc ewidentne, pytanie tylko czy będzie dalej hamować, czy też jesteśmy już blisko dna.

 

Z danych GUS widać jednoznacznie, że zarówno konsumpcja prywatna jak i inwestycje mocno wyhamowały. Przyczyny są jednak różne i aby nie wpadać w zupełną panikę - jak to uczyniła już część komentatorów - należy przeanalizować które z tych tendencji mają charakter tymczasowy a które stały. W przypadku inwestycji prywatnych mamy do czynienia z bardzo głębokim spadkiem zapasów, co raczej nie powinno się powtórzyć w takiej skali w przyszłych kwartałach. Co do inwestycji publicznych mamy do czynienia z mocnym wyhamowaniem projektów infrastrukturalnych porównując je z tym samym okresem roku poprzedniego. Ten trend w kolejnych kwartałach się utrzyma ze względu zarówno na naturalne wyhamowanie projektów inwestycyjnych jak i ograniczeń wydatkowych nałożonych na tegoroczny budżet. W moim przekonaniu inwestycje publiczne w Polsce są jedynym sensownym wydatkiem, na którym nie powinno się szukać oszczędności gdyż jako jeden z niewielu krajów możemy wykazać, że działania te dają zarówno krótkoterminowy efekt popytowy, jak i ważniejszy, długookresowy efekt podażowy. Jeśli mógłbym coś doradzić rządzącym to taką restrukturyzację wydatków, aby nie zmniejszać wydatków na inwestycje infrastrukturalne w tym i w przyszłym roku.  Skąd pieniądze, o tym zaraz.

 

Co do konsumpcji prywatnej skala tąpnięcia jest niewspółmierna do pozostałych tendencji obserwowanych w realnej gospodarce. Na tak silne spowolnienie konsumpcji składają się dwa czynniki: z jednej strony wolno rosnący fundusz płac, a z drugiej utrzymująca się wyjątkowo wysoka inflacja, która niweluje cały przyrost nominalnego przyrostu funduszu płac. Tak naprawdę dziś jedyną grupą podtrzymującą polską konsumpcję prywatną jest całkiem pokaźna na szczęście grupa osób pracujących na własny rachunek. Są oni bardziej elastyczni i statycznie znacznie mniej obciążeni podatkami i parapodatkami. To powinien być mocny argument dla żądających powrotu do Polski zetatyzowanej. To jest przecież dziś najbardziej elastyczna gospodarczo grupa Polaków i jedyna która podtrzymuje wzrost. Wracając do inflacji, wiele wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach wskaźnik ten będzie malał w relacji rocznej, prawdopodobnie poniżej 3 procent na koniec tego roku, co powinno poprawić wskaźniki przyrostu realnej konsumpcji. Niestety nie proporcjonalnie, ze względu na perspektywę wzrostu bezrobocia, a to znacznie ograniczy przyrost funduszu płac. To tylko prognoza, z ryzykiem że inflacja może być wyższa od tego scenariusza, ze względu na wzrost cen żywności na świecie wywołany amerykańską suszą, oraz z powodu znów osłabiającego się złotego. Kursów walutowych nie ma co prognozować w dzisiejszych czasach, ale to czego możemy być pewni to wysokiej zmienności. Tak długo jak Europa przeżywa poważne problemy egzystencjalne tak nie ma co liczyć na mocnego złotego w dłuższym okresie.

 

Druga połowa roku będzie nawet nieco bardziej mizerna niż drugi kwartał tego roku. Rosnąć będzie bezrobocie, spadać produkcja przemysłowa, może lekko odbije na plus konsumpcja prywatna. Najważniejsze teraz będą wszelkie działania wspierające większą efektywność na rynku pracy. Rozważyć należałoby obniżenie składki na fundusz pracy, zróżnicowanie płacy minimalnej, prywatyzację urzędów pracy. Innym ważnym elementem polityki gospodarczej powinno być przyspieszenie prywatyzacji i wprowadzenie działań zachęcających kapitał do uprzemysławiania kraju. W ten sposób w średniej perspektywie zwiększyć poziom zatrudnienia w kraju a tym samym potencjalny PKB. Jednak w krótkim okresie spowolnienia nie zatrzymamy.

 

2012-09-04 07:55
Polskie wpisy Komentarze (3)