29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 Jak nie zostaną przejęte nasze oszczędności zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych, to grożą nam podwyżki podatków (VAT-u nawet do 27 proc.) i zupełna zapaść gospodarcza. Czyli albo zmiany OFE albo skok w przepaść. Tak stawiając przed Polakami wybór, zapewne liczy się na to, że nikt nie będzie chciał w przepaść skakać. A przejęcie aktywów OFE i tak nikogo nie dotknie, przeksięgowane zostaną po prostu nasze oszczędności na zobowiązania ZUS, ale świat się przecież od tego nie zawali. Co więcej, pieniądze te posłużą wspieraniu wzrostu gospodarczego poprzez współfinansowanie projektów z środków unijnych. Wybór jest prosty, albo eldorado, albo skok w przepaść. Trzeba być zupełnym szaleńcem, żeby się sprzeciwiać zmianom w OFE, nieprawdaż?

 

Dobry film przygodowy musi mieć wartką akcję, zrozumiałą historię i jasny podział na złych i dobrych bohaterów. Zwykle zły bohater ma tak odrażającą fizjonomię, że nie sposób się z nim nie utożsamiać. Ta analogia nie jest przypadkowa – OFE mają być tym złym bohaterem, bo prywatne, bo pobierają opłaty, bo generują dług (sic!), bo kupują obligacje (sic!), no i, co najważniejsze, ich trwanie doprowadzi przecież do zagłady kraju. Z drugiej strony, mamy perspektywę mlekiem i miodem opływającej krainy, w której do szczęścia brakuje tylko pieniędzy z OFE, aby sfinansować drugą transzę unijnej pomocy. Ale rzeczywistość jest zwykle bardziej skomplikowana niż film. Nie jest prawdą, że albo radyklana redukcja OFE, albo katastrofa finansowa kraju. Jeśli ustawa nie zostanie przyjęta – a przecież to wciąż jest prawdopodobny scenariusz – to najprostszym rozwiązaniem dającym oddech fiskalny byłoby zawieszenie składki emerytalnej do OFE np. na dwa lata. Następnie, korzystając z powoli poprawiającej się koniunktury, warto pochylić się nad działaniami zapowiedzianymi w pierwszym i drugim expose premiera, aby zmniejszyć poziom generowanego przez państwo długu i jednocześnie odsztywnić raz na zawsze polskie finanse publiczne. Inaczej grozi nam wariant stagnacji. Bowiem pieniądze z OFE wraz z unijnymi wprowadzą nas w dwuletni przyjemny letarg, który pewnego dnia zostanie brutalnie przerwany przez pierwsze lepsze zawirowanie gospodarcze. Przekonały się o tym kraje południa Europy, gdzie unijny parasol wspólnej waluty jak i finansowe wsparcie unijne uśpiły czujność polityków, ale też – trzeba to przyznać – wielu ekonomistów. Dziś konsekwencje tego letargu ponoszą rzesze młodych ludzi nie mogących znaleźć pracy. Droga to lekcja ekonomii.

Niecałą dekadę temu padło hasło „Nicea albo śmierć”. Jak wiemy z naszej bogatej historii, takie stawianie spraw nie ułatwia rzeczowej dyskusji, ogranicza pole analizy, wzbudza tylko emocje. Samo hasło zapewne wielu pamięta, ale o co chodziło z tą Niceą? Dziś proponuje nam się podobne zawołanie, tym razem brzmi ono „likwidacja OFE albo śmierć”. A to nieprawdziwy wybór jest. Dla przypomnienia: politycy, którzy tak stawiają sprawy, przegrywają w dłuższym okresie.

