29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

  

Kolejny szczyt w kierunku dalszej integracji. Widać dość wyraźnie w którą stronę zmierza Europa. Obserwujemy bowiem kolejne fazy integracji w ramach strefy euro i Europa dwóch prędkości coraz bardziej staje się faktem. Co więcej integracja jest coraz ściślejsza i w tym sensie Europa nam się znów oddala. Nie powinniśmy z tego powodu załamywać rąk, jest to proces naturalny, ważne aby trzymać cały czas nogę w drzwiach aby móc szybko do tego klubu dołączyć. Pod warunkiem, że klub ten będzie zwarty i wyciągnie wnioski z przeszłości. A tu, na razie jednak nie widać spójnej strategii działania. Nie można nie oprzeć się wrażeniu, że Włochy i Francja próbują wymusić na Niemcach emisję euro obligacji wykorzystując do tego presję rynkową.

 

Stąd m.in. zapowiedzi prezydenta Francji, który na ostatnim szczycie G20 podkreślał, że problemy członków UE muszą być rozwiązywane wyłącznie przez instytucje europejskie, bez pomocy ciał międzynarodowych takich jak MFW. Tego typu deklaracje zamiast problemy rozwiązywać powiększają je. Oderwane są bowiem od realiów dzisiejszego świata. Po pierwsze Europy nie stać na  finansowanie Włoch, które niestety są pierwsze w kolejce za Hiszpanią. W przypadku gdyby doszło do odcięcia Hiszpanii od rynku i finansowanie przejęłaby Unia, czy to w postaci EFS czy też nawet poprzez EBC, szybko trzeba byłoby pokazać w jaki sposób ten sam problem byłby rozwiązany w przypadku Włoch. Rynki będą więc oceniały na ile przyjęte dla Hiszpanii rozwiązania byłyby skuteczne dla znacznie większej i wciąż (przynajmniej na papierze) bardziej zadłużonej gospodarki jaką są Włochy. Chciałbym wierzyć, że politycy europejscy mają tego świadomość.

 

Cała dyskusja wokół szczytu wskazuje na to, że znaczna część polityków europejskich widzi tylko jedno rozwiązanie problemu, do którego zbliża nas pogarszająca się sytuacja w Europie. Tym rozwiązaniem są oczywiście euro obligacje. Ostatnio Angela Merkel powiedziała, że za jej życia taki instrument nie zostanie wprowadzony. Ale im większe będzie ryzyko przełożenia się kryzysu płynności na Włochy tym większa presja na Niemcy, aby wzięły współodpowiedzialność za Europę. Nie jestem wcale przekonany, czy pod presją Niemcy się nie ugną. Pamiętajmy jednak, że euro obligacje nie rozwiązują fundamentalnych problemów pogrążonych w recesji krajów strefy euro. Euroobligacje zaklajstrują jedynie problem płynności  i to raczej na pewien czas, bo przecież każdy na rynku wie że w nieskończoność Niemcy nie będą w stanie gwarantować długów Europy. Dlatego też to co jest tak bardzo wyczekiwane przez rynek ale i przez wielu polityków Południa jest wyłącznie sposobem na „złapanie czasu” a nie rozwiązaniem problemu długów i sposobem na poprawienie konkurencyjności. Podobna idea przyświeca pomysłowi unii bankowej, aby długi francuskich i hiszpańskich banków gwarantował niemiecki podatnik. Idea podobna do unii fiskalnej i eurobondów, z tą różnicą że mniej kontrowersyjna i znacznie łatwiejsza do wprowadzenia. Nie wymaga bowiem zmian traktatów, można ją wprowadzić w ramach obecnych uwarunkowań prawnych, a decyzja w tej sprawie byłaby mocnym sygnałem wskazującym na głębszą integrację europejską i krok w kierunku unii fiskalnej i współodpowiedzialności fiskalnej wraz z koncepcją euro obligacji. Niemcy mają pełną świadomość w którym kierunku to idzie, dlatego też przygotowują pospiesznie instytucjonalne rozwiązania które zwiększyłyby wpływ płatników na to co robią ci którzy pieniądze ich wydają. To w sumie oczywiste, że uwspólnienie długów powinno wymagać zrzeczenia się pewnej części suwerenności. Jednak Francuzi czy Włosi chcieliby aby ten drugi element był bardziej deklaratywny niż realizowalny w praktyce. I w tej strategii pomóc ma presja rynkowa związana z pogarszającą się sytuacją w strefie euro.

 

Nie można też zapominać o „małej” Grecji. Bowiem rozwiązania przyjmowane dla Grecji są potem ćwiczone w innych krajach wpadających w tarapaty. Grecja jest jednak przypadkiem skrajnym. Przede wszystkim większości pożyczanych pieniędzy nie odda. Jednak odcięcie Grecji od zewnętrznej płynności mogłoby być nawet bardziej kosztowne. Bowiem w przypadku greckiej paniki EBC musiałby interweniować na szeroką skalę w krajach Południa Europy, w sumie więc skala tej operacji byłaby znacznie większa niż finansowanie wyłącznie samej tylko Grecji. Dlatego też politycy europejscy będą w stanie iść na daleko idące kompromisy aby uniknąć wariantu alternatywnego. Nie oznacza to oczywiście, że będą w stanie zaakceptować każde postępowanie Greków, jest bowiem pewna linia, której przekroczyć nie można. Ta linia demarkacyjna to przede wszystkim postawa władz greckich. Rząd tego kraju nie może wprost wypowiedzieć warunków na których przyznawana jest pomoc, byłoby to bowiem zasadnicze zakwestionowanie wiarygodności tzw. trojki, w tym MFW i UE.  Grecja, jeśli chce pozostać członkiem strefy euro będzie musiała dokonywać procesu restrukturyzacji gospodarki, zaczynając od prywatyzacji, poprzez proces deregulacji i odbiurokratyzowania gospodarki, po głębokie zwolnienia w administracji publicznej. Grecy unikają jak ognia terapii szokowej.  Ich wybór. Niestety cały ten proces dostosowywania gospodarki do otaczającej Grecję warunków konkurencyjnych zajmie dobrych parę lat, o ile nie całą dekadę. Jednym z kluczowych elementów procesu dostosowawczego będzie relatywna obniżka płac w stosunku do krajów konkurencyjnych. Obniżenie płac o 40 procent było możliwe w krajach bałtyckich, jak na razie nie udaje się to w krajach południowej Europy. Bez wątpienia w krajach Południa wciąż istnieje przekonanie, że nie ma potrzeby dokonywania aż tak głębokich dostosowań, UE będzie przecież ratować zagrożone kraje, co z resztą od ponad dwóch lat robi. Kraje bałtyckie w takim przekonaniu nie żyły, dlatego też musiały same sobie poradzić z problemami i szybko i ostro skorygować wcześniejszy nadmierny wzrost płac.

