29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Najtrudniej go znaleźć. Trochę mi zajęło i zapewne bez podpowiedzi znajomych znacznie dłużej trwałoby szukanie. Najpierw wchodzimy na stronę Kancelarii Premiera, potem klikamy BIP (Biuletyn Informacji Publicznej), następnie BIP Rady Ministrów (na górze, po lewej), a potem zakładkę Inne Dokumenty. I to właśnie w tych Innych Dokumentach znajduje się Wieloletni Plan Finansowy Państwa 2010 – 2013.

Sam plan jest nieco optymistyczny w swych założeniach ale bardzo szczery. Rząd przewiduje, że w latach 2010 - 2013 dług publiczny w stosunku do PKB będzie oscylował na granicy wymaganego progu 55%. I to w każdym z poszczególnych lat. Innymi słowy jest jasne, że Plan jest „na styk”. Prześliźnięcie się pod wymogami ustawowymi długu bazuje na dość optymistycznych założeniach makroekonomicznych i kontynuacji strategii osiągania wysokich przychodów z prywatyzacji.

Zaczynając od danych makro, nie sposób nie zauważyć, że zakładane wysokie dynamiki wzrostu gospodarczego na lata 2012 i 2013 opierają się na założeniu wysokiego przyrostu inwestycji publicznych, jak również wysokiej dynamice popytu konsumpcyjnego. Zakłada się bowiem, że w tych dwóch latach realny wzrost płac będzie w okolicach 4% rocznie, podczas gdy przyrost zatrudnienia ukształtuje się odpowiednio na poziomie 3% i 2%. Tak wysokie dynamiki zarówno realnych płac jak i zatrudnienia występowały ostatnio w Polsce w okresie przedkryzysowego boomu w 2006 roku, przy doskonałej koniunkturze zewnętrznej. Nie mam zamiaru teraz udowadniać, że na pewno tak się nie stanie. Jednak przy dzisiejszej wiedzy założenia te wydają się zbyt optymistyczne. Bezrobocie ma spaść z obecnych 12.3% do 7.3% w roku 2013… Byłby to najniższy wskaźnik bezrobocia w całej historii III RP. Taki wskaźnik jest jak najbardziej możliwy do osiągnięcia, ale do tego przydałyby się reformy rynku pracy, wzrost aktywności zawodowej ludności i lepsze niż obecnie perspektywy koniunktury globalnej. W Planie nie ma jednak propozycji działań istotnie zmieniających reguły gry na rynku pracy.

Wiele propozycji zawartych w Planie, nie związanych wprost z finansami publicznymi, jest godna pełnego wsparcia. Również niektóre rozwiązania fiskalne, jak elastyczne podejście do wydatków na obronę przewidujące utrzymanie wskaźnika 1.95% PKB jako średnią z sześciu lat z możliwością dostosowań w poszczególnych latach w zależności od sytuacji finansowej państwa. Czy też zobowiązanie rządu wprowadzenia reformy emerytur mundurowych od 2012 jak również nowego sposobu naliczania rent. Działania te są potrzebne, ale jak wiadomo dalece niewystarczające. Stąd kontrowersyjna podwyżka VAT-u o 1 punkt procentowy, aby w 2011 roku limitu 55% nie przekroczyć.  

Debata publiczna - a raczej medialna - skupiła się głównie na podwyżce VAT-u, choć podwyżka o 1 pkt procentowy znacznie inflacji nie podbije (o 0.2-0.3 pp), wzrostu istotnie nie zwolni, a i znacznych dochodów budżetowych nie przyniesie.  Podwyżka VAT to raczej symbol tymczasowości, poszukiwania najmniej bolesnego rozwiązania na najbliższy rok. Ale problem polega raczej nie na skali podwyżki lecz na kierunku działania. Deficyt budżetowy można obniżać podwyższając podatki, ale podnosząc je ogranicza się tempo wzrostu gospodarczego. To jest dziś jeden z głównych problemów Węgier, które po populistycznym rozdawnictwie państwowych pieniędzy na początku dekady musiały łatać deficyt podnosząc podatki. Skutek jest taki, że  Węgry w ostatniej dekadzie rozwijają się znacznie wolniej niż Polska. Niewykluczone, że PKB na głowę mieszkańca pod koniec tego roku w Polsce będzie wyższy niż na Węgrzech.

Reformy strukturalne nie dają znacznych oszczędności od razu, ale wprowadzone raz, generują oszczędności, które kumulują się w kolejnych latach. Tak jest z podwyżką wieku emerytalnego czy też reformą KRUS. Być może działania po stronie wydatkowej nie wystarczą – wtedy niezbędnym okazać się może podniesienie podatków. Ale dopiero wtedy.

Czytając Wieloletni Plan odnosi się wrażenie, że jest to plan na rok. Jak to powiedział Michał Boni „na kupienie czasu”. Za rok dług do PKB będzie wyższy niż dzisiaj, co czarno na białym widać też w Planie. Nie sądzę aby rząd czuł się komfortowo w takiej sytuacji za rok. Będzie musiał podjąć znów działania. Trzeba przekonywać opinię publiczną i rządzących aby nie były do znów podatki.

2010-08-11 09:57
Polskie wpisy Komentarze (5)

Komentarze

2010-08-23 10:00:22 | *.*.*.* | RoBo_invest
Re: Plan na jeden rok [0]
Podobno jest Pan jednym z kandydatow na doradce prezydenta. Moje gratulacje! W koncu PO
siega po ludzi, ktorzy znaja sie na rzeczy.

