29022012 Image Banner 160 x 600






O mnie
 
Ekonomista, doradca finansowy
 




Najnowsze komentarze
 
2014-06-14 21:28
poliwęglan do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
o ile Niemcy mogą przebijać nas pracowitością, wydajnością, to czym przebijają nas grecy?, a[...]
 
2014-05-20 08:05
proboszcz1 do wpisu:
Niskie płace to żałosny atut
Panie Petru, mówi pan o wydajności pracy. Czy niemiecki kierowca zawodowy przejeżdża 4x więcej[...]
 
2014-02-16 05:56
artysta do wpisu:
Czas na ekspansję
Zawsze jest czas na jakiegoś rodzaju inwestycje.
 




 Oceń wpis
   

Niewidzialna ręka rynku stała się niejako symbolem cynizmu, braku serca, niezrozumienia oczywistej zasady, że ludzie mają inne pragnienia i problemy niż tylko finansowe. Pejoratywne skojarzenia utrudniają zwykle rzetelną dyskusję na tak zasadniczy temat, jakim jest odwieczne pytanie – ile rynku w gospodarce. Nikt chyba nie kwestionuje prostej zasady, według której ceny odzieży czy też owoców na targu warzywnym ustalane są w sposób zupełnie dowolny. Zwłaszcza mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej mają głęboko w pamięci czasy, kiedy to większość cen była ustalana przez centralnego planistę. Efektem - jak dobrze wiemy - był brak towarów. Nikt bowiem nie jest w stanie w tak doskonały sposób ustalić ceny równowagi jak siły popytu i podaży. Dla większości stało się oczywiste, że ceny te ustala niewidzialna ręka rynku i pomysły, aby ją w tym zakresie zastępować organami państwa, nie są dziś podnoszone nawet przez zagorzałych socjalistów.

W sumie dla większości towarów i usług jesteśmy skłonni tę „rękę” zaakceptować - z wyjątkiem tych obszarów, które są szczególnie wrażliwe. Najlepszym przykładem obszarów wrażliwych są ceny usług w ochronie zdrowia czy też w edukacji. Gdyby przyjąć tę samą zasadę, co w przypadku rynku butów czy T-shirtów, bogaci mieliby nieporównywalnie większy dostęp do usług medycznych (czy edukacyjnych) od osób uboższych, a tym samym znacznie większe szanse przeżycia. Tego typu podział jest sprzeczny zarówno z naszą kulturą, jak i podstawowymi zasadami humanizmu. Stąd m.in. potrzeba regulacji w ochronie zdrowia.

Z regulacjami bowiem jest tak jak z ruchem na drodze. Nikt chyba nie kwestionuje potrzeby obowiązywania podstawowych reguł, takich jak ruch po określonej stronie drogi, przejścia dla pieszych, światła na skrzyżowaniach czy limit prędkości na terenie zabudowanym. W większości krajów świata wprowadzono też limit prędkości na autostradach i obowiązek zapinania pasów. Tyle że nikt nie wpadł na pomysł, aby wprowadzić limit prędkości minimalnej, czy też obowiązek posiadania klimatyzacji we wszystkich samochodach. Większość przepisów ma chronić przede wszystkim innych uczestników ruchu, zwykle tych, którzy mają słabszą pozycję - ale nie utrudniać poruszanie. Podobnie jest z regulacjami w gospodarce, mają one służyć bezpieczeństwu obrotu i ochronie interesów słabszej strony, ale nie zabijać rynku.

Na rynku finansowym także potrzebne są regulacje, tyle że nadmierna ich ilość prowadzi do wynaturzeń i w efekcie do kryzysów. Dobrym przykładem potrzebnych regulacji służących obronie interesów słabszej strony jest dyrektywa MiFiD, która m.in. zobowiązuje do niewykorzystywania niewiedzy klientów. Inną ważną regulacją jest obowiązek przejrzystego informowania klientów o wszelkich kosztach związanych z podpisywaną umową, po to aby uniknąć efektu „małego druku”  na dole umowy.

Z kolei nadmiernie regulowane obszary życia, nie tylko gospodarczego, zwykle prowadzą do poszukiwania rozwiązań, które pozwolą uniknąć trudu najbardziej dotkliwych regulacji. To jest trochę tak jak ze zbyt mocnym dokręcaniem śruby. Każdy, kto kiedyś zbyt mocno śrubę dokręcił, zauważył odkształcenia w innych częściach materiału. Tak samo było z regulacjami Bazylei II, które wprowadzając nowe wymogi kapitałowe, zachęciły banki do wyprowadzania poza bilans całych pakietów kredytów hipotecznych. Innym przykładem nadmiernego przykręcenia śruby przy regulowaniu usług na rynku finansowym są wszelkie próby regulowania wysokości oprocentowania pożyczek. Ostatnio PiS zgłasza tego typu postulat. Intencje są zapewne szczytne – ochrona biedniejszej części społeczeństwa przed zbyt wysokim jak na ich możliwości poziomem odsetek. Efekt tego typu regulacji jest jednak zawsze odwrotny od zamierzonego, część osób uznawanych za pożyczkobiorców jako klienci wysokiego ryzyka tych pożyczek już nie dostaną i zostaną skazani na szarą strefę. A tam wysokość oprocentowania kredytu jest już znacznie większa, nie tylko od poziomu wyznaczonego w regulacji, ale także od rynkowego sprzed regulacji, musi bowiem uwzględnić premię za ryzyko funkcjonowania w szarej strefie. Tak samo było z zaostrzeniem regulacji przez nadzór bankowy - zaostrzenie kryteriów dostępności do kredytów konsumpcyjnych spowodowało, że część dotychczasowych klientów, nie mogąc otrzymać tego typu kredytów, zwróciła się o nie do instytucji nieregulowanych prawem bankowym. Oczywiście po wyższym oprocentowaniu. Nadmierna regulacja w tym zakresie doprowadziła do mniejszej ochrony klientów i wyższego kosztu ponoszonego przez uboższą część społeczeństwa. O tym muszą pamiętać ci, którzy chcąc chronić, zwykle po prostu szkodzą.

2013-11-06 21:54
Polskie wpisy ekonomia, finanse, kredyt, regulacje, sektor bankowy Komentarze (0)

Komentarze