 

Rozwiązania przyjmowane dla Grecji stawały się dotychczas standardem wykorzystywanym w innych krajach. Ale nie da się przez dziesięć lat finansować kilku krajów Południa na tych samych zasadach jak Grecję. Na razie niestety, przywódcy europejscy myślą dokładnie tymi samymi kategoriami  - jak zapewnić płynność, odkładając  rozwiązania fundamentalne na później. Tak jednak problemów Europy nie rozwiążemy.

 

2012-07-16 14:03
Polskie wpisy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

  

How is it that when we truly desire something, we will climb mountains to achieve our goal and succeed, but if we tackle things with even just a little less determination, we get the same tired old results?

 

Let me go back to the fall of communism and its replacement with the free market model. What we managed to achieve in 1989 and 1990 will remain forever engraved in our collective memory as the perfect transition from a totalitarian system to democracy, followed by a perfect transition from a centrally planned to a free market economy. We don't feel particularly proud of this, mainly because most of us consider the transition as a given but which still needs work. But back then nothing was a given - you only have to look to Ukraine for an example of an irresponsibly managed introduction of a democratic system and free market. The reason that the move succeeded was the iron clad determination of the ruling elite, an awareness that this was a huge opportunity with laser-like focus on the task at hand. The calibre of the decision makers was important.

 

While keeping a sense of proportion, we can say we have succeeded in doing that which a few years' ago we would have feared would fail. Firstly there was the Polish presidency of the EU which was particularly successful. The presidency is not in itself a global scale event, but the ability to smoothly lead european affairs for six months is proof that when we want to, we can. Things did not go so smoothly for the Czechs or for the Hungarians. Another example is the European Football Championship. A wise man once said that one shouldn't count chickens before they are hatched but it is already obvious that we are capable of organizing a massive event with decent infrastructure. Basically each of the founding EU members would consider the organizing of such an effect as almost routine whereas we still have to prove to the world and to ourselves that we are capable of doing that which passes for the norm in richer countries. The question is why can we not do something purely for ourselves, applying the same commitment and precision as we do in the case of any undertaking which will be judged by the outside world. I'm referring to such basic undertakings as a radical reform of the judiciary or of the state railway system. The kind of commitment we applied to Euro 2012 could be usefully reapplied for the introduction of all new solutions in the health sector where it's not so much that the intended changes were bad but that their implementation was sloppy and not properly thought through.

 

In business, before any crucial decisions are taken, all the alternatives and possible outcomes should be carefully studied in order to preempt problems - still no guarantee of success - which is why risk should be kept to a minimum. This approach is sadly far too rare in the Polish public sector. The same can be said of the way laws transit through the Polish parliament. Frequently, when a proposed law gets to the parliamentary committee stage, that is when the proponent will start tabling amendments because he or she suddenly becomes aware of all the inaccuracies. It doesn't have to be like that - this has been proved by the way Euro 2012 has been organised. The proposed organization of any undertaking, be it a football tournament or the Polish presidency should be sufficiently detailed and accurate and contain all the necessary checks and balances. In Poland, too frequently we concentrate on projects which lack an overarching conceptual strategy. The result is not just poor preparation but the necessity to adjust and amend in the final stages. This is all pretty obvious. Obvious, but frequently overlooked. We should remember that if necessary, we are capable of stepping up to the plate.

 

2012-07-12 19:55
English notes Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

The results of the Greek elections have been welcomed with a sigh of relief.  Obviously decision makers in Europe had a back up plan  which would have meant talks with the leader of the populist party Syriza - a difficult and unpredictable exercise.   Syriza had already announced street protests and renegotiating the bail out package.  However, it is unfortunate that the leaders of the victorious parties are not guaranteeing the responsible implementation of reforms.  For example only a few months' ago, the New Democracy leader rejected the conditions of the bailout pact with Europe.  Moreover, he is even partially responsible for the current mess which was created by the irresponsible rule of the Greek establishment parties.  These parties, while somewhat more predictable than Syriza, are not pro reformer.  Whence the relief following the Sunday elections. 

There will be further rounds of talks.  Coalition political parties will have to work with representatives of the EU and of the IMF to find a way to drop demands for softening the bail out conditions  without saving face.  The plan cannot be radically changed because this might encourage radical movements in other countries to protest against already agreed austerity measures.  On the other hand the lack of any sort of concessions will simple add grist to the Syriza mill which will present itself as the only party capable of changing the bailout terms.  In one way or another Greece will continue to be on life support while struggling to implement reforms.   For the moment however there is no clear government coalition leader who would be capable of implementing the reform program decisively and quickly.   Greece needs to deregulate production, the labour market, privatisation - in other words to implement measures which will increase economic flexibility and competition.  If these changes are not implemented fast and decisively, the next few quarters will see a drop in wages along with continuing street protests.  Unfortunately this and the risk of early elections seems very likely.  

The spectre of a euro exit will be hanging over Athens for the next few years.  We shouldn't assume that the federal Europe project within the confines of the eurozone will be capable of diminishing the risk which is political in nature rather than economic or institutional.  However, in the name of euro zone unity, Europe will do everything to prevent even the smallest country from leaving.  A Greek disorderly exit would be perceived by many as the beginning of the end of the euro zone.  It would be difficult to say why Greece should be an exception, as the financial markets would select the next countries which will have to walk the plank -  a huge defeat for Europe's politicians who would be seen as incapable of halting disintegration.