Mam tylko nadzieje, ze Ci doradcy beda miec wplyw na co sie bedzie dzialo w Polsce w
najblizszym czasie, nie beda zatrudniani tylko po to, zeby bylo na kogo zepchanc wine. Po
tym jak PIS stracilo swojego prezydenta PO juz nie za bardzo ma na kogo spychac
odpowiedzialnosc za swoje bledy. skomentuj
2010-08-12 16:14:30 | *.*.*.* | Kuba_C
Re: Plan na jeden rok [0]
Jeszcze slow kilka. Popatrzylem sobie na prognozy demograficzne i rzeczywiscie. Rok 2010
jest rokiem kluczowym, albowiem wlasnie od tego roku zmniejszac sie bedzie liczba ludnosci
w wieku produkcyjnym (do 59/64 r.z.). Miedzy 2010 a 2015 ludzi w tym wieku ubedzie o jakies
kilkaset tysiecy (blisko 1mln). Dla porownania obecnie mamy ok. 1mln800tys.
zarejestrowanych bezrobotny (oczywiscie nie wszyscy sie rejestruja, ale jeszcze wieksza
grupa pracuje na czarno, a rejestruje sie dla zasilku czy ubezpieczenia).

Tak wiec spadek stopy bezrobocia, wyzszy nizby to moglo wynikac z wzrostu PKB jest calkiem
realny. Wyglada na to, ze glowny problem polskiego rynku pracy - bezrobocie powoli acz
systematycznie zacznie sie zmieniac na inny problem - brak rak do pracy (zwlaszcza w
polaczeniu z faktem, ze wiele osob tej pracy podjac nie chce lub ma kwalifikacje
"kosmiczne", ktorych rynek nie potrzebuje). Tu upatrywalbym zagrozenia.

Nie wiem jakie pieniadze sa wydawane na walke z bezrobociem (zasilki czy APZ), ale w tym
miejscu pojawia sie zapewne oszczednosci dla budzetu. skomentuj
2010-08-11 17:03:03 | *.*.*.* | Kuba_C
Re: Plan na jeden rok [0]
Hm... ja rowniez dziekuje! Dzieki temu moglem po raz pierwszy sie z takim dokumentem
zapoznac (zart!). Od razu rzuca sie w oczy liczba stron - czy nasza biurokracja nie moze
tej samej tresci przedstawiac w bardziej syntetycznej formie? Pewnie nie moze, albowiem
wtedy ktos moglby to... czytac (kolejny kiepski zart!).
Ok, moze sie czepiam - 50 stron to nie jest duzo, a dotyczy waznej sprawy.

Spadek stopy bezrobocia do poziomu 7.3% rzeczywiscie jest ciekawy, poniewaz towarzyszy mu
taki sobie wzrost PKB (w najlepszym roku 2010-2013 jest to 4.8%). Tak wiec spadek bedzie
pewnie powodowany nie tyle wzrostem zatrudnienia, ale tendencjami demograficznymi.
Jesli wiec bedzie nizsza podaz pracownikow (mniejsza podaz pracy i wzrost zatrudnienia) a
stopa bezrobocia rzczywiscie spadnie do takiego poziomu, to mozliwy jest szybki wzrost
wynagrodzen.

A tak generalnie prognozy prognozami, a zycie zyciem ;) Wazne, ze u nas przynajmniej calej
kasy sie nie przejada. Wydatki na infrastrkture transportowa (drogi i kolej) to prawie
30mld z budzetu. Czy przy prognozach bierze sie pod uwage wplyw tych drog na PKB (nie mowie
wplyw kasy wydawanej na ich budowe, ale wplyw lepszej infrastruktury juz po jej powstaniu
na mozliwosci prowadzenia dzialalnosci gospodarczej)? Jesli pytanie glupie to przepraszam -
pytam, bo nie wiem ;)

Poza tym czy PKB w 2010 prognozowany jako 3.0% to nie jest troche bajka? Jakbym mial
"strzelac" (czego oczywiscie robic nie nalezy) to raczej przesunalbym prognoze o jeden rok
do przodu i uznal, ze w 2010 to bedziemy mieli wlasnie raczej 3.5% wzrost. Ale po co tak
robic? Przeciez to oznacza np. wyzsze wplywy z podatkow do budzetu. Lepiej wiec byc
"zaskoczonym" pozytywnie ;)

Pozdrowienia! skomentuj
2010-08-11 16:18:20 | *.*.*.* | RoBo_invest
Re: Plan na jeden rok [0]
Trzeba przekonywac rzadzacych zeby nie byly to znow podatki. Tak Polska to jest jedyny kraj
ktory chce zwiekszych konsumpcje podnoszeniem podatkow.

Ale przeciez to PO mialo po wyborach na stanowiskach obsadzic ludzi z wielka wiedza i
doswiadczeniem w konkretnych dziedzinach. Teraz mamy tego skutki. skomentuj
2010-08-11 10:18:28 | *.*.*.* | Paweł Baranowski
Re: Plan na jeden rok [0]
Panie Ryszardzie dziękuję za podpowiedź jak znaleźć Plan, bo tak się składa, że wczoraj sam
go szukałem i nie znalazłem heheh. A tak poważnie to mocno mnie irytuje opieszałośc działań
reformatorskich a w zasadzie ich brak. Irracjonalne jest odkładanie reformowania finansów
publicznych z powodów stricte politycznych. Jestem daleki od optymizmu jesli chodzi o
stabilność polskich finansów w przyszłości i wysoce sceptyczny do tak "wygórowanych"
założeń makro. Moje stanowisko jest niezmienne: przy braku zintensyfikowanych reform
strukturalnych ( a takowych się nie doczekamy, aż do "krachu" sektora finansów
publicznych), w tej dekadzie spotkamy się z koniecznością cięć jakie widzieliśmy w Grecji
czy wspomnianych przez Pana Węgrzech. skomentuj