29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 Przy tak daleko idących wątpliwościach, jakie zgłosiła do ustawy Kancelaria Prezydenta, jedynym sensownym rozwiązaniem powinno być skierowanie tej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Zakwestionowano przecież fundamenty zmian w OFE, czyli sam fakt przenoszenia a następnie umarzania obligacji znajdujących się obecnie w portfelach OFE. Zakwestionowano wymóg inwestowania minimum 75 proc. aktywów w akcje, zakwestionowano zakaz inwestowania w obligacje Skarbu Państwa, zakwestionowano zakaz reklamy funduszy emerytalnych i wreszcie zadano pytanie o własność zgromadzonych na kontach środków.

Wszystkie te wątpliwości były wcześniej zgłaszane na etapie tzw. konsultacji społecznych, żadna z tych uwag nie została uwzględniona w procesie legislacyjnym. Dobrze się stało, że Prezydent uwagi te teraz podnosi, tyle że tryb podpisania a następnie skierowania ustawy do Trybunału może być mało skuteczny. Przede wszystkim dlatego, że ta wadliwa (przynajmniej moim zdaniem) ustawa wchodzi w życie. Po drugie dlatego, że Trybunał rozpatruje ustawy podpisane znacznie dłużej niż gdy pytanie o zgodność z Konstytucją pada przed złożeniem podpisu. Różnica jest zwykle spora, a wątpliwości prawne największe od początku transformacji. I brak dobrej odpowiedzi na pytanie, jak teraz powinien zachowywać się rząd, mając świadomość ryzyk prawnych, związanych z przyszłymi decyzjami Trybunału.

Jeśli Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje zapisy tej ustawy i uzna za niezgodny z Konstytucją zapis mówiący o przejęciu przez ZUS i umorzeniu obligacji znajdujących się w portfelach OFE, to da czas na dostosowanie się do tego orzeczenia. Najlepszym z punktu widzenia gospodarki byłoby niedokonywanie takiego zabiegu w ogóle. Jednak rządzący mogą za te kilkanaście miesięcy nie być zainteresowani oddawaniem ubezpieczonym w OFE obligacji, ze względu na to, że pogorszy to „poprawione” od lutego statystyki jawnego długu publicznego. Podejmowane będą więc zapewne różne inne próby bardziej „cywilizowanego” przeksięgowania aktywów obligacyjnych. A być może okaże się, że zwracać obligacje trzeba będzie z odsetkami – i to już będzie większy problem.  Natomiast w przypadku limitów inwestowania w akcje, jak i zakazu kupowania obligacji, potencjalnych strat poniesionych przez przyszłych emerytów na pewno się już nie odrobi. Bo jak udowodnić, że inny portfel w tym okresie wybrany przez OFE byłby bardziej efektywny i taki właśnie bez tych limitów zostałby zastosowany? I jak policzyć utracone korzyści? Nie wspominając o spadku wycen spowodowanych wyprzedażą akcji przez fundusze. OFE bowiem ze względu na połączenie rozwiązania zwanego „suwakiem emerytalnym” (a w praktyce z przekazywaniem wcześniejszym środków zgromadzonych do OFE do ZUS) ze znacznym ograniczeniem napływu nowych składek  (część osób bowiem nie wybierze pozostania w OFE) będą stale więcej przekazywały do ZUS niż otrzymywały. A to w praktyce oznaczać będzie wyprzedaż akcji. Tego też Trybunał nie zrekompensuje.

Rząd nie powinien w ogóle uwzględniać dochodów z ustawy będącej przedmiotem badania przez Trybunał Konstytucyjny, ze względu na ryzyko decyzji Trybunału. Tak byłoby bezpieczniej zarówno dla rządu, jak i dla kraju. Może przecież być to problem tej albo też kolejnej koalicji.

2014-01-29 20:41
Polskie wpisy gospodarka, ustawa, prawo, prezydent, budżet, ofe, system emerytalny Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

 Jak nie zostaną przejęte nasze oszczędności zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych, to grożą nam podwyżki podatków (VAT-u nawet do 27 proc.) i zupełna zapaść gospodarcza. Czyli albo zmiany OFE albo skok w przepaść. Tak stawiając przed Polakami wybór, zapewne liczy się na to, że nikt nie będzie chciał w przepaść skakać. A przejęcie aktywów OFE i tak nikogo nie dotknie, przeksięgowane zostaną po prostu nasze oszczędności na zobowiązania ZUS, ale świat się przecież od tego nie zawali. Co więcej, pieniądze te posłużą wspieraniu wzrostu gospodarczego poprzez współfinansowanie projektów z środków unijnych. Wybór jest prosty, albo eldorado, albo skok w przepaść. Trzeba być zupełnym szaleńcem, żeby się sprzeciwiać zmianom w OFE, nieprawdaż?

 

Dobry film przygodowy musi mieć wartką akcję, zrozumiałą historię i jasny podział na złych i dobrych bohaterów. Zwykle zły bohater ma tak odrażającą fizjonomię, że nie sposób się z nim nie utożsamiać. Ta analogia nie jest przypadkowa – OFE mają być tym złym bohaterem, bo prywatne, bo pobierają opłaty, bo generują dług (sic!), bo kupują obligacje (sic!), no i, co najważniejsze, ich trwanie doprowadzi przecież do zagłady kraju. Z drugiej strony, mamy perspektywę mlekiem i miodem opływającej krainy, w której do szczęścia brakuje tylko pieniędzy z OFE, aby sfinansować drugą transzę unijnej pomocy. Ale rzeczywistość jest zwykle bardziej skomplikowana niż film. Nie jest prawdą, że albo radyklana redukcja OFE, albo katastrofa finansowa kraju. Jeśli ustawa nie zostanie przyjęta – a przecież to wciąż jest prawdopodobny scenariusz – to najprostszym rozwiązaniem dającym oddech fiskalny byłoby zawieszenie składki emerytalnej do OFE np. na dwa lata. Następnie, korzystając z powoli poprawiającej się koniunktury, warto pochylić się nad działaniami zapowiedzianymi w pierwszym i drugim expose premiera, aby zmniejszyć poziom generowanego przez państwo długu i jednocześnie odsztywnić raz na zawsze polskie finanse publiczne. Inaczej grozi nam wariant stagnacji. Bowiem pieniądze z OFE wraz z unijnymi wprowadzą nas w dwuletni przyjemny letarg, który pewnego dnia zostanie brutalnie przerwany przez pierwsze lepsze zawirowanie gospodarcze. Przekonały się o tym kraje południa Europy, gdzie unijny parasol wspólnej waluty jak i finansowe wsparcie unijne uśpiły czujność polityków, ale też – trzeba to przyznać – wielu ekonomistów. Dziś konsekwencje tego letargu ponoszą rzesze młodych ludzi nie mogących znaleźć pracy. Droga to lekcja ekonomii.

Niecałą dekadę temu padło hasło „Nicea albo śmierć”. Jak wiemy z naszej bogatej historii, takie stawianie spraw nie ułatwia rzeczowej dyskusji, ogranicza pole analizy, wzbudza tylko emocje. Samo hasło zapewne wielu pamięta, ale o co chodziło z tą Niceą? Dziś proponuje nam się podobne zawołanie, tym razem brzmi ono „likwidacja OFE albo śmierć”. A to nieprawdziwy wybór jest. Dla przypomnienia: politycy, którzy tak stawiają sprawy, przegrywają w dłuższym okresie.

2013-12-16 11:22
Polskie wpisy ekonomia, podatki, budżet, ii filar, ofe, system emerytalny Komentarze (14)