To a great degree current tensions in southern Europe were caused by the lack of firm decision making two years' ago.  In 2010 european leaders fiddled around with aid packages which subsequently turned out to be insufficient instead of quickly restructuring the debt and implementing a reform programme,  They also allowed Greek politicians to get into the habit of backing out of agreements and instead of immediately calling in the IMF with their tried and tested recovery programs, they went to the EU which is primarily a political body.   The longer this stalemate lasts, the more various countries will depend on each other and the more populist parties will try to hold everyone to ransom.  An example of this was last week's announcement by the Syriza leader who said that the day Greece leaves the euro will be the day that the entire system will collapse.  Both sides are aware of the risk and are steering a difficult course.    After Sunday's election result the ship finds itself in calmer waters but it will still be easy to rock the boat.

 

 

2012-07-12 19:50
English notes Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

  

Niespełna tydzień po szczycie, który przez wielu został okrzyknięty przełomowym, włoskie i hiszpańskie obligacje znów osiągają rekordowe rentowności.  A jeszcze w czwartek EBC i Bank China obniżyły koszt pieniądza, a Bank Anglii podjął decyzję o kolejnym dodruku pieniądza. Ale euforia trwała krótko. W międzyczasie prezes EBC Mario Draghi przyznał, że podjęta kilka miesięcy temu akcje zasilania baków komercyjnych w płynność nie spełniła oczekiwanych rezultatów. Teraz poprzez obniżkę stopy depozytowej EBC chce zachęcić banki komercyjne do wpuszczenia pieniądza w obieg gospodarczy zamiast deponować je na bezpiecznych - ale teraz już nieoprocentowanych - depozytach w banku centralnym. Bank Danii poszedł nawet o krok dalej oferując ujemną stopę procentową na depozytach w tej instytucji. W takiej sytuacji bank komercyjny musiałby dopłacać do depozytu lokowanego w banku centralnym nie wspominając o utracie wartości pieniądza spowodowaną inflacją. Sporo się działo w tym ostatnim tygodniu, pytanie tylko czy podjęte działania przyniosą oczekiwane rezultaty. Wątpię.

 

Zauważmy, że zasilenie w płynność europejskiego sektora bankowego na chwilę tylko odsunęło w czasie ryzyko niewypłacalności Hiszpanii i Włoch. Banki komercyjne zasilone w ekstra pieniądz miały masowo rzucić się do kupowania tych mniej dziś bezpiecznych papierów, obniżając w ten sposób ich rentowności do „normalnych” poziomów. Tak też się stało, ale fiesta ta nie trwała długo. Cóż z tego że bank ma ekstra płynność, kiedy obawia się, że części pożyczonych rządowi hiszpańskiemu pieniędzy nigdy nie zobaczy. Jeśli prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest rosnące, inwestorzy odzwierciedlają to ryzyko w wycenie papierów. Jeśli więc rząd hiszpański płaci dziś za dziesięcioletni papier ponad 7 procent, a rząd Włoch ponad 6 procent, to jest to po prostu wycena ryzyka jakie wiąże się zakupem tych papierów. Ile byśmy nie dali bankom pieniędzy to instytucje te racjonalnie się zachowując zawsze będą starały się wycenić ryzyko niewypłacalności pożyczkobiorcy.

 

Trudno będzie też zmusić banki do finansowania gospodarki oferując bankom zerową stopę procentową w EBC. Jeśli ryzyko poniesienia straty w ramach podstawowej działalności komercyjnej banków będzie wysokie, to bezpieczniej będzie przechować krótkoterminową płynność w EBC, a pozostałe pieniądze zaparkować w nieco bardziej atrakcyjne cenowo i podobnie bezpieczne instrumenty, takie jak niemieckie czy amerykańskie obligacje. A dla zwolenników wrażeń zawsze pozostaje szeroka gama papierów rządów krajów rozwijających, od Polski zaczynając na Brazylii kończąc. Przy dzisiejszych globalnych przepływach pieniędzy i globalnym arbitrażu trudno spodziewać się aby działania podejmowane przez Bank Danii mogły przynieść oczekiwane rezultaty. Zamiast parkować nadwyżki w Danii można przecież będzie je deponować w EBC, pozostaje tylko ryzyko kursowe. Akcje te będą więc miały ograniczoną skuteczność, bo problemem Europy nie jest brak płynności ale brak perspektyw wzrostu i związane z tym pytanie jak poszczególne kraje będą spłacać swe zadłużenie. Oczywiście w przypadku gdyby doszło do zakręcenia kurka z płynnością dla Hiszpanii lub Włoch największe instytucje świata muszą tą płynność zapewnić. Ale zapewnienie płynności powinno mieć wyłącznie charakter krótkotrwały, nie rozwiąże w żadnym wypadku problemów fundamentalnych.

 

Dużo znów mówi się o potrzebie wspierania wzrostu, apeluje się o to aby zaprzestać już z tym oszczędzaniem, bo przecież oszczędzanie do niczego dobrego nie prowadzi. Warto jednak zanim się te uwagi wypowie ocenić o jakie oszczędności chodzi. Jeśli bowiem na Sycylii przez lata funkcjonowało biuro ds. odśnieżania, a przypomnę, tam śnieg nie pada, to należy zadać sobie pytanie czy likwidacja takiej jednostki jest tym złym oszczędzaniem zabijającym wzrost, czy naturalną racjonalizacją. Jak było dobrze, nikt się takimi nieefektywnościami nie przejmował. Teraz przyszedł czas na głęboki przegląd. Świat urzędniczy przez te lata rozrósł się niewspółmiernie do potrzeb gospodarki, rozrost państwa w wielu przypadkach gospodarki przygniótł. Do tego jeszcze jeśli państwo jest nieefektywne i nie jest w stanie zbierać podatków których to płacenia podatnicy unikają, to również nie są to żadne oszczędności a jedynie powrót do normalności. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy we Włoszech przy każdej transakcji, nawet najmniejszej za espresso za jedno euro, otrzymywałem rachunek fiskalny, tak jak u nas. Rok temu nie do pomyślenia. Widocznie w niektórych krajach, bez kas fiskalnych nie można liczyć na zbytnią uczciwość i jest jedyny skuteczny sposób aby realizować podstawowe funkcje państwa.

 

Mam wrażenie, że wciąż wielu polityków w Europie nie rozumie natury rynków finansowych i globalnego świata. Stąd też decyzje które uspakajają rynki na tydzień lub miesiąc. Nie że te decyzje są z gruntu złe, część z nich jak pakt fiskalny są bardzo potrzebne na przyszłość, ale istota problemu leży gdzie indziej. Rynki chcą widzieć determinację w dokonaniu w krótkim okresie reform, a nie przeciąganie ich w czasie. Najlepiej widać to na przykładzie Grecji której znaczna część obecnych problemów wynika z braku realizacji podstawowych reform a nie ich nadmiaru. Wciąż chyba takie myślenie w Europie jest w mniejszości. 

