29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Najlepiej kupować w dołku. Wie to każdy inwestor, ale niewielu się to udaje. Z prostego powodu - trudno o pewność, że w danym momencie jest właśnie dołek. Gdyby wiedza taka była powszechna nie byłoby okazji do kupowania atrakcyjnie i tanio. Zwykle w masie swej mamy tendencję do działania zupełnie odwrotnego, czyli kupowania na górce i sprzedawania w dołku.

Jeden z moich znajomych, zresztą bardzo dobry trader na rynku FX, zwykł nazywać tego typu strategię inwestycyjną „Johnny comes late”. Czyli jest sobie taki Johnny, który usłyszał, że wszyscy coś kupują i na tym zarabiają i też w końcu zdecydował się kupić. Tyle, że kupił na górce, a ci którzy wcześniej na tym zarabiali właśnie Johnnemu zdołali sprzedać swoje o wiele dziś już więcej warte aktywa. Morał z tego jest taki, żeby nie być tym Johnnym, co to późno przybywa, a raczej szukać okazji wtedy gdy inni jej nie dostrzegają. 

Na różnych rynkach aktywów rożne mogą być momenty osiągania szczytów i upadków. Zwykle jest tak, że rynek akcji wyprzedza zdarzenia w realnej gospodarce. Tak było w trakcie ostatniego kryzysu. Załamanie na rynku akcji nastąpiło na przełomie lipca i sierpnia 2007 roku, podczas gdy za początek kryzysu w gospodarce realnej Stanów Zjednoczonych Amerykanie uznają grudzień 2007. Podobnie rynek dobrze wyczuł moment, kiedy trzeba rozpocząć zakupy, stało się to w marcu 2009, na co najmniej kwartał przed tym jak dane z globalnej gospodarki wskazały na twarde oznaki ożywienia. Ale rynki akcji nie są dobrym predyktorem dłuższych trendów gospodarczych.

Inaczej jest na rynkach gospodarki realnej, na rynku mieszkaniowym czy na rynku przedsiębiorstw. Oczywiście rynek kapitałowy wpływa na wycenę gospodarki realnej, ale rynek jest w swej naturze krótkowzroczny, często szybko może dokonać korekt swych wycen. Na rynku deweloperskim czy też rynkach produkcji liczy się znacznie dłuższy okres, co najmniej kilkuletni. Dziś nikt rozsądny nie postawi dużych pieniędzy na kilkuletnią prognozę gospodarczą. Świat wciąż żyje i w najbliższych latach żyć będzie w niepewności. Wciąż nie ma odpowiedzi jak Europa wyjdzie z kryzysu fiskalnego, w którym po uszy wciąż tkwi kilka z krajów strefy euro. Wciąż nie ma pewności, czy amerykański sektor prywatny zdoła uchronić Amerykę przez drugim dnem recesji. Wciąż nie wiadomo, czy w ciągu najbliższych kilku lat Chiny czy Indie nie dostaną zadyszki, którą odczuje cały świat. Pamiętajmy, że podział świata, który znamy sprzed lat dziesięciu, dawno nie istnieje. Świat jest coraz bardziej globalny i za lat pięć kraje rozwijającej się Azji prawdopodobnie będą wytwarzały 30% globalnego PKB, podczas gdy kraje rozwinięte poniżej 50%. Dziś ta relacja wynosi 25% do 55%, a lat temu dziesięć było to 15% do 65%. Dlatego też wciąż wielu inwestorów ma poważne obawy, aby uznać obecny stan za dołek, dołek do zakupów czy wielkich inwestycji.

Uważam, że obecnie jest właśnie czas na inwestycje i na ekspansję. Szczególnie na rynkach, które wydają się nam mało dostępne. Jednym z takich bardzo atrakcyjnych rynków jest moim zdaniem rynek niemiecki. I nie tylko jako potencjalny rynek zbytu, ale jako miejsce potencjalnej ekspansji gospodarczej naszych przedsiębiorstw. Zeszłoroczne spowolnienie gospodarki niemieckiej było tak głębokie, że wciąż wiele przedsiębiorstw, szczególnie bardziej uzależnionych od popytu wewnętrznego przeżywa spore kłopoty. Wiele z nich można dziś relatywnie tanio kupić. Otwarcie niemieckiego rynku pracy od maja przyszłego roku dodatkowo daje olbrzymią szasnę na świadczenie usług w Niemczech przez polskich pracowników. Dziś wciąż naszą główną przewagą w tej rywalizacji są niskie koszty pracy, ale za jakiś czas może okazać się, że jest to również przedsiębiorczość i swego rodzaju szaleństwo ekspansji, którego w wielu krajach rozwiniętych od pewnego czasu brakuje.

Nie udowodnię nikomu tezy, ze właśnie teraz mamy do czynienia z dołkiem. Tak uważam na podstawie przebiegu procesów gospodarczych. Nie udowodnię, że polska ekspansja w Niemczech jest najlepszą strategią na najbliższe lata. Ale to co dziś jest niepewne czy niebanalne może okazać jedyną drogą do sukcesu. A to co jest pewne jest już dawno uwzględnione w cenach.

2010-10-27 10:45
Polskie wpisy Komentarze (1)

Komentarze

2014-02-16 05:56:44 | *.*.*.* | artysta
Re: Czas na ekspansję [0]
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje. skomentuj