29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

W dyskusji na temat sensowności reformy emerytalnej rzadko powoływano się na badania międzynarodowe czy też opracowania ekonomiczne. W sumie nie ma się czemu dziwić, bez tego i tak dla wielu obywateli Rzeczpospolitej spór jest wyjątkowo zagmatwany, trudno więc oczekiwać, że będzie to debata w oparciu o badania naukowe. Ja jednak postaram się poruszyć również ten wątek.

Zwolennicy obniżenia składki powoływali się m.in. na Josepha Stiglitza, Laurenca Kotlikoffa i Nicka Barra. Te ostatni opublikował wiele prac dotyczących systemów emerytalnych i nie można przejść obojętnie wobec jego teorii. W niniejszym tekście pozwolę sobie z kilkoma kwestiami polemizować.

Odniosę się do jednej z jego nowszych publikacji „Reforming pensions: myths, truths, and policy choices”, czyli „Reformy systemów emerytalnych: prawdy i mity oraz możliwości wyboru”. Jest to o tyle ważna pozycja, że część wątków w niej poruszanych pojawiała się również w naszej debacie publicznej.

Zacznijmy od podstaw. Autor opracowania  pisze, że są dwa sposoby zabezpieczania dochodów na przyszłość. Pierwszy to oszczędzanie bieżących dochodów i odkładanie ich na czas przejścia na emeryturę, drugi to zobowiązanie państwa do wypłaty ich w przyszłości. Jego zdaniem są one podobne, gdyż bazują na przyszłym dochodzie. W obu przypadkach więc, jego zdaniem, mamy do czynienia z „claims on future output”, czyli „zobowiązaniami wobec przyszłego dochodu”.  Podkreśla, że spadek dochodu w przyszłości obciąża w taki sam sposób zarówno system repartycyjny jak i kapitałowy. 

Teza ta może być prawdziwa tylko przy serii założeń, które w realnym świecie są niemożliwe do spełnienia. O ile prawdą jest, że przyszły dochód wpływa na poziom przyszłych emerytur o tyle nie można powiedzieć że w taki sam sposób w obu systemach. Po pierwsze czym innym jest zobowiązanie finansowo – prawne, a czym innym zobowiązanie polityczne. Znacznie łatwiej jest zmienić to drugie, choć oczywiście oba zobowiązania nie dają 100% gwarancji wypłaty w przyszłości (ale też nie ma chyba na świecie instrumentu, który dawałby taką 100% gwarancję). Tak więc nie tylko wzrost ma wpływ na emerytury ale i forma zobowiązań. Po drugie prace empiryczne wskazują, że fundusze emerytalne efektywniej zarządzają środkami niż średnia dynamika PKB inwestując w bardziej produktywną część gospodarki. Po trzecie fundusze emerytalne nie prowadzą swych inwestycji wyłącznie na terenie danego kraju – tak więc ich zakumulowany wynik nie musi być wyłącznie pochodną bieżącego PKB. Po czwarte organizacja systemu emerytalnego wpływa też na dynamikę PKB (choćby poprzez rynek kapitałowy), tak więc bardziej efektywny system daje szanse na wyższe emerytury.

Kolejny ważny argument Barra mający postawić znak równości pomiędzy systemem repartycyjnym opartym o zdefiniowaną składkę i systemem kapitałowym jest taki, że wszelkie emerytury zależą od ryzyka politycznego gdyż są pochodną skutecznego rządzenia. Ogólnie jest to prawda, ale w obu przypadkach zależność ta ma inny charakter i inną siłę. Zmiany w części państwowej systemu emerytalnego są dokonywane znacznie częściej niż w części kapitałowej. Co więcej przykładem jak łatwo jest manipulować częścią państwową systemu a jak trudno częścią prywatną jest obecna debata. Fundusz Rezerwy Demograficznej został zlikwidowany jednym pociągnięciem pióra, podczas gdy debata dotycząca obniżania składki do OFE trwa kilka miesięcy i decydenci liczą się z opinią publiczną (tak się przynajmniej wydaje).  

Stopa zwrotu środków zarządzanych przez OFE jest pochodną skuteczności ich inwestycji. Natomiast tempo waloryzacji składek, wysokość indeksacji emerytur jest zależne od koniunktury politycznej. Co więcej, w OFE po przejściu na emeryturę środki muszą się bilansować, ich brak grozi upadkiem wypłacającego podmiotu. Tak więc zobowiązania emerytalne muszą być skalkulowane zgodnie z poziomem zgromadzonych zasobów. Natomiast w części państwowej system może być zbilansowany wyłącznie przy założeniu indeksacji cenowej świadczeń, indeksacji składek zgodnej z funduszem płac, brakiem jakichkolwiek przywilejów emerytalnych oraz akceptacji ujemnej waloryzacji składek w okresie kiedy fundusz płac ma ujemną dynamikę. Założenie politycznie niespełnialne, gdyż nawet w swej dzisiejszej retoryce zwolennicy systemu repartycyjnego nie akceptują negatywnej waloryzacji składek. Gdy w ZUS brakuje środków, podwyższa się podatki. W OFE taka waloryzacja jest automatyczna, następuje bowiem w wyniku zmian wyceny aktywów. OFE są w tym zakresie samoregulujące. ZUS nie.

Kolejny argument mówi o tym, że część kapitałowa ma dodatkowe ryzyka (których nie ma system repartycyjny) a mianowicie ryzyko inwestycyjne, ryzyko zarządzania, ryzyko właściwego skalkulowania czasu średniego dożycia. W rzeczywistości wszystkie te ryzyka występują w systemie państwowym, z tym, że nie są one tak oczywiste. Jest to ryzyko właściwej oceny przyszłego wzrostu i dostosowania do niego tempa waloryzacji świadczeń. W historii wielokrotnie państwa miały skłonność do składania obietnic ponad miarę. Nie wspominając o ryzyku zarządzania instytucją państwową – patrz słynny kontrakt informatyczny dla ZUS, za który przecież płacą wszyscy podatnicy. I ryzyko nieodpowiedzialnych rządów – patrz Grecja.  

W teorii Barra oba systemy przy pewnych założeniach reagują w taki sam sposób na zmiany w tempie wzrostu gospodarczego. I wtedy teoria się zgadza. To jest trochę tak jak przytoczonym przez Witolda Orłowskiego dowcipie o rozbitkach z puszką na bezludnej wyspie, bez otwieracza do konserw. Jednym z nich był ekonomista, który jako sposób na otwarcie puszki, zaproponował założenie, że „mamy otwieracz”. W przestawionym koncepcie oba systemy są takie same przy pewnych założeniach, a prawie takie same bez tych założeń. A jak wiadomo, „prawie” robi wielką różnicę.

Barr argumentuje, że finansowanie tworzenia funduszy emerytalnych, może być dokonane przez ograniczanie innych wydatków ale państwo też ma sposoby zabezpieczania się na przyszłość odkładając środki. Daje przykłady Norwegii i USA, czyli krajów w których gromadzi się w specjalnych państwowych funduszach środki (w przypadku Norwegii z dochodów z ropy, w USA Trust Fund) aby w przyszłości móc finansować zmiany demograficzne. Argument ten ma świadczyć o tym, że odkładanie w prywatnych funduszach jest tak samo dobre jak w państwowych. Tyle, że rzeczywistość jest znacznie bardziej brutalna. W Polsce Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miał ten sam cel zlikwidowano. Dostęp polityków do środków zgromadzonych w prywatnych funduszach emerytalnych jest znacznie utrudniony (choć nie niemożliwy – patrz Węgry), a do państwowych znacznie łatwiejszy.

W dyskusji na temat tego czy OFE tworzą oszczędności jest bogata literatura. Badania empiryczne wskazywały, że największe oszczędności prywatne tworzone są w tych krajach gdzie państwo nie ma organizowanego przez państwo systemu emerytalnego. Im państwo więcej obiecuje obywatelom tym mniejsza zachęta do prywatnego oszczędzania. Ale przecież nie o to chodzi. Nick Barr powołując się na opracowanie Mackenzie, Gerson and Cuevas (1997) stwierdza, że celem system emerytalnego nie jest wpływ na wzrost ale zapewnienie zabezpieczenia na starość. Ale przecież wcześniej podkreśla, że nasza emerytura będzie zależeć od przyszłego dochodu! Jeśli mamy dwa systemy, z czego oba dają podobną wysokość emerytury, a jeden jest bardziej pozytywny dla wzrostu gospodarczego niż drugi, to ten pierwszy jest lepszy przyszłych emerytów. W swej analizie wpływu systemów na rynek pracy autor nie wspomina też o wpływie na rynek pracy poprzez zmianę percepcji pracownika w traktowaniu składki emerytalnej. Składka która jest jedynie rejestrowana na koncie w ZUS daje mniejsze poczucie powiązania niż składka w OFE, która jest dziedziczona.

Barr podkreśla, że zalety tworzenia funduszy emerytalnych obrosły mitami. Pisze jednak, że aby system prywatnych instytucji zarządzającymi środkami na przyszłą emeryturę sensownie działał niezbędne jest zaufanie do tych instytucji. No właśnie. Niektóre skrajne argumenty zwolenników obcięcia składki podważają często wiarygodność prywatnych instytucji jako miejsca pomnażania pieniędzy na przyszłą emeryturę. Przez ostatnie lata  w Polsce udało zbudować się zaufanie do prywatnych funduszy emerytalnych. Nie wmawiajmy Polakom, że bezpieczne jest tylko państwo. W ten sposób nie zbudujemy dobrobytu.

2011-03-30 14:06
Polskie wpisy Komentarze (1)

Komentarze

2013-09-17 15:45:24 | *.*.*.* | annakalina
Re: Fakty i mity o OFE [0]
Teraz to już są całkiem inne fakty i mity, po propozycjach naszego premiera. skomentuj