2012-07-10 09:11
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   
Reakcja rynku finansowego na wyniki ostatniego szczytu była wręcz euforyczna. Najwięcej pozytywnych emocji wywołała decyzja o tym aby pieniądze przekazywane na ratowania banków trafiały bezpośrednio do samych banków, a nie tak jak poprzednio musiały być transferowane przez rządy tych krajów. Różnica niby nie fundamentalna, ale zmienia zasadniczo sposób księgowania tych środków – nie będą one teraz zwiększały długów krajów, będą natomiast zapisywane jako zobowiązania banków. Rozwiązanie to jest korzystne nie tylko dla Hiszpanii, która niedawno poprosiła o wsparcie finansowe dla sektora finansowego, ale również dla Irlandii, której przyrost długu był głównie związany z ratowaniem sektora bankowego. Szacuje się, że przeksięgowanie irlandzkiego długu, ze względu na wykluczenie kwot którymi został wsparty system bankowy, umożliwiłoby obniżenie relacji zadłużenia do PKB z prawie 120 proc PKB do mniej więcej 90 procent. Irlandczycy w tej euforii uznali, ze mogliby niedługo wyjść na rynek finansowy emitując papiery rządowe po raz pierwszy od momentu kiedy poprosili o pomoc finansową. Drugim istotnym elementem szczytu było uzgodnienie nowych zasad przyznawania pomocy. Pożyczanie Hiszpanom czy Włochom nie będzie już uzależnione od specjalnego programu reform nadzorowanego przez Trojkę, pomoc będzie jedynie powiązana z ogólnym zobowiązaniem do realizacji planów fiskalnych w ramach obecnie obowiązujących już zobowiązań. Ma być więc znacznie łatwiej i szybciej. Reakcja na tą część porozumienia również była pozytywna, gdyż rynek otrzymał informację, że potencjalne finansowanie długu Hiszpanii, a tym bardziej Włoch będzie odbywać się płynnie bez negocjacji warunków wstępnych. Pytanie tylko, czy rozwiązania te są na tyle przełomowe aby ogłosić początek końca kryzysu zadłużeniowego, czy też jest tylko kolejna forma odłożenia problemu w czasie. Niestety obawiam się, że to drugie. Zanim jeszcze o tym na ile przyjęte rozwiązania rzeczywiście są przełomowe, dwa słowa o planowej unii bankowej, konceptem ściśle związanym z pomysłem pożyczania pieniędzy bezpośrednio bankom. Unia bankowa miałaby polegać przede wszystkim na wspólnym gwarantowaniu płynności, depozytów a także zapewniała wsparcie finansowe w sytuacji gdyby któryś z banków znalazł się w tarapatach. W zamian wszelkie duże europejskie banki musiałby podlegać pod nowy nadzór europejski, według zasady kto płaci ten także kontroluje. Jak się można domyśleć ta pierwsza część porozumienia, czy płatności są dość łatwe do zarządzenia, znacznie trudniej będzie wprowadzić spójny i skuteczny system nadzoru i kontroli. Już pojawiły się wątpliwości co do tego jak określić wielkość banku od którego musiałby on wchodzić pod kuratelę paneuropejską. Ciężar skuteczności całego rozwiązania znów spada na braki płatników, bo to im przecież najbardziej zależy na skuteczności wspólnego nadzoru, którego głównym celem byłoby niedopuszczenie do powstania strat w sektorze bankowym. Cały koncept wyjęcia sektora bankowego z zarządzania kryzysowego i oddzielenie długów banków od zadłużenia publicznego nie rozwiązaniem na długą metę. Jest to przecież wyłącznie inna forma zapisu księgowego strat, które i tak powstają. Rynki zareagowały euforycznie, bo nagle poprawiły się wskaźniki fiskalne zagrożonych państw. Ale dług jest długiem i ktoś za ten dług będzie musiał zapłacić. Kluczową kwestia wciąż jest pytanie o perspektywę wzrostu gospodarczego, ale nie takim sensie jak ją postrzega Fracois Hollande, pobudzania do poprzez wydatki publiczne, ale pytanie o realną siłę gospodarki i jej możliwość generowania dodatniej stopy zwrotu. Jeśli nie będzie tej perspektywy, to i tak za długi bankowe zapłacą podatnicy. Przez jakiś czas hiszpańskie długi będą skłonni pokrywać podatnicy niemieccy, ale tak długo jak nie będą zagrażały stabilności Niemiec. W tym drugim przypadku dojdzie do zerwania całej idei unii bankowej, podobnie jak całej idei unii fiskalnej. Cała więc rozwiązanie bazujące na zapewnieniu płynności uspakaja tylko w krótki terminie, tak długo jak nie powstanie ryzyko zachwiania w podstawach wiarygodności fis lanej całej strefy euro. Pamiętajmy też, że wszystkie te porozumienia mają charakter polityczny, nie ma dziś pewności że za kilka lat nie pojawia się politycy którzy będą chcieli te zasady zmienić.
2012-07-08 11:12
English notes Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Jak to jest, że jak bardzo chcemy to wszystko staje się możliwe, a jak już tej determinacji jest nieco mniej, to wychodzi tak jak zawsze? Nie chodzi wcale o piłkę nożna ale o nasze podejście do wielkich zadań. Górnolotnie rozpoczynając należałoby zacząć od procesu demontażu komunizmu i wprowadzeniu na trwałe gospodarki rynkowej. To co nam się udało zrobić w latach 1989 i 1990 zostanie na stałe w pamięci historycznej świata jako perfekcyjny proces pokojowego przejścia od systemu totalitarnego do demokracji, a następnie podobnie perfekcyjnej transformacji od gospodarki centralnie planowanej do rynkowej. Nie czujemy się z tego powodu specjalnie dumni, przede wszystkim dlatego że większość z nas uznaje to za coś oczywistego. A dodatkowo wciąż wymaga dalszego wysiłku. Ale w tamtym czasie nic oczywiste nie było, wystarczy spojrzeć na niekonsekwentne wdrażanie demokracji i wolnego rynku choćby na Ukrainie. Przyczyną sukcesu tamtej chwili była olbrzymia determinacja ówczesnych elit, świadomość swego rodzaju „okna możliwości” i koncentracja na zasadniczym zadaniu. Nie bez znaczenia była też jakość decydentów.

