29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 

2013 nie zapowiada się na łatwy rok w gospodarce. Końcówka 2012 nie mogła napawać optymizmem, podobnie będzie z pierwszym a być może też z drugim kwartałem tego roku. W tym kontekście coraz częściej pada słowo kryzys w odniesieniu do stanu naszej gospodarki, pytanie tylko na ile tego typu oceny są uzasadnione. Rozpocząć by należało od definicji kryzysu. W literaturze znajdziemy kilka określeń kryzysu ekonomicznego, od nagłego spowolnienia gospodarki, poprzez długotrwały stan utrzymującego się wysokiego bezrobocia i niskiego tempa wzrostu gospodarczego, po definicję, gdzie mianem kryzysu określa się stan w którym mamy do czynienia z okresem bardzo niskiego lub ujemnego tempa wzrostu gospodarczego. W sumie żadna z tych definicji nie pasuje za bardzo do naszej obecnej sytuacji, bo ani to spowolnienie gospodarcze nie jest nagłe, ani nie trwa długo, ani też nie jest to czas ujemnego wzrostu gospodarczego. Nie chodzi w żadnym wypadku o uspakajanie, każde z tych opisanych w definicjach zjawisk może niedługo stać się elementem rzeczywistości – jednak jak na razie prawdziwe zjawisko kryzysowe dotyka w Polsce głównie kilku branż, a nie całej gospodarki. Mowa tu przede wszystkim o branży budowlanej, zarówno w zakresie budownictwa mieszkaniowego jak i budowy infrastruktury. Poważne kłopoty przeżywają też branże eksportowe, w tym samochodowa i pokrewne, takie choćby jak branża transportowa. W wielu przypadkach można tam mówić o prawdziwym kryzysie. Załamanie w każdym sektorów było nagłe i głębokie i niestety będzie trwało dłuższą chwilę. Na szczęście w większości pozostałych sektorów sytuacja jest znacznie lepsza, choć daleko od dobrych czasów, choćby tych z 2011 roku.

 

Wiele osób wciąż myli spadek dynamiki z prawdziwym spadkiem poziomu. O ile rzeczywiście w przypadku produkcji przemysłowej i inwestycji publicznych mieliśmy do czynienia z realnym spadkiem w 2012 o tyle, na szczęście, wydatki konsumpcyjne Polaków nie zanotowały ujemnej dynamiki. Co prawda były w trzecim kwartale bliskie zera, ale wciąż nie jest to kryzys. Spadająca inflacja jest główną nadzieją na poprawę tego wskaźnika. Szczerze mówiąc, tak długo jak w Polsce nie będziemy mieć do czynienia z ujemną dynamiką prywatnej konsumpcji, tak długo nie można mówić o kryzysie.  Co więcej takie zjawisko musiałoby być trwałe, a nie jednorazowe  - wtedy byłby to mocny sygnał zubożenia społeczeństwa. Formalnie uważa się, że recesja mamy wtedy gdy przez dwa kwartały z rzędu ma miejsce spadek realnego PKB w relacji do poprzedniego kwartału.  Tyle teoria. W praktyce kluczowe będzie zarówno to jakie są odczucia społeczne i jakie zachowanie i postrzeganie rzeczywistości przez przedsiębiorców. Obecny stan na pewno nie można nazwać euforycznym, ale do kryzysu wciąż na szczęście daleko. W społeczeństwie raczej widzimy lęk przed kryzysem, a w szczególności przed jego najboleśniejszym objawem jakim jest rosnące bezrobocie. Wśród przedsiębiorców dominuje obawa o jutro i brak dobrych perspektyw na najbliższy rok. Banki natomiast kontynuują proces delewarowania, co nie poprawia nastrojów ani konsumentów ani przedsiębiorców.  Nie jest to kryzys, bardziej okres swego rodzaju stagnacji i marazmu. Dobrze byłoby gdyby trwał jak najkrócej.

 

W krótkim okresie perspektywy naszej gospodarki zależą od koniunktury globalnej, reformy podażowe szybko nie przełożą się na poprawę koniunktury, a na popytowe ze względu na ograniczenia fiskalne nie ma miejsca. Podobnie jak w większości krajów europejskich. Pozostaje skupić się na tych mało spektakularnych projektach, które dla przeciętnego obywatela nijak się ze wzrostem gospodarczym nie kojarzą, a w rzeczywistości w perspektywie nawet jednego roku mogą przełożyć się na większy potencjał naszej gospodarki.  To takie małe rzeczy jak deregulacja prawa gospodarczego, nowy kodeks budowlany, nowe prawo upadłościowe, przywrócenie elastycznego czasu pracy i większości rozwiązań przyjętych w ramach pakietu antykryzysowego. A także, zwiększenie efektywności pośrednictwa pracy, promocja aktywności zawodowej, nowe regulacje w zakresie większej elastyczności młodych rodzin na rynku pracy. Nie wspominając o zmianach w systemie zabezpieczenia społecznego rolników. Dla przypomnienia, to lista z expose premiera. Tego Państwu i sobie na 2013 rok życzę.

 

2013-01-03 09:05
Polskie wpisy Komentarze (13)