29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Obstawiałbym, że będzie lepszy niż 2009. To co się wydarzylo w gospodarce w zeszłym roku wystarczyłoby na całą dekadę albo dwie. Niepewność która towarzyszyła nam w pierwszej połowie 2009 roku można chyba tylko porównać ze wstrząsami wywołanymi przez szok naftowy w latach 70-ych albo dopiero z Wielkim Kryzysem lat 30-ych. Co prawda kryzys się jeszcze nie skończył, ale wiele wskazuje na to, że kolejne jego fazy będą bardziej przewidywalne i mniej burzliwe. W moim przekonaniu główne ryzyko znajduje się po stronie czynników zewnętrznych. Problemów krajowych bym nie bagatelizował, ale jeśli uda nam się uniknąć poważniejszych błędów, a na świecie powoli będzie wracała koniunktura – to będzie dobrze.

Przydałoby się wyjaśnienie co to znaczy, że „będzie dobrze”.  W roku 2010 uznałbym, że takim terminem można opisać sytuację w której nie wydarzy się żadna katastrofa, a polska gospodarka, szczególnie w drugiej połowie roku, wejdzie w fazę ożywienia, które tworzy miejsca pracy. To co Polska powinna zrobić, to przede wszystkim udowodnić, że jest stabilna fiskalnie, czyli umie i jest w stanie zatrzymać narastanie długu. O ile w samym 2010 prawdopodobnie nie uda się zmniejszyć długu, o tyle w tym roku powinny zostać podjęte działania które w sposób wiarygodny pokażą, że Polska wchodzi na ścieżkę wychodzenia z długu i deficytu. I to jest swego rodzaju zadanie minimum, które powinno zabezpieczyć nas przed ryzykiem wstrząsów wywołanych przez nas samych.

Po stronie zewnętrznej znaków zapytanie jest znacznie więcej. Z kryzysu finansowego w roku 2010 pełną parą wkraczamy w kryzys fiskalny. Pytanie jak główne gospodarki świata sobie z tym poradzą. W ostatnich dniach 2009 roku Japonia otrzymała ostrzeżenie od jednej z agencji ratingowych, że może stracić obecny poziom ratingu ze względu na rosnące zadłużenie. Jak wiadomo deficyt i dług to nie tylko problemy Japonii, to także wyzwania dla Wielkiej Brytanii, USA, Hiszpanii, nie wspominając o Grecji czy Portugalii. To jak kraje te poradzą sobie z rosnącym zadłużeniem w istotny sposób wpłynie na kształt gospodarki globalnej w 2010 roku.

Innym ważnym czynnikiem jest stabilność ożywienia, a dokładniej zachowania się gospodarek w których będą wygaszane programy rządowe wspierające wzrost. Istnieje poważna obawa, że odłączenie kroplówki może istotnie ograniczyć tempo wzrostu gospodarczego. Ale z drugiej strony nie ma nic gorszego niż uzależnienie gospodarki od kroplówki - wtedy bowiem gospodarka nie będzie w stanie samoistnie powrócić na ścieżkę rozwoju.

Kolejna niewiadoma to zachowanie rynków finansowych. Amerykański indeks giełdowy S&P 500 od szczytu w połowie 2007 spadł o 57%, po czym od marca zeszłego roku wzrósł o 65%. W tym samym okresie nasz WIG zanotował spadek o prawie 70% a następnie wzrost o 88%! Taka huśtawka świadczy o przereagowaniu rynku – na pewno jeśli chodzi o skalę spadku. Pytanie czy wzrost, który po tym spadku nastąpił nie jest przejawem zbytniego optymizmu. W drugiej połowie zeszłego roku można rzeczywiście było wpaść w euforię kiedy coraz więcej sygnałów wskazywało na to, że kryzys osiągnął dno. Rynki finansowe uwielbiają tego typu sygnały, bo jak jest dno - to zaraz musi być wzrost. Stąd właśnie ten optymizm. Nie sądzę jednak aby wzrost na świecie był stabilny, nie sądze też, że nie będzie nowych niespodzianek typu Dubaj, czy Grecja. Niech to będzie np. obniżka ratingu Japonii czy też upadek znanej korporacji – turbulencje mogą być znacznie większe niż przy Dubaju. Dlatego też oczekiwałbym w 2010 roku porządnej korekty na rynkach akcji. Gdybym tylko wiedział dokładnie kiedy to się stanie ….

I na koniec jeszcze kilka słów o Chinach i o tym, że świat wcale nie wyszedł z wielkich nierównowag jakie były jedną z przyczyn kryzysu. Chiny rozwijają się znacznie szybciej niż Stany Zjednoczone, co powinno prowadzić do umocnienia chińskiej waluty – yuana. Ale tak się nie dzieje, gdyż Chińczycy utrzymują sztucznie słaby kurs swojej waluty dzięki czemu mogą tanio eksportować produkowane u siebie produkty. Ale im dłużej to trwa tym bardziej chińska waluta staje się niedowartościowana – i tym bardziej powinna się umocnić. Stany Zjednoczone naciskają na Chiny aby umocniły yuana wobec dolara, ale siła przetargowa USA jest ograniczona. Choćby dlatego, że …. znaczna część amerykańskich obligacji znajduje się w posiadaniu rządu chińskiego. I dlatego nie spodziewałbym się tu szybkich zmian.

Będę więc musiał zepsuć trochę humory czytelników na początku nowej dekady. W Chinach narasta kolejna bańka spekulacyjna. I wybuchnie jeszcze w tej dekadzie. A ten kto przewidzi ten moment w czasie zostanie milionerem.

2010-01-05 10:58
Polskie wpisy Komentarze (2)

Komentarze

2010-01-07 00:27:24 | *.*.*.* | Paweł Bączek
Re: Czy 2010 będzie lepszy? [0]
Panie Ryszardie,

w tej dekadzie agencje ratingowe beda musialy obnizyc poziom ratingu USA. Są z pewnością
opory przed obnizeniem ratingu USA, ale nadejdzie taki moment ze agencje jak nie obniza
tego ratingu to straca na wiarygodnosci. I wtedy szo kbedzie ogromy, plus klopoty z
finansowaniem dlugu. To bedzie masakra. skomentuj
2010-01-05 15:31:09 | *.*.*.* | THE MAN WITH NO NAME
Re: Czy 2010 będzie lepszy? [0]
Rynki finansowe to jedno wielkie Kasyno.
Sam jestem ciekaw co wskaże kulka ..w ruletce.
WIG20 2491 teraz.
SP500 TYLKO...1127.9
mamy bazę + 200 punktów ponad .
Kto chce grac na Spadek może zaryzykować. skomentuj