2013-12-16 11:22
Polskie wpisy ekonomia, podatki, budżet, ii filar, ofe, system emerytalny Komentarze (14)
 Oceń wpis
   

 W przyszłym roku Polska ma szanse rosnąć w tempie 2.5 procent. To byłby znacznie lepszy wynik niż tegoroczne szacunki, byłoby to również potwierdzenie, że wychodzimy z kryzysu. Wynik ten nieco bladnie w porównaniu z oczekiwaną dynamiką wzrostu gospodarczego w Szwecji (2.8 proc.) czy Niemiec na poziomie 1.7 proc. Przykład Szwecji pokazuje, że można szybciej, a przykład Niemiec, że kraj doganiający może rosnąć w podobnym tempie co zamożny kraj, od którego jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Nie powinno to być jednak wielkim zaskoczeniem – Polsce bowiem trudno będzie uzyskać takie tempa wzrostu jak w przeszłości. Kurczą się bowiem proste rezerwy wzrostu, niedługo uda nam się dokończyć podstawową sieć komunikacyjną, a co za tym idzie, obniżyć koszty i zwiększyć podaż niektórych usług. Kolejna fala inwestycji w tym zakresie takiego znaczenia już mieć nie będzie.

 

Stąd tak ważnym jest wyzwanie zwiększenia polskiej konkurecyjności. Konkurencyjność to bardzo szerokie pojęcie, różnie jest niestety rozumiane. Wciąż niestety dominuje przekonanie, że możemy konkurować tanią siłą roboczą i umiejętnością doskonałej imitacji. To droga donikąd, w UE tańsze od nas są Rumunia i Bułgaria, a globalnie większość krajów azjatyckich, nie wspominając o innych kontynentach. Kraje te też są bardzo dobre w imitacji. Na tym poziomie, na którym znalazła się Polska, dalszy wzrost gospodarczy będzie głównie pochodną łącznej produktywności czynników produkcji, czyli głównie innowacyjności. Oczywiście jako kraj zapóźniony, będziemy wciąż w stanie pewną część wzrostu gospodarczego pozyskiwać z importu know-how, ale przyrosty te będą znacznie niższe niż w przeszłości.

Oprócz niewątpliwych sił polskiej gospodarki ma ona też swe słabości. Niski poziom oszczędności, niską aktywność zawodową, negatywną demografię, edukację niedostosowaną do współczesnej gospodarki, niski poziom innowacyjności. I odwieczne bolączki, na które wciąż wskazuje raport Banku Światowego Doing Business 2014, takie jak nieprzyjazne regulacje gospodarcze, nieefektywny wymiar sprawiedliwości, nieefektywna administracja. Pomimo poprawy w tegorocznym rankingu, proces dochodzenia praw przed sądem wciąż trwa 800 dni (kilka lat wcześniej było 1000). Płacenie podatków w Polsce jest wyjątkowo trudne dla przedsiębiorców – zajmujemy w tej dziedzinie niechlubne 113. miejsce na świecie (każdy kto ma styczność z realną gospodarką wie, jak niepewne mogą być reguły gry w polskim systemie podatkowym). Podobnie jest niestety z wieloma obszarami prawa budowlanego – 88. Miejsce (też w sumie żaden to powód do dumy), jak również wspomnianym wcześniej dochodzeniem praw przed sądem (miejsce 55.). Poprawa w ostatnich latach jest widoczna, ale stanowczo niewystarczająca. Szczególnie, że żaden z tych obszarów nie jest i zapewne nie będzie przedmiotem ideologicznego sporu. Wyzwania te to w znacznej mierze kwestia przełamania oporu biurokracji i spójnej wizji, co się chce osiągnąć.  No i oczywiście samoograniczenie władzy, bo im bardziej proste i przejrzyste procedury, tym mniejsza dyskrecjonalna władza urzędnika. I właśnie o to chodzi.

Dzisiaj, w roku 2013, potrzeby tego typu reform są znacznie większe niż w latach poprzednich – bo na nich właśnie będzie bazować nasz wzrost gospodarczy. Pozostałe kwestie, takie jak wzrost poziomu oszczędności krajowych czy też zbliżenia nauki z biznesem mają charakter znacznie bardziej długofalowy. Nad jednym i drugim trzeba pracować, tyle że obszary deregulacyjne mogą dać znacznie szybsze efekty.

2013-12-16 11:18
Polskie wpisy innowacyjność, konkurencyjność, wzrost gospodarczy, doing business, deregulacja Komentarze (3)