29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Kiedy i na jakiej zasadzie państwo może interweniować w gospodarkę? To jeden z największych dylematów ekonomii od lat. W okresie kryzysu nastąpiła niespotykana jak na świat wolnorynkowy skala interwencji w gospodarkę. Można podzielić ją na trzy obszary: wsparcie dla sektora finansowego, zwiększenie inwestycji publicznych w pobudzanie gospodarki, wsparcie finansowe dla branż znajdujących się w głębokim kryzysie. Każdą z tych kwestii należy oceniać osobno. Typowym błędem popełnianym przez komentatorów życia gospodarczego jest wrzucanie wszelkich interwencji do zbioru wspólnego i na tej podstawie wnioskowanie, że wszystkie one były niezbędne, o czym ma świadczyć jedna wybrana.

Wsparcie dla sektora finansowego budzi najwięcej kontrowersji i spotkało się z największą krytyką. W sumie przecież każdy ma prawo zadać sobie pytanie, dlaczego mają być ratowane banki czy też firmy ubezpieczeniowe, a nie padające przedsiębiorstwa. Tyle, że tak długo jak chodzi o jakieś tam banki, mało nas interesuje to, czy zwalniani pracownicy stracą pracę czy też nie. Ale zupełnie inaczej reagujemy, jeśli nagle problem dotyczy naszych depozytów, które nagle przestają być bezpieczne (tak jak na Cyprze na przykład). Z perspektywy czasu trudno znaleźć inne rozwiązanie przy tamtym poziomie wiedzy i przy takim a nie innym układzie instytucjonalnym. Zarówno ci, którzy podejmowali decyzję o upadku Lehman Brothers, jak w większości i uczestnicy systemu, i komentatorzy, nie dostrzegali skali powiązań pomiędzy bankiem inwestycyjnym jakim był Lehman a resztą systemu finansowego. Po upadku okazało się, że mało który bank na świecie nie miał do czynienia z tym inwestycyjnym gigantem. Panika jaka wtedy wybuchła, brak wzajemnego zaufania do banków między sobą, ryzyko kolejnych bankructw - to wszystko spowodowało, że jedyną wiarygodną instytucją stało się państwo. Stąd też potrzeba wsparcia finansowego dla kolejnych banków i instytucji finansowych (m.in. ubezpieczycieli), aby zapobiec efektowi domina. Zauważmy jednak, że banki, które otrzymały wsparcie finansowe w okresie kryzysu, już je spłaciły albo też są w okresie spłacania. Rząd USA na tym interesie wyszedł nawet na plus. Tak więc dzisiaj można powiedzieć, że tymczasowe wsparcie finansowe dla sektora finansowego w tamtym okresie było niezbędne. Jednak czas wyciągnąć lekcję z tych wydarzeń i nie narażać państwa na hazard moralny w przyszłości.

Kolejny typ interwencji państwa to zwiększenie inwestycji publicznych w pobudzanie gospodarki. Wynika w znacznej mierze z podstawowej zasady, zgodnie z którą w okresach spowolnienia uruchamiane są tzw. automatyczne stabilizatory, czyli wydatki, które rosną, gdy gospodarka hamuje. Nie sposób kwestionować tej idei, chodzi bardziej o skalę i trafność. Jeśli programy te trafiają do rzeczywiście bezrobotnych, a programy aktywnej walki z bezrobociem pomagają tymczasowo nieaktywnym zwiększyć szansę na znalezienie pracy, to ma to jak największy sens. Gorzej jak trafiają kulą w płot. Czym innym jest jednak interwencja, która - tak jak w Grecji - polegała na zwiększeniu wydatków socjalnych po to, aby pobudzić konsumpcję. Szybko się okazało, że po tymczasowym wzroście popytu pieniądze trzeba oddać, a gospodarka wpadła w recesję.

