29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

 W przyszłym roku Polska ma szanse rosnąć w tempie 2.5 procent. To byłby znacznie lepszy wynik niż tegoroczne szacunki, byłoby to również potwierdzenie, że wychodzimy z kryzysu. Wynik ten nieco bladnie w porównaniu z oczekiwaną dynamiką wzrostu gospodarczego w Szwecji (2.8 proc.) czy Niemiec na poziomie 1.7 proc. Przykład Szwecji pokazuje, że można szybciej, a przykład Niemiec, że kraj doganiający może rosnąć w podobnym tempie co zamożny kraj, od którego jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Nie powinno to być jednak wielkim zaskoczeniem – Polsce bowiem trudno będzie uzyskać takie tempa wzrostu jak w przeszłości. Kurczą się bowiem proste rezerwy wzrostu, niedługo uda nam się dokończyć podstawową sieć komunikacyjną, a co za tym idzie, obniżyć koszty i zwiększyć podaż niektórych usług. Kolejna fala inwestycji w tym zakresie takiego znaczenia już mieć nie będzie.

 

Stąd tak ważnym jest wyzwanie zwiększenia polskiej konkurecyjności. Konkurencyjność to bardzo szerokie pojęcie, różnie jest niestety rozumiane. Wciąż niestety dominuje przekonanie, że możemy konkurować tanią siłą roboczą i umiejętnością doskonałej imitacji. To droga donikąd, w UE tańsze od nas są Rumunia i Bułgaria, a globalnie większość krajów azjatyckich, nie wspominając o innych kontynentach. Kraje te też są bardzo dobre w imitacji. Na tym poziomie, na którym znalazła się Polska, dalszy wzrost gospodarczy będzie głównie pochodną łącznej produktywności czynników produkcji, czyli głównie innowacyjności. Oczywiście jako kraj zapóźniony, będziemy wciąż w stanie pewną część wzrostu gospodarczego pozyskiwać z importu know-how, ale przyrosty te będą znacznie niższe niż w przeszłości.

Oprócz niewątpliwych sił polskiej gospodarki ma ona też swe słabości. Niski poziom oszczędności, niską aktywność zawodową, negatywną demografię, edukację niedostosowaną do współczesnej gospodarki, niski poziom innowacyjności. I odwieczne bolączki, na które wciąż wskazuje raport Banku Światowego Doing Business 2014, takie jak nieprzyjazne regulacje gospodarcze, nieefektywny wymiar sprawiedliwości, nieefektywna administracja. Pomimo poprawy w tegorocznym rankingu, proces dochodzenia praw przed sądem wciąż trwa 800 dni (kilka lat wcześniej było 1000). Płacenie podatków w Polsce jest wyjątkowo trudne dla przedsiębiorców – zajmujemy w tej dziedzinie niechlubne 113. miejsce na świecie (każdy kto ma styczność z realną gospodarką wie, jak niepewne mogą być reguły gry w polskim systemie podatkowym). Podobnie jest niestety z wieloma obszarami prawa budowlanego – 88. Miejsce (też w sumie żaden to powód do dumy), jak również wspomnianym wcześniej dochodzeniem praw przed sądem (miejsce 55.). Poprawa w ostatnich latach jest widoczna, ale stanowczo niewystarczająca. Szczególnie, że żaden z tych obszarów nie jest i zapewne nie będzie przedmiotem ideologicznego sporu. Wyzwania te to w znacznej mierze kwestia przełamania oporu biurokracji i spójnej wizji, co się chce osiągnąć.  No i oczywiście samoograniczenie władzy, bo im bardziej proste i przejrzyste procedury, tym mniejsza dyskrecjonalna władza urzędnika. I właśnie o to chodzi.

Dzisiaj, w roku 2013, potrzeby tego typu reform są znacznie większe niż w latach poprzednich – bo na nich właśnie będzie bazować nasz wzrost gospodarczy. Pozostałe kwestie, takie jak wzrost poziomu oszczędności krajowych czy też zbliżenia nauki z biznesem mają charakter znacznie bardziej długofalowy. Nad jednym i drugim trzeba pracować, tyle że obszary deregulacyjne mogą dać znacznie szybsze efekty.

2013-12-16 11:18
Polskie wpisy innowacyjność, konkurencyjność, wzrost gospodarczy, doing business, deregulacja Komentarze (3)
 Oceń wpis
   

 Artykuł ukazał się w magazynie Forbes

Problem z tym wzrostem płac jest wyolbrzymiony. Dla firm, w których płace rosną szybciej niż wydajność, w dłuższej perspektywie nie ma przyszłości. Bo przez jakiś czas ten szybszy wzrost płac zjadać będzie zyski, aż do momentu, kiedy zyski przerodzą się w straty.