Przy uwzględnieniu wszelkich proporcji, ostatnio udają nam się rzeczy, o które jeszcze kilka lat temu obawialiśmy, że zakończą się klapą. Pierwszym z tych wydarzeń była wyjątkowo udana prezydencja. Prezydencja sama w sobie nie jest wielkim wydarzeniem na skalę światową, ale umiejętność prowadzenia spraw europejskich przez pół roku bez jakichkolwiek zgrzytów, na normalnych europejskim poziomie, jest dowodem, że jak chcemy to możemy. Przypomnę, tylko że zarówno Czechom jak i Węgrom tak płynnie jak nam nie poszło. Drugim z takich przykładów jest organizacja Euro 2012. Dobra zasada mówi o tym aby nie chwalić dnia przed zachodem słońca, ale dziś wszystko wskazuje na to, że jesteśmy spokojnie w stanie przeprowadzić dużą imprezę masową na przyzwoitym infrastrukturalnie jak i organizacyjnie poziomie. W sumie, każdy ze starych krajów UE uważałby tego typu zadania za chleb powszedni, my jednak wciąż sobie i światu musimy udowadniać, że to co w krajach od nas bogatszych jest normalką, dla nas jest wyzwaniem, ale jesteśmy w stanie mu sprostać. Pytanie tylko dlaczego tak samo skutecznie jak w przypadku przedsięwzięć którymi chcemy się pochwalić na zewnątrz, nie możemy zrobić czegoś dla samych siebie, z podobnym zaangażowaniem i precyzją. Już nawet nie chodzi o budowę infrastruktury, ale takie podstawowe przedsięwzięcia gospodarcze jak fundamentalna reforma sądownictwa, czy głęboka restrukturyzacja PKP. Podobne zaangażowanie jak przy Euro 2012 przydałoby się przy wprowadzaniu wszelkich nowych rozwiązań w ochronie zdrowia, gdzie zwykle nie tyle intencje były złe, co wykonanie nieprecyzyjne, bez jakiekolwiek analizy wariantów krytycznych.

W każdym przedsiębiorstwie przed podjęciem jakiejkolwiek fundamentalnej decyzji analizowane są wszelkie warianty alternatywne a także różne scenariusze tego co się może wydarzyć po. Taka analiza scenariuszowa pozwala zapobiec wielu wpadkom. I nawet mimo to nie każde przedsięwzięcie biznesowe kończy się sukcesem – dlatego tak ważne jest aby takie ryzyko minimalizować. Niestety w sektorze publicznym w Polsce rzadko niestety spotykamy się z takim podejściem. Podobnie jest niestety przy stanowieniu prawa w polskim parlamencie, gdzie już na etapie prac sejmowych często zgłaszane są korekty od wnioskodawców, którzy nagle zorientowali się o niedoskonałości danego przepisu. A tak wcale nie musi być. I przykład organizacji Euro to pokazał.

Wnioskiem z organizacji zarówno turnieju piłkarskiego jak i polskiej prezydencji powinno być przede wszystkim odpowiednio długie i precyzyjne przygotowanie, wraz z mechanizmem kontrolnym i sprawdzającym. W Polsce zbyt często skupiamy uwagę na realizacji poszczególnych pomysłów bez całościowej koncepcji strategicznej. Wynikiem tego jest nie tylko słabe przygotowanie ale też potrzeba dokonywania korekt i niekończonych poprawek przy finalizacji procesu, gdyż poszczególne projekty nie składają się większą całość. To wszystko w sumie jest dość oczywiste. Oczywiste, ale rzadko praktykowane. A Polak jak chce, to potrafi.

2012-06-25 23:05
Polskie wpisy Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 

Kto ma rację w sporze Bratkowski – Balcerowicz, a właściwie Rostowski – Balcerowicz?

Trudno nie zgodzić się z argumentami Leszka Balcerowicza, że im mniejszy dług i deficyt sektora finansów publicznych, tym lepiej. Z tym chyba nie będziemy polemizować. Czym innym jest kwestia, na ile rząd ma siłę i możliwość głębszego obniżenia deficytu i długu. Ale to już dyskusja polityczna. Uważam, że na tym należałoby zakończyć tę wymianę zdań.

Ale ona się nie kończy.

Tego nie rozumiem. Dyskusja została spersonalizowana, a przecież każdy ma prawo do indywidualnych poglądów i do dzielenia się z nimi z opinią publiczną. Lepiej wysłuchać słów krytycznych, ewentualnie przedstawić swój sposób rozumowania, nie personalizując sporu.

Można odnieść wrażenie, że to już nie jest dyskusja o konkretnym problemie gospodarczym, tylko ocena światopoglądu interlokutora.

Na miejscu ministra Rostowskiego czy prof. Bratkowskiego nie brnąłbym dalej. Jeszcze raz – niski poziom długu i deficytu jest korzystny dla gospodarki i państwa. Inna sprawa, jak osiągać ten poziom, jakimi metodami i w jakim czasie. Jak ktoś patrzy w dłuższej perspektywie, to bliżej mu do Balcerowicza, w krótszej – do Bratkowskiego.

Ale rząd ograniczył deficyt już w tamtym roku i ma nadzieję uczynić to także w tym i przyszłym roku.

Wróćmy do metod osiągania pewnych rezultatów. Zmniejszenie transferów do OFE rzeczywiście wyraźnie zmniejszyło poziom potrzeb pożyczkowych w 2011 i 2012 r. Ale patrząc w przyszłość, sprawa nie wygląda już tak różowo. W ciągu kilkunastu najbliższych lat poważnie wzrosną wypłaty z ZUS na te emerytury, które dziś są zapisywane na papierze jako składki „zabrane" z OFE. Problem jest więc jedynie przesuwany w czasie i będzie to widoczne w niedalekiej przyszłości w wycenie 10-letnich obligacji.

Trudno głęboko ciąć deficyt, czyli przede wszystkim wydatki publiczne w okresie, gdy zwalnia gospodarka.

