29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Trudno znaleźć ekonomistę czy polityka gospodarczego, który byłby przeciwny trwałemu zwiększeniu wzrostu gospodarczego. Nie tylko Grzegorz Kołodko wolałby aby wzrost w najbliższych latach wynosił nie 1.5 procent a 4. Tyle, że nie da się tego zadekretować, a możliwości bezpośredniego oddziaływania rządu są dość ograniczone. To nie są lata 90-e gdzie bardzo wiele zależało od bezpośredniej polityki rządu – dziś gospodarka jest znacznie bardziej rynkowa, a siła oddziaływania państwa dokonuje się głównie poprzez działania regulacyjne, które muszą uwzględniać zewnętrzne uwarunkowania. Dziś podwyższenie podatków, co sugeruje prof. Kołodko, rodzi naturalną presję arbitrażową, którą jest niewspółmiernie łatwiej realizować, niż jeszcze 20 lat temu.  Nie wspominając już o podstawowej kwestii jaką byłoby  pogorszenie konkurencyjności naszego kraju. Podobnie interwencjonistyczny charakter ma propozycja natychmiastowego obniżenia stóp procentowych o 100 pb, przydałoby się uzasadnienie jak ten tańszy pieniądz przełoży się na chęć do inwestowania w sytuacji kiedy akurat koszt pieniądza nie jest główną przyczyną wstrzymywania inwestycji. No i dlaczego akurat o 100 pb a nie np. o 150 pb. Niestety zaproponowana przez prof. Kołodko na łamach Rzeczpospolitej strategia stwarza wrażenie przypadkowego zbioru pomysłów, które niekoniecznie przystają do obecnej rzeczywistości gospodarczej.

Wśród proponowanych propozycji pojawia się parę sensownych rozwiązań, sporo życzeń i kilka groźnych pomysłów rodem z poprzedniej epoki. Zacznę od tych sensownych. Przede wszystkim wzmocnienie UOKiKu, bo nie ma nic ważniejszego w gospodarce rynkowej niż konkurencja. Apel o inwestycje w kapitał ludzki i odbiurokratyzowanie gospodarki to ważne postulaty, mało kto chyba jest przeciw, ale jakoś żadnemu z dotychczasowych rządów nie za bardzo się udało zrealizować. Łatwo jest tego typu kierunki zadeklarować, przydałoby się jednak dokładniej sprecyzować jak to zrobić. Również dobrze byłoby gdyby udało się zachęcić OFE do inwestowania w infrastrukturę, tyle że fundusze emerytalne muszą mieć możliwość inwestowania w płynne aktywa, potrzebne są więc instrumenty oparte na projektach infrastrukturalnych gwarantujących płynność i przejrzystość transakcji. Kolejny postulat to wejście do strefy euro po właściwym kursie, z czym trudno się nie zgodzić, ale ważniejsze od tego jest odpowiednie konkurencyjne przygotowanie gospodarki na takie wyzwanie. Niestety pozostała część propozycji takiemu przygotowaniu naszego kraju nie służy.

Miło dla ucha brzmi np. hasło bardziej sprawiedliwego podziału PKB, tak aby dochody ludności uboższej rosły szybciej niż zamożnej. Niestety doświadczenia światowe pokazują, że w szybko rosnących krajach prędzej rozwijają się obszary bogatsze niż biedniejsze. Najlepszym rozwiązaniem aby te różnice likwidować są inwestycje w edukację w biedniejszych regionach; najgorszym janosikowe, które zniechęca do pracy. Nie wiem którą z tych propozycji autor miał na myśli. Wśród innych groźnych dla gospodarki są propozycje efektywnego podwyższenia opodatkowania gospodarki, poprzez „rozciągnięcie skali podatkowej i likwidacji ulg”, nie wspominając już o propozycji aby zachęcić Polaków do wydawania i „zakończenia polityki obniżania wydatków budżetowych”. A deficyt przecież sam zmaleje, bo w wyniku interwencji państwa pojawi się wzrost i dzięki temu wszystkie problemy się rozwiążą. Jakie to proste … Głęboka wiara w interwencjonizm publiczny widoczna jest również w propozycji „gorliwego realizowania rządowych programów poręczeń publicznych itp., i zaangażowania w ten proces państwowych firm w tym PKO BP i PZU”. Na szczęście dla gospodarki Polakom nie trzeba dziś pokazywać do czego prowadzi nadmierne i gorliwe zaangażowanie polityków w proces decyzyjny firm państwowych – niestety jak na dłoni widać to na przykładzie LOT-u. Podobnie jestem pod wrażeniem w wiarę sprawczą rolę dyplomacji w ramach „kompleksowej i agresywnej pomocy ze strony państwa w promocję handlu”. Polska dyplomacja gospodarcza jest rzeczywiście znacznie słabsza niż  niemiecka czy francuska, ale nie w tym aby załatwiać kontakty tylko w obszarze miękkiej dyplomacji gospodarczej,  aby nasi przedsiębiorcy byli traktowani nie gorzej niż z innych krajów unijnych. Dzisiaj znacznie większe znaczenie dla gospodarki globalnej i naszej będzie miała liberalizacja handlu między UE a USA i nasz w tym udział, niż „agresywna pomoc ministerstwa w promocji handlu”. No i na deser coś co nie powinno paść z ust byłego ministra finansów: wykorzystanie rezerw walutowych NBP na zmniejszenie co najmniej połowy zagranicznej części długu. Bez komentarza. Tak samo jak nierealne życzenie, aby wymusić aby centrale decyzyjne  banków były ulokowane w Polsce.

Poważna strategia powinna być spójna i przemyślana. Nie może składać się głównie z listy życzeń. Musi zaczynać się od suchej i obiektywnej diagnozy gospodarczej, definicji celu i dobranie właściwych instrumentów. W gospodarce rynkowej rząd nie tworzy wzrostu gospodarczego, a jedynie warunki do jego powstawania. Kluczowe dla Polski jest zwiększenie konkurencyjności naszej gospodarki poprzez jej dalszą prywatyzację, zmniejszenie biurokracji, zmniejszenie zakresu interwencji państwa, skupieniu transferów publicznych wyłącznie na potrzebujących, zaktywizowanie ludności wiejskiej poprzez docelową likwidację KRUS, sprzyjanie większej urbanizacji kraju i poprawie jakości edukacji. Nie wystarczy zadekretować 3:5:7.

2013-04-02 19:28
Polskie wpisy Komentarze (0)

Komentarze