Jak rozumiem apel o podwyżki dotyczy tych, których na to stać i którzy w większym niż dotychczas stopniu powinni podzielić się z pracownikami tym, co się wspólnie uda wypracować. Brzmi dość przekonywająco. Zanim jednak sięgniemy do kieszeni pracodawców, musimy zrozumieć czy ta niechęć do płacenia wynika ze złej woli, czy też z czegoś więcej. Porównując więc udział wynagrodzeń w gospodarce pomiędzy Polską a Europą, powinniśmy sobie odpowiedzieć, z czego ta różnica wynika.

Po pierwsze, większość inwestycji w Polsce finansowana jest z własnych kapitałów. W mało którym kraju kredyt bankowy jest źródłem tylko dla 30 proc. inwestycji. Koszt oprocentowania kredytu w Polsce jest wyższy niż w większości zamożnych krajów strefy euro. Po drugie, mało kto wierzy, że obecne niskie stopy procentowe będą na tak niskim poziomie przez dłuższy czas. Te dwa czynniki mają fundamentalne znaczenie dla polskich przedsiębiorców – muszą oni bowiem finansować swe inwestycje głównie z wypracowanego zysku, a za wspierający kredyt płacą więcej niż inni. I łatwo go nie dostają. Po trzecie, wszyscy polscy eksporterzy biorą całe ryzyko kursowe na siebie – importera z Niemiec czy Holandii nie interesuje, jaki jest kurs wymiany euro na złotego w dniu dostawy. Polski przedsiębiorca musi mieć „przestrzeń finansową” na tego typu ryzyko. Skrajny wariant zmian w OFE, który wciąż mam nadzieję nie będzie ostatecznym, odciąłby kolejne źródło finansowania polskich firm, jakim były finansowane przez fundusze emerytalne IPO i obligacje korporacyjne. W tym naprawdę niełatwym jak na warunki europejskie świecie, polski przedsiębiorca musi sobie radzić. Ktoś powie, że 200 miliardów depozytów firm wygląda na przesadne zabezpieczenie. Ale to nie są pieniądze firm przeznaczone na bieżące wydatki czy na zbytki właścicieli. Pieniądze te czekają na dobry moment, na zainwestowanie ich w nowe technologie, zwiększenie mocy wytwórczych czy też po prostu na niezbędne podtrzymanie obecnego stanu produkcji. Tyle o ograniczeniach.

Coraz więcej firm jest skłonnych „płacić więcej”. To płacenie więcej nie polega jednak na podwyższaniu wynagrodzeń, lecz na zwiększaniu udziału części zmiennej, uzależnionej od wyników. Czyli im więcej uda nam się wspólnie zarobić – tym więcej będziesz miał w kieszeni. Taki system przypomina trochę pracę akordową, ale powiedzmy sobie wprost: wynagrodzenia z umów o pracę są kosztem stałym przedsiębiorstwa, a udział w zyskach - już nie. Każdy odpowiedzialny przedsiębiorca musi ograniczać koszty stałe – inaczej pierwsze lepsze załamanie w branży może doprowadzić do jego upadku. Tyle że przejście na znacznie większy udział części zmiennej nie jest chyba tym, o co chodziło Erykowi Stankunowiczowi w tekście?

I na koniec pamiętajmy: w silnym spowolnieniu rynek pracy jest rynkiem pracodawcy. Pracodawca szuka oszczędności wszędzie, żeby przetrwać. W latach 2006-2008 było inaczej, pracownik mógł żądać, a pracodawca płacił w obawie przed utratą fachowca. Za dwa lata nasz rynek pracy powinien wrócić do pewnej równowagi, ale przez długie lata będzie inny od tego na Zachodzie.

2013-11-06 22:04
Polskie wpisy gospodarka, płace, pracodawcy, rynek pracy, wzrost gospodarczy Komentarze (0)
 Oceń wpis
   

Po wyborach w Niemczech znów nastąpi przyspieszenie w najważniejszych dla Europy, ale również dla świata, kwestiach gospodarczych. Na szczęście po latach kryzysu Europa powoli wychodzi na prostą, co powinno sprzyjać podejmowaniu strategicznych decyzji. Europa musi przede wszystkim kontynuować działania, które z jednej strony zabezpieczą na przyszłość przed podobnymi turbulencjami jakie miały miejsce w przypadku Grecji, z drugiej skupią wysiłek na nowych inicjatywach prowzrostowych. Oba te zagadnienia leżą w głębokim interesie Europy i są zbieżne z naszymi polskim celami.