Rozumiem, że część koalicji uważa, że głębsza redukcja deficytu i długu doprowadziłaby do wzrostu popularności idei populistycznych i przejęciu władzy przez PiS. Niewykluczone, ale to są już argumenty polityczne, a nie ekonomiczne.

 

 

2012-06-20 08:00
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

Wynik greckich wyborów Europa przyjęła z ulgą. Oczywiście decydenci w Europie byli przygotowani na wariant B, w którym trzeba byłoby rozmawiać z przywódcą populistycznej Syrizy, ale rozmowy te byłyby znacznie trudniejsze i mniej przewidywalne co do ich ostatecznego rezultatu. Jednak ze zwycięzcami niedzielnych wyborów wcale rozmowa łatwa i przyjemna nie będzie. Mając wciąż depczącą po piętach Syrizę, która już zapowiedziała protesty uliczne, nowa/stara koalicja będzie chciała wynegocjować ustępstwa w warunkach przyznawanej pomocy. Co więcej, obecni liderzy zwycięskich partii niestety nie gwarantują konsekwentnej realizacji programu reform. Wystarczy przypomnieć, że lider Nowej Demokracji nie chciał kilka miesięcy temu poprzeć warunków porozumienie z Europą. A co najważniejsze, jest współodpowiedzialny za obecny stan greckiej gospodarki, do którego doprowadziły partie greckiego establishmentu poprzez swe nieodpowiedzialne rządy. Nie są to więc reformatorzy, tyle że bardziej są przewidywalni od skrajnie lewicowej Syrizy. Stąd ulga po niedzielnych wyborach w Grecji.

 

Teraz znów zaczną się schody. Tworzące nowy rząd partie polityczne będą musiały wraz z przedstawicielami UE i MFW znaleźć rozwiązanie jak wyjść z twarzą z żądań dotyczących złagodzenia warunków udzielanej pomocy. Plan nie może być zasadniczo złagodzony, gdyż byłaby to zachęta do radykalnych ruchów w innych krajach aby występować przeciwko uzgodnionym pakietom reform. Z drugiej zaś strony brak jakichkolwiek działań zmiękczających program będzie wodą na młyn populistycznej Syrizy, która będzie prezentować się jako jedyna partia zdolna do dokonania zmian w warunkach pomocy. Tak czy inaczej Grecja wciąż będzie na kroplówce i ociągając się realizować część programu reform.  Jak na razie nie widać jednak nowych przywódców w ramach koalicji rządowej, którzy byli w stanie bardziej stanowczo, a jednocześnie w krótkim okresie czasu, realizować plan zmian. Grecja potrzebuje bowiem silnej deregulacji produkcji, rynku pracy, prywatyzacji, czyli rozwiązań które zwiększą elastyczność i konkurencyjność tamtej gospodarki. Jeśli nie wprowadzi się tych zmian szybko i stanowczo, to kolejne kwartały będą zdominowane przez spadek dochodu oraz ciągłe protesty uliczne. Niestety ten drugi wariant wydaje się najbardziej prawdopodobny, włącznie z ryzykiem wcześniejszych wyborów.

 

Nad Atenami przez najbliższe kilka lat wisieć wciąż będzie widmo opuszczenia strefy euro. Nie należy się spodziewać aby projekt federalistycznej Europy w ramach strefy euro był w stanie to ryzyko zminimalizować. Ryzyko to ma bowiem charakter polityczny, a nie gospodarczy czy instytucjonalny. Europa jednak, w imię utrzymania jedności strefy wspólnej waluty, zrobi wszystko, aby do opuszczenia jej, choćby przez najmniejszy kraj, nie dopuścić. Niekontrolowane wyjście z obszaru wspólnej waluty przez małą Grecję zostałoby przez wielu odebrane jako początek procesu rozpadu strefy euro. Trudno byłoby też uzasadnić, dlaczego Grecja ma być wyjątkiem, świat rynków finansowych wyznaczyłby sobie kolejnych kandydatów do podążania tą samą wyznaczoną ścieżką. Byłaby to bez wątpienia olbrzymia porażka odpowiedzialnych dziś za Europę polityków, jako tych którzy nie byli w stanie powstrzymać procesu rozpadu.

 

I byłoby w tym dużo prawdy, bo w znacznej mierze dzisiejsza napięta sytuacja na Południu Europy bierze się z braku zdecydowanych decyzji dwa lata temu. Przypomnę, że to przywódcy europejscy w 2010 zamiast doprowadzić do szybkiej restrukturyzacji długu i wprowadzenia programu naprawczego zaczęli od pakietów pomocowych, które później okazywały się niewystarczające. Przyzwyczaili też greckich polityków, że wszystko można odwołać i zamiast zaangażować od razu MFW, ze sprawdzonym programem naprawczym, włączyli w ten proces UE … instytucje polityczną a nie gospodarczą. Im dłużej trwa ten pat, tym większe stają się zależności pomiędzy poszczególnymi krajami i więcej szantażu ze strony populistów. Przykładem takiej postawy była zeszłotygodniowa wypowiedz szefa Syrizy, który powiedział, że dzień po opuszczeniu przez Grecję strefy euro, cała strefa ulegnie rozpadowi. Obie strony mają świadomość ryzyka, balansują na cienkiej linie. Od niedzieli wydaje się, że lina ta stała się nieco bardziej stabilna, ale wciąż to tylko lina, łatwo można ja rozchybotać.

 

 

2012-06-19 10:17
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

 

W szale emocji piłkarskich nie możemy zapomnieć, ze świat na Euro się nie kończy. W różnego rodzaju podsumowaniach można było wyczytać, że Polska wydała na ten turniej prawie 100 miliardów złotych, czyli kwotę wręcz oszałamiającą jak na kraj na dorobku. Oczywiście po chwili wychodzi, że stadiony kosztowały nas 5 miliardów złotych, a pozostałe wydatki to drogi i lotniska. Ważne aby w tej naszej euforii, związanej również z chwilowym otwarciem całej autostrady A2 i chwaleniem się tym całemu światu, stać nas było również na spokojny analityczny  głos co wyłącznie na Euro, a co dla nas na lata.  Kilkakrotnie bowiem spotkałem się z zarzutem ze strony zagranicznych dziennikarzy, że Polska drogą fetę sobie zorganizowała. Coś w rodzaju „zastaw się a postaw się”. Nie było im łatwo tłumaczyć, że wydatki ściśle związane z euro to tylko stadiony, a nie cała reszta, która i tak jest nam niezbędna do rozwoju, ale też i do normalnego funkcjonowania. Ważne aby dokładnie rozdzielić igrzyska od potrzeb dnia codziennego.