 I trzeci z typów interwencji - wsparcie finansowe dla branż znajdujących się w zapaści. Przeciwnicy zawsze mogą podnieść zarzut, że tego typu interwencja wspiera konkretne przedsiębiorstwa (które sobie nie radzą) kosztem tych, które na okres kryzysu były w stanie się przygotować. Śmiało można więc postawić zarzut nieuczciwej konkurencji. Niemniej można znaleźć przykłady kiedy skala załamania, a także jego wyjątkowość, może uzasadniać tego typu kroki. W ostatnim kryzysie zwrócić uwagę należałoby na dwie interwencje, których zasady działania opierały się na nieco odmiennej filozofii. Pierwsza to program zapoczątkowany przez rząd niemiecki, wspierający wymianę starych samochodów na nowe. Nie dotyczył on konkretnych przedsiębiorstw i miał charakter tymczasowy. Jego celem było wsparcie przemysłu samochodowego w okresie, kiedy popyt globalny, w szczególności w Europie, załamał się. Na inny rodzaj pomocy zdecydowali się Amerykanie, wspierając bezpośrednio koncerny samochodowe. Trudno tu o jednoznaczną ocenę. Bo jak określić, czy załamanie jest wyjątkowe i niezawinione? Przecież teoretycznie koncerny samochodowe, podobnie jak inne przedsiębiorstwa, funkcjonują na rynku i muszą brać pod uwagę załamanie popytu. A w owym czasie nikt koncernom informatycznym, czy też turystycznym, nie pomógł. Z drugiej strony, skala przemysłu samochodowego poprzez jego powiązania z innymi branżami uzasadniała wsparcie. Co do zasady, wspierać należy rozwiązania, które są neutralne dla podatnika - ale to, czy dana interwencja będzie neutralna czy też nie, wiemy dopiero po latach. Może przecież równie dobrze okazać się, że wsparcie nie było wystarczające i firma je otrzymująca w końcu i tak upadła. Stąd też bardziej sprawiedliwe i bardziej efektywne jest rozwiązanie niemieckie. Pod warunkiem oczywiście, że państwo na nie stać.

2013-11-06 21:59
Polskie wpisy gospodarka, finanse, państwo, interwencjonizm, banki, kryzys, inwestycje publiczne Komentarze (0)
 Oceń wpis
   
Znów mamy czas kryzysu. Ta faza zawirowań jest znacznie poważniejsza niż wynikałoby to z wypowiedzi większości polityków zajętych kampanią wyborczą. Wraz z upływem czasu rośnie ryzyko zamrożenia europejskiego sektora bankowego, a w czarnym scenariuszu nawet rozpadu strefy euro. Unikanie podejmowania trudnych decyzji i przesuwanie problemu w czasie doprowadziło do tego, że w Europie zamiast sygnałów ożywienia i poprawy fiskalnej mamy objawy recesyjne i rosnące długi. Rynek finansowy jest już od kilku tygodni w panice, odnosi bowiem wrażenie, że sytuacja wymyka się spod kontroli rządzących. Polska ma oczywiście ograniczony wpływ na przebieg wypadków w Europie ale przynajmniej może zminimalizować negatywny wpływ kryzysu na nasz kraj. Duet Tusk Rostowski sprawdził się w okresie walki z kryzysem. Mam wręcz wrażenie, że znacznie lepiej niż w normalnych czasach. W 2009 roku udało się Polsce nie ulec ogólnoświatowej presji na wzrost wydatków (do czego namawiała zresztą wtedy opozycja). Udało się nawet ograniczyć niektóre wydatki i uzyskać elastyczną linię kredytową w MFW. Co więcej w 2009 rozpoczęto w końcu na niespotykaną dotychczas skalę inwestować środki unijne w tak bardzo niezbędną infrastrukturę. Te trzy czynniki uchroniły nas przed znacznie większym zawirowaniem gospodarczym w tamtym okresie. Z kolei w ostatnim miesiącach ministerstwo finansów spodziewając się gorszych czasów zdołało zabezpieczyć większość potrzeb pożyczkowych na ten rok emitując więcej niż zwykle obligacji skarbowych. Dzisiaj możemy też czuć się bezpieczniej bo nie ma sporów pomiędzy NBP a ministerstwem finansów co nie było standardem przez większość okresu polskiej transformacji. A dobra współpraca z NBP w okresie kryzysowym jest kluczowa. Najlepszym przykładem może być wspólna interwencja na rynku walutowym w zeszłym tygodniu. Nie bez znaczenia jest też umiejętność współdziałania z innymi przywódcami Europy. Wariant walki o interesy narodowe na nic się dzisiaj nie zda. Dzisiaj, kiedy lec może w gruzach cały projekt europejski nikt nie będzie słuchał naszych żalów i żądań. Dzisiejsze problemy Europy wynikają właśnie z egoizmów narodowych. Teraz dla rozwiązania kryzysu trzeba więcej Europy. Takie też powinniśmy zgłaszać propozycje. Mam swoje zastrzeżenia do ministra Rostowskiego za okres ostatnich dwóch lat, szczególnie za argumentację jakiej używał w debacie o OFE. I nie chodzi mi nawet o samą chęć obcięcia składki, co przede wszystkim o użytą retorykę, w tym przede wszystkim argument że ZUS jest lepszy od OFE. Niepotrzebnie zamieszano ludziom w głowach. Brakowało mi też ducha reformatorskiego, choćby w tak podstawowej sprawie jaka jest potrzeba podwyższenie wieku emerytalnego. Jednak te zastrzeżenia trzeba skonfrontować z wyzwaniami przed jakimi zaraz stanie Polska a także alternatywami jakie potencjalnie mamy. Wyzwania są co najmniej na miarę tych sprzed trzech lat. Na szczęście dziś jesteśmy bogatsi o tamte doświadczenia, choć ten kryzys może mieć inny przebieg od poprzedniego. Nie chciałbym używać wielkich słów, ale naprawdę Europa stoi nad przepaścią. Inwestorzy uciekają z rynków wschodzących, wielkie koncerny międzynarodowe wyciągają swe oszczędności z banków komercyjnych i lokują w Europejskim Banku Centralnym. To wypisz wymaluj przygotowanie na najgorsze. Czarny scenariusz wcale nie musi się zrealizować, ale z każdym tygodniem staje się on coraz bardziej prawdopodobny. Zarządzaniem kryzysowym nie powinni zajmować się ani laicy. Żadna z partii opozycyjnych jak dotąd nie przedstawiła poważnych propozycji działań antykryzysowych ani też propozycji rozwiązań dla Europy. Być może wynika to z tego, że nie za bardzo wiadomo kto tam jest tak naprawdę odpowiedzialny za sprawy gospodarcze. Nie stać nas teraz na eksperymenty w obszarze gospodarczym. Trzeba prowadzić przewidywalną konserwatywną politykę gospodarczą w jak najściślejszej współpracy zarówno z instytucjami państwa jak i z naszymi europejskimi partnerami. Polska musi wspierać jako prezydencja rozwiązywania europejskich problemów. W takich czasach jakie nas czekają wyjątkowej wartości nabierają doświadczenie, umiarkowanie i współpraca.
2011-10-06 07:43
Polskie wpisy gospodarka, tusk, kryzys, rostowski Komentarze (4)
 Oceń wpis
   
Obniżka składki rentowej, coroczna waloryzacja rent i emerytur, obniżka podatków do 18% i 32%, podwyższenie płacy minimalnej, ulgi na dzieci po 3015 złotych na każde dziecko … to tylko krótkie przypomnienie ostatnich decyzji i obietnic rządu. W przeciwieństwie do tych składanych w kampanii wyborczej, te wymienione powyżej będą z dużym prawdopodobieństwem zrealizowane do 2009 roku. Wiele osób zadaje sobie pytanie co jest złego w obniżce składki, obniżce podatków, ulgach dla dzieci – przecież te postulaty są zgodne z oczekiwaniami przedsiębiorców i postulatami wielu ekonomistów. Odpowiedź jest prosta – obniżki podatków i składek realizowane są za pożyczone pieniądze. Nie nastąpiło bowiem żadne obniżenie wydatków, nie przeprowadzona żadnych usprawnień w ramach finansów publicznych, co więcej - nie dokonano nawet żadnych oszczędności w administracji. Obecne działania przypominają sytuację w której wspólnota mieszkaniowa obniża sobie czynsz na dwa lata dajmy na to z 500 złotych miesięcznie na 350zł, wiedząc jednocześnie, że po dwóch latach czynsz ten wzrośnie już nie do 500 ale do 670 zł. Rząd obniża składki i podatki, ale wydatki rosną. Ktoś więc niedługo za tą obniżkę będzie musiał zapłacić.

Nie można też rozpatrywać tych wszystkich propozycji w oderwaniu od przyszłorocznego budżetu państwa. W przyjętych przez rząd założeniach do budżetu na 2008 rok przewidziano wzrost dochodów podatkowych w stosunku do roku 2007 o 17.7%! Faktyczny przyrost będzie zapewne nieco mniejszy, gdyż w tym roku dochody budżetu dzięki bardzo dobrej koniunkturze będą znacznie wyższe od planowanych, zapewne o 7-8 mld złotych, co i tak daje nominalny przyrost dochodów z roku na rok o 13%. W tym samym czasie polski dochód narodowy rośnie nominalnie o 8%. Czyli dochody z podatków rosną szybciej niż dochód Polaków, a to oznacza, że rośnie opodatkowanie społeczeństwa. Budżet państwa jest co prawda tylko częścią całości dochodów wydatków państwa, ale zwykle dobrze odzwierciedla tendencje w całych finansach publicznych. Do tego jeszcze należy dodać fakt, iż przy tak wysokim wzroście gospodarczym rząd zamiast ograniczać deficyt zwiększa go. Zauważmy bowiem, że w tym roku, według zapowiedzi ministerstwa finansów, deficyt dzięki wyższym od oczekiwań dochodom wyniesie nie planowane 30 mld zł, a 24 mld zł. W takim razie zakładanie na rok przyszły deficytu na poziomie 30 mld zł jest jego zwiększeniem w porównaniu z wykonaniem tegorocznym na poziomie 24 mld zł. W warunkach tak dobrej jak obecnie koniunktury każdy z nas posiadający znaczny dług w przypadku wzrostu dochodów stara się część tego długu spłacać. Nasz rząd postępuje jednak odwrotnie – zwiększa zadłużenie, zwiększa wydatki, a dodatkowe dochody przeznacza na obniżkę czynszu ... Czy w tym szaleństwie jest metoda?

Trudno mi oceniać jakie są intencje tych którzy podejmują takie właśnie decyzje w sytuacji rozpędzonej gospodarki. Z ekonomicznego punktu widzenia sytuacja jest następująca. Polska gospodarka rozwija się obecnie bardzo szybko, w niektórych momentach nawet szybciej od swych możliwości. Jeśli przez kilka kwartałów tempo wzrostu gospodarczego będzie szybsze niż pozwala na to potencjał naszej gospodarki to nastąpi tak zwane przegrzanie. Obecnie polska gospodarka rozwija się dzięki szybkiemu wzrostowi konsumpcji i inwestycjom. Wzrost konsumpcji jest bardzo wysoki i wynika ze wzrostu płac, wzrostu zatrudnienia, akcji kredytowej i transferów od naszych rodaków pracujących zagranicą. W ciągu ostatnich kliku miesięcy płace rosną w tempie 8 – 9%, a jeszcze 2 lata temu ten wzrost wynosił 2-3%, kredyty dla gospodarstw domowych rosną w tempie 40% rocznie. I w tym właśnie momencie rząd dolewa oliwy do ognia – obniżka składki to wyższe płace netto, obniżka podatków i wprowadzenie ulg na dzieci daje ten sam efekt. W ten sposób przegrzewa się gospodarkę – konsumujemy szybciej niż wytwarzamy. Skutkiem ubocznym przegrzanej gospodarki jest wyższa inflacja. NBP rozpoczął już cykl podwyżek stóp, a działania rządu podwyżki stóp przyspieszają. Przegrzanie gospodarki musi oznaczać wyższą inflację. Wyższa inflacja – wyższe stopy procentowe – wyższe stopy wyhamowanie konsumpcji - a to oznacza wolniejszy wzrost. To wszystko oczywiście będzie następowało z opóźnieniem, tak więc koszty obecnie podejmowanych działań zobaczymy w 2009 lub 2010. Wtedy kiedy Polska będzie musiała przyspieszać inwestycje związane z EURO 2012… W tym szaleństwie jest jakaś metoda – obecnie podejmowane działania przyspieszą wzrost na krótką metę, ale z problemem przegrzania będzie borykał się już przysłuży rząd, mając znaczne zobowiązania wydatkowe wynikające m.in. z EURO 2012 i problem z wypełnieniem kryteriów z Maastricht zarówno deficytu jak i inflacji ….

*tekst ukazał się w najnowszym wydaniu miesięcznika Forbes
2007-06-28 10:03
Polskie wpisy ekonomia, gospodarka, finanse Komentarze (3)
1 | 2 |