 Niemcy mają pełną świadomość, że aby zabezpieczyć się przed wystąpieniem kryzysów zadłużenia w przyszłości, niezbędna będzie pogłębiona integracja wraz ze skutecznymi mechanizmami zapobiegania nadmiernemu zadłużeniu i utracie konkurencyjności. Jednym z elementów tego nowego ładu jest pakt fiskalny. Równolegle musi zostać wprowadzony systemowy mechanizm wsparcia dla krajów, które znalazły się w tarapatach - z mechanizmem współodpowiedzialności wierzycieli. Kolejnym z elementów nowego ładu będzie unia bankowa, której zasady są obecnie akceptowalne dla większości krajów Europy. Proces tak zdefiniowanej głębszej integracji europejskiej wymaga zdecydowania przy jednoczesnym uwzględnieniu specyfiki poszczególnych krajów. Musi on jak najszybciej przejść do fazy implementacji, inaczej bowiem Europa na lata ugrzęźnie w poszukiwaniu kompromisów. W obliczu przyspieszenia procesu dalszej integracji Polska już niedługo znów stanie przed dylematem - na ile można być w środku, będąc de facto z boku.

 Równolegle podstawą nowego porządku gospodarczego muszą być też nowe inicjatywy prowzrostowe. Na poziomie globalnym kluczowym wyzwaniem jest porozumienie o wolnym handlu pomiędzy UE i USA. Jest to najważniejsze zadanie na najbliższe lata, zarówno dla Stanów, jak i dla Europy. Dzięki temu bowiem będzie możliwa obniżka kosztów wielu towarów dla konsumentów po obu stronach Atlantyku. Oznaczać to będzie również wzrost obrotów handlowych, a w konsekwencji wzrost liczby miejsc pracy na obu kontynentach. W tym obszarze można spodziewać się znacznego przyspieszenia działań po stronie niemieckiej. Dlatego ważne jest, aby w Polsce przeprowadzić dokładny bilans korzyści i strat, aby w odpowiedni sposób przygotować się na to wielkie wyzwanie.  Mając na uwadze fakt, że na likwidacji barier najbardziej w Europie mają szansę zyskać Niemcy, Polska powinna też być beneficjentem netto tych zmian.

 Konsekwencją porozumienia o wolnym handlu i zniesieniu barier powinna być liberalizacja rynku usług w Europie. Zaawansowane usługi są od lat zliberalizowane, ale dla wsparcia wzrostu i tworzenia nowych miejsc pracy w Europie niezbędne jest zliberalizowanie usług podstawowych. W dobie kryzysu europejskiego nie można bowiem zapominać, że globalna konkurencja nie śpi. Jedyną perspektywą Europy jest wzrost jej konkurencyjności.  Tu akurat Polska powinna namawiać swego sąsiada, aby wspierał ten typ podejścia do tematu wzrostu.

 

 W ramach polityki wspierania wzrostu ważne jest również aby wspierać inwestycje publiczne w obszarach, w których nie sprawdza się sektor prywatny. Szczególnie w tej części Europy wciąż wzrost wydajności jest pochodną inwestycji w infrastrukturę. Z kolei w Europie Zachodniej nowoczesna i zielona infrastruktura też może być ważnym źródłem rozwoju. Stąd tak ważne, aby w okresie trwających oszczędności nie ograniczać wydatków prorozwojowych.

 

 W kontekście wyborów w Niemczech nie sposób nie wspomnieć o wsparciu dla zielonej energii, pod warunkiem jednak, że nie może odbywać się to kosztem rozwoju gospodarczego. W okresie kiedy Niemcy rezygnują z energii atomowej, należałoby szukać rozwiązań, które nie tylko opierają się na energii odnawialnej, ale również wspierają nowe źródła energii (takie jak gaz łupkowy) jak i promują czystą energię z węgla. Dotychczasowa strategia zakładająca automatyczną redukcję CO2 nie sprawdza się. Czysta energia musi być pozyskiwana w sposób zrównoważony i rozsądny, z uwzględnieniem specyfiki energetycznej poszczególnych krajów. Na koniec trzeba mieć świadomość, że energetyka będzie jednym z najpoważniejszych wyzwań zarówno dla Niemiec, jak i dla Polski, szczególnie, że oba te kraje przyjęły zupełnie inne kierunki jej rozwoju.

2013-11-06 22:03
Polskie wpisy gospodarka, konkurencyjność, wzrost gospodarczy, integracja europejska, unia bankowa Komentarze (0)