 

Co do gęstości dróg szybkiego ruchu i autostrad Polska ma jedno z najniższych miejsc w Europie. Przypada nam w konsekwencji pierwsze miejsce w liczbie wypadków śmiertelnych na drogach w przeliczeniu na jednego mieszkańca w Europie. Budowa podstawowej sieci połączeń drogowych była i nadal jest Polsce potrzebna po to aby udrożnić niewydolny system drogowy. Można oczywiście zadać sobie pytanie czy Euro 2012 w ogóle było do tego potrzebne.  Teoretycznie nie, gdyż przecież i tak proces ten był zgodny z naszymi priorytetami rozwojowymi. Z drugiej jednak strony, jak prześledzimy zwroty akcji przy okazji planowania sieci dróg i autostrad: od pomysłów z winietami do dróg płatnych; od planów sieci obwodnic miast do udrożnienia głównych szlaków komunikacyjnych krajów i połączenia ich z siecią dróg europejskich, to trzeba przyznać jedno: Euro 2012 uporządkowało nasze myślenie i wyznaczyło priorytety. Politycy w swej większości mają tendencję do unikania określania priorytetów gdyż wiąże się to z potrzebą dokonania wyboru, ktoś będzie miał pierwszy, a ktoś inny w ogóle nie dostanie. Stąd zapewne stare pomysły z siecią obwodnic - zadowoliłyby wielu, ale zasadniczych problemów kraju by nie rozwiązały. Dzięki Euro 2012 udało się przyjąć i następnie realizować konkretny plan strategiczny. Co ważne, udało się tego dokonać w swego rodzaju konsensusie politycznym, zauważmy że nikt w Polsce nie kwestionował struktury realizowanych inwestycji!

 

Drugim ważnym czynnikiem był termin. Był jak wiadomo konkretny i nieodwoływany. Zobaczymy co prawda jaka będzie za kilka lat jakość ostatnio oddawanych odcinków A2, ale jednak bez wyznaczonych terminów inwestycje te ślimaczyłyby się latami. I znów przy ograniczonych środkach trzeba było dokonać wyboru i skupić się na zadaniach najważniejszych. Bardzo biznesowe to podejście, rzadko obecne w polityce. Niedotrzymywanie terminów było przez lata naszym znakiem rozpoznawczym, dziś głównie dotyczy sektora publicznego. Ale to nie znaczy, że tak zawsze musi być. Lekcja z tego ćwiczenia jest taka, że konkretne terminy mobilizują, zarówno wykonawców ale przede wszystkim zamawiających. A tego drugiego elementu dotychczas brakowało.

 

Inną ważną lekcją powinny być wnioski z całego systemu organizowania przetargów na inwestycje. Oczywiście to nie jest tak, że firmy budowlane padają jedna po drugiej wyłącznie ze względu na wadliwą procedurę wyboru wykonawców według kryterium najniższej ceny. Ci którzy te ceny oferowali też mają coś za uszami. Ale proces wyboru według tak prymitywnego kryterium jak najniższa cena, bez oceny zdolności zarówno technicznej jak i finansowej wykonania powierzonych prac, nie powinien już nigdy mieć miejsca! To ważna lekcja, dobrze aby Polak przynajmniej był mądrzejszy po szkodzie.

 

Gorzej z koleją, która oprócz remontów kilku kluczowych dworców terminów związanych z Euro 2012 jakby nie zauważyła. Odporny na takie bodźce to kolos. To też ważny wniosek, pokazuje bowiem, że standardowymi metodami zachęt, terminów, podstawiania pod nos pieniędzy unijnych spraw kolei się nie załatwi. Przedwczesne było ogłaszanie rezygnacji z budowy kolei szybkich prędkości. Paradoksalnie mógłby to być łatwiejsze w realizacji projekt niż ciągnące się latami modernizacje torów, czego świetlanym przykładem jest ciągnący się niewiadomo-już-który rok remont trasy Warszawa – Gdańsk. Zauważmy, że podobnie jak w przypadku Euro mielibyśmy do czynienia z wyborem strategicznym i priorytetowym, zamiast permanentnego niedoskonałego remontu.

 

Dobrze byłoby zarówno z dobrych jak i złych doświadczeń wyciągnąć wnioski na przyszłość. Cały ten turniej piłkarski powinien posłużyć jako baza doświadczeń, zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Ważne, aby wnioski były konstruktywne i na tym powinniśmy się teraz skupić.   

 

2012-06-12 06:45
Polskie wpisy Komentarze (1)
 Oceń wpis
   

  

Witold Gadomski:  Od kiedy spotykamy się w tym gronie, głównym tematem jest światowy kryzys finansowy. Jak długo temat ten będzie powracał, dlaczego próby jego przezwyciężenia nie dają dobrych efektów?

 

Ryszard Petru: Przyszłość strefy euro jest w rękach polityków, a nie rynków finansowych. W lutym i marcu na rynkach zapanowała chwilowa euforia. Pamiętam jak w lutym prezes jednego z funduszy inwestycyjnych powiedział: No, na szczęście Monti uratował Europę. Panowało przekonanie, że najgorsze już za nami. Ta euforia była nadmierna, ale teraz mamy nadmierną panikę.

 

Jeśli przyjrzymy się temu, co się działo w Europie w ostatnim roku, to jednak widać postęp, choć nie wystarczający. Premier Włoch Mario Monti zaczął wprowadzać reformy, choć nie udało mu się zreformować rynku pracy. Premier Portugalii Pedro Coelho też reformuje finanse i gospodarkę swego kraju. W Hiszpanii kryzys banków okazał się większy niż można było przypuszczać, ale dla premiera Mariano Rajoy’a to powinno to być korzystne, gdyż kryzys wymusza reformy, do których rząd w innych okolicznościach nie byłby zdolny. Dobrym przykładem jest blokowana przez wiele lat dyrektywa usługowa, którą teraz pod naciskiem kryzysu należałoby w końcu przyjąć. Klasa polityczna w Europie, chcąc nie chcąc staje się bardziej reformatorska pod wpływem kryzysu właśnie. Za mało mówimy o Irlandii, która z kryzysem radzi sobie znacznie lepiej niż kraje południa Europy.

 

Najtrudniejszą sprawą jest rzecz jasna Grecja. Będzie ona „na kroplówce” niezależnie od tego, czy wyjdzie ze strefy euro, czy nie. Jestem przekonany, że bez względu na wynik wyborów Europa będzie chciała z nowym rządem greckim renegocjować porozumienie. Nie przyzna tego oficjalnie, ale jest przygotowana na taki wariant. Doświadczenie Europy pokazuje, że gdy się nie rozmawia, zawsze się traci. W samej Grecji, nawet gdyby wygrała Syriza, lider tej partii nie ma żadnego interesu w tym aby wyjść ze strefy euro, gdyż na skutek gospodarczego zamętu po kilku miesiącach straciłby władzę. Doszłoby bowiem do ogromnej dewaluacji waluty, co trudno zrobić w sposób kontrolowany. Społeczeństwo zostałoby zubożone w stopniu znacznie większym niż na skutek realizacji programu, uzgodnionego przez poprzednie rządy z Unią Europejską i MFW. Przez długi czas nikt nie byłby zainteresowany w inwestowaniu jakichkolwiek pieniędzy w takim kraju W Hiszpanii najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem będzie program pomocy dla tamtejszych banków. Przykład Stanów Zjednoczonych pokazuje, że skuteczna restrukturyzacja banków jest możliwa, musi być jednak głęboka i skuteczna. I tak trzeba w końcu zrobić w Hiszpanii. A EBC będzie jak będzie trzeba będzie interweniował, włącznie ze skupowaniem obligacji, choć będzie starał się to przedstawić w taki sposób, by nie narazić się na zarzut, że łamie europejskie prawo, które takich interwencji zakazuje.

 

Nie ma wyjścia idealnego. EBC nie ogłosi, że prowadzi skup europejskich długów, ale ma ten oręż na wypadek gdyby miało dojść do najgorszego, czyli runu na banki. Oczywiście interwencja banku centralnego rozwiąże problem na krótką metę. Fundamentalne problemy pozostaną. Ale rozmawiając o długach, zapominamy czasem o drugiej stronie. Europa ma potężne aktywa – depozyty ludności, gotówkę firm, które często są nadpłynne. Niepewność i wysokie rentowności krajów Południa biorą się przede wszystkim z tego że nie widać tam perspektywy wzrostu. Ale im głębszy będzie kryzys, tym większa będzie presja na polityków, by coś robili dla wzrostu gospodarczego, ale poprzez reformy strukturalne, a nie pompowanie pieniędzy państwowych. Końca świata nie będzie. Po wyborach greckich może się okazać, że sytuacja wcale nie jest taka zła, jak rynki dziś się obawiają

 

WG: Jakie są szanse na to, że wzrost gospodarczy w krajach rozwiniętych przyspieszy? Czy możliwe jest stymulowanie wzrostu?

 

RP: Niemcy są przykładem kraju, któremu udało się prowadzić politykę prowzrostową. Gospodarka tego kraju korzysta ze strefy euro – waluta jest relatywnie słaba – i z rozszerzenia UE – bowiem duża część produkcji została przeniesiona do tańszych krajów, takich jak Polska. Niemcy potrafiły skorzystać na rozszerzeniu Unii, a Francja, która broniła swego przemysłu, nie. Komponenty produkowane są u nas, a u siebie firmy niemieckie skupiają się na produktach o wysokiej wartości dodanej i tych finalnych oczywiście. Akurat Niemcy powinni być w stanie zaakceptować dyrektywę usługową, gdyż stosowany przez nich outsourcing jest namiastką deregulacji rynku usług.

 

Metodami fiskalnymi lub pieniężnymi wzrost można w krótkim okresie pobudzić, ale teraz nie ma już na to pieniędzy. W bogatych krajach inwestycje państwa w infrastrukturę mogą pobudzać wzrost w  ograniczonym stopniu – gdyż wzrost pochodzi z innowacji, a tych nie tworzy sektor publiczny. Większy sens mają w Europie Środowowschodniej, gdyż przynoszą efekty i popytowe i podażowe, tych drugich bogata Europa już poprzez wydatki publiczne nie tworzy.  Dyskusja wzrost, czy oszczędności jest absurdalna, bo przecież oszczędności robi się między innymi po to, by płacić mniejsze odsetki od długu, by była możliwość zmniejszenia podatków, a tym samym pobudzenie wzrostu.

 

WG: Czy kryzys europejski bardzo dotknie Polskę?

 

RP: Gospodarka zgodnie z oczekiwaniami zwalnia. Kolejne kwartały będą coraz wolniejsze. W przyszłym roku wzrost wyniesie około 2 proc. Odczujemy recesję w Europie Zachodniej i stagnację w Niemczech. Już w tym roku po zakończeniu Euro przyjdzie ostre cięcie inwestycji publicznych i funduszy unijnych. W dłuższej perspektywie mamy duże potrzeby inwestycyjne w energetyce, o których była mowa. To może być potencjalnie silny czynnik wzrostu, choć fakt, że energetyka jest zdominowana przez firmy państwowe sprawia, że tych inwestycji wiele nie będzie. Dodatkowo możemy się spodziewać wciąż wysokiej inflacji na skutek słabego złotego.

 

Polska powinna mieć plan B. Oczekiwałbym, że minister finansów przedstawi taki plan premierowi – co należy robić, jeśli sprawy pójdą gorzej niż zakładamy w wariancie bazowym. Obawiam się, że minister ma w zanadrzu nienajlepsze pomysły: podwyżka składki rentowej,  VAT oraz zupełna likwidacja OFE. Taki plan dobiłby gospodarkę i wówczas rzeczywiście moglibyśmy wejść w recesję. Chwilowy spokój jaki panuje i euforia związana z Euro powinny być wykorzystane na przeprowadzenie reform – deregulacji, reform usług publicznych, przyspieszenia prywatyzacji, zwłaszcza energetyki.

 

2012-06-11 12:49
Polskie wpisy Komentarze (0)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |