29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Od kilku dobrych tygodni mamy do czynienia ze znaczną nerwowością na rynkach finansowych. Od kwietnia do dziś indeks WIG spadł o 10%, złoty osłabił się wobec euro o prawie 8%, dolar umocnił się wobec euro o ponad 8%, a frank szwajcarski wobec euro o 8 %. Wielu inwestorów zadaje sobie pytanie czy to jest korekta, czy też początek bessy. To jest chyba najbardziej kluczowe pytanie dla rynków finansowych w tym momencie.  

Większość danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych w ostatnich miesiącach była całkiem dobra – wskazywały one na silne ożywienie. Za wyjątkiem ostatnich danych, przede wszystkim z amerykańskiego rynku pracy, które pokazały wyhamowanie pozytywnych tendencji. Ale na szczęście nie wskazują na odwrócenie trendu. W Europie z kolei mamy raczej do czynienia ze stagnacją gospodarczą. Bardziej pozytywne perspektywy rodzą sie dzięki słabemu euro w Niemczech. Ale tak naprawdę dominującym przeświadczeniem przedsiębiorców zarówno w Europie jak i w USA jest niepewność jutra. Widać to zarówno w pogorszeniu wskaźników wyprzedzających koniunktury, jak i słabych chęciach do inwestowania. Niepewność jutra widoczna jest w decyzjach inwestorów, którzy w obawie o fiskalną sytuację krajów europejskich uciekają od euro (nie wspominając o walutach wschodzących), kupując dolary, franki szwajcarskie lub też jeny. Dominuje awersja do ryzyka – inwestorzy wolą kupować obligacje amerykańskie i niemieckie, w efekcie spadają rentowności obligacji w tych krajach. A rosną, lub utrzymują się na wysokim poziomie w krajach leżących na peryferiach Unii. Tak czy inaczej – rynek nie ma pewności, czy jest to tylko przejściowa zadyszka, czy też początek drugiego dna recesji.

Osobiście uważam, że mamy do czynienia z korektą. Niepewność jutra wiąże się z obawami co do realizacji pakietów zmniejszających deficyty budżetowe, niepewnością wyników stress testów banków europejskich, pytaniami co do  co do siły ożywienia. Taki okres niepewności może trwać jeszcze kilka tygodni. Po ogłoszeniu wyników stress testów pod koniec lipca przyjdzie jeszcze czas na reakcje banków i regulatorów. Ważny jest zarówno szacunek niezbędnego zastrzyku dekapitalizującego jak również reakcja nadzoru i rządów na to wyzwanie. Rynek obawia się wciąż o kształt nowych regulacji w sektorze finansowym, co było wyraźnie widać w nerwowej reakcji rynku na  propozycje rządu niemieckiego wprowadzające ograniczenia dla krótkiej sprzedaży. Podobnie rzecz się ma z perspektywą ożywienia gospodarczego. Wskaźniki gospodarcze charakteryzują się ostatnio dużą zmiennością, co tym bardziej nie sprzyja podejmowaniu ryzykownych decyzji inwestycyjnych. Jednak gospodarka europejska, a przede wszystkim amerykańska się zrestrukturyzowała. Nastąpiła redukcja zatrudnienia, spadek cen mieszkań, wzrosły oszczędności Amerykanów, banki zostały dokapitalizowane, rynek finansowy się zdelewarował.  Głównym problemem pozostał zbyt wysoki ciężar długów publicznych, które jak widać, większość krajów chce ograniczać. Na razie oprócz Ameryki. Sądzę jednak, że na Amerykę przyjdzie też niedługo czas. Stąd mój optymizm. Gospodarka z czkawką, ale łapie oddech.

Najbliższy czas niepewności trzeba przetrwać. Nie podejmować zbyt ryzykownych decyzji, ale też nie byłoby dobrze wstrzymywać się zupełnie z inwestycjami.  To w przypadku inwestycji w gospodarkę realną. Natomiast na rynku finansowym spodziewałbym się w najbliższym czasie wysokiej zmienności. W dłuższej perspektywie, roku, dwóch lat twierdzę że czeka nas wzrost indeksów, i umacnianie walut rynków wchodzących w tym złotego. Do tego czasu jednak musimy przejść przez tę falę niepewności. Kraje rozwinięte muszą konsekwentnie wprowadzać reformy fiskalne, co dziś wydaje się znacznie bardziej prawdopodobne niż jeszcze dwa miesiące temu.  Po drugie, niezbędne jest stworzenie przekonania, że żadne poważne niespodzianki takie jak hiszpańskie cajas się nie wydarzą. I że świat ma sensowny i skuteczny pomysł jak w nowy sposób regulować system finansowy, nie przeregulowując go jednocześnie.  Wtedy będzie dobrze.

2010-07-07 12:23
Polskie wpisy Komentarze (1)

Komentarze

2010-07-07 22:48:45 | *.*.*.* | Milton
Re: Korekta to czy bessa? [0]
Pozwoliłem sobie na kilka uwag polemicznych wobec niektórych tez zawartych w powyższej
notce, na swoim blogu : http://ab.bblog.pl/wpis,korekta;to;czy;bessa;-;polemika,44195